Deftones w Łodzi: "Zbierałem szczękę z podłogi" [RELACJA, ZDJĘCIA]
15 lat - tyle Polacy czekali na powrót Deftones. 5 lutego ekipa z Sacramento przyjechała prosto do łódzkiej Atlas Areny, gdzie imprezę pomagali im rozkręcić Drug Church oraz Denzel Curry!

Tego jakże pięknego czwartkowego wieczoru Atlas Arena wypełniła się po brzegi, by po 15 latach ponownie przywitać Deftones. Kalifornijczycy w ostatnim czasie przeżywają drugą młodość. Ich twórczość, poniekąd za sprawą TikToka, zyskała ogromną popularność wśród młodzieży, co z łatwością zaobserwować można było w Łodzi, ale więcej o tym za chwilę!
Drug Church w Łodzi: post-hardcore'owa rozgrzewka
Muszę przyznać, że bardzo marzył mi się koncert Drug Church, w szczególności po wydaniu krążka "PRUDE". W ich twórczości ciężko doszukiwać się jakieś niesamowitej finezji czy kunsztu, ale zdecydowanie nie brakuje im przebojowości. Choć sam początek wyszedł dość sztywno, z czasem nie tylko oni, ale i sama publiczność nabrała energii i chęci do zabawy. Patrick Kindlon swoim wokalem momentami wjeżdżał w rejestry Joe Talbota z Idles, choć z większą melodyką. Dostaliśmy chwytliwe "Demolition Man", zakrawające o pop punk "Myopic" czy "Slide 2 Me" przy którym publiczność gorąco zachęcana była do crowd surfowania. Po takiej solidnej rozgrzewce obawiałem się, że przy Deftones publiczność będzie miała już zadyszkę!
Denzel Curry czyli najlepszy raper na żywo?
Denzel Curry wparował na scenę z kultowym "RICKY", dając jasno do zrozumienia, że i tutaj nie będzie czasu na odpoczynek. Końcówkę "HIT THE FLOOR" zarapowaną a cappella będę wspominał jeszcze przez długi czas. Denzel rzuca wersami jak z karabinu i - aż dziwne, że muszę o tym wspomnieć - nie potrzebuje do tego playbacku (kto czytał relacje z Clout Festivalu ten wie). Większość setu obracała się wokół genialnego "King of The Mischievous South, Vol. 2" z highlightami w postaci "G'Z UP", "HOT ONE" czy "BLACK FLAG FREESTYLE". Dostaliśmy też niedawno wydany "LIT EFFECT", świetne "Victory Lap Five", "DIET_" zagrane na bicie z "tv off" Kendricka Lamara i oczywiście "ULTIMATE". Największym zaskoczeniem było jednak "Threatz" z "Nostalgic 64" i piękne zakończenie coverem "Bulls on Parade" Rage Against The Machine. Zabrakło mi może trochę materiału z "TA13OO" - dostaliśmy jedynie "SUMO | ZUMO" i aż prosiło się o dołożenie chociaż "CLOUT COBAIN | CLOUT CO13A1N". Było to moje trzecie starcie z Denzelem i chyba najlepsze. Jest on nie tylko prawdziwym wulkanem energii, ale przede wszystkim genialnym raperem, który w pełni zasługuje na to, by taką Atlas Arenę wyprzedać samemu!
Deftones w Łodzi - czy warto było czekać 15 lat?
W moim przypadku odpowiedź będzie prosta. WARTO, bo gdy ostatni raz formacja z Sacramento grała w Polsce, miałem 10 lat... Mimo mojego obecnego wieku i tak odniosłem wrażenie, że tego wieczoru byłem już w grupie zawyżającej średnią - nie diametralnie, ale jednak. Na scenę Deftones wjechali z pięknym, choć lekko przyduszonym "Be Quiet and Drive (Far Away)" i kontynuowali prezentując kilka kawałków z wydanej w zeszłym roku płyty "private music". Jako wielki fan "Diamond Eyes" najbardziej cieszyłem się oczywiście przy tytułowym utworze, "Rocket Skates" (który swoją drogą wybrzmiał bardzo potężnie) i "Sextape". Chino Moreno co jakiś czas robił króciutkie przerwy, by dziękować za taki odbiór i przede wszystkim cierpliwość fanów - warto zaznaczyć, że koncert był wyprzedany. Mimo minimalnych interakcji nie było tam zbędnej podniosłości czy dystansu. Klimat był wyjątkowo intymny i bardzo zgrabnie balansował pomiędzy onirycznością i monumentalnością utworów. Ku mojemu zdziwieniu, po "Genesis" zbierałem szczękę z podłogi. Uważam, "Ohms" za nie do końca udany krążek, ale chyba pora zmierzyć się z nim jeszcze raz. Nie zabrakło też kultowego "My Own Summer (Shove It)", po którym na scenę zaproszony został... Kacper. Chłopak w koszulce Comy (z "Hipertrofii" dla ciekawskich), któremu było dane zagrać z zespołem finałowe "7 Words". Koncerty tak wyjątkowe, jak ten mogę policzyć na palcach jednej ręki i to nie tylko przez mój emocjonalny stosunek do Deftones. Był to naprawdę genialny występ i mam nadzieję, że na kolejny nie będziemy musieli czekać następnych 15 lat.
Deftones w Łodzi: setlista
- Be Quiet and Drive (Far Away)
- locked club
- ecdysis
- Diamond Eyes
- Rocket Skates
- Digital Bath
- souvenir
- my mind is a mountain
- Lhabia
- Rosemary
- cut hands
- infinite source
- Sextape
- Hole in the Earth
- Change (In the House of Flies)
- Genesis
- milk of the madonna
- Cherry Waves
- My Own Summer (Shove It)
- 7 Words






![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)


