Rap Stacja Festiwal 2025: drugi dzień. Mimo złej pogody, publiczność trzymała poziom [RELACJA]
Festiwale rządzą się swoimi prawami - to oczywiste, czasem jednak przyda się odrobina szczęścia co do pogody. Dzień drugi Rap Stacji w Sławie niestety tego szczęścia nie miał. I choć nie było burz, całodniowa ulewa i niska temperatura nakreśliła atmosferę na cały dzień. "Dziękuję Wam, że jesteście ze mną pomimo tej pogody" - tymi słowami pożegnał się Kuqe 2115, który trafnie zauważył, że pomimo niekorzystnych warunków, publiczność trzymała poziom.

Piątkowy Main Stage otworzył Fukaj, który postawił na żywe granie - zaaranżowanie utworów na dwie gitary i perkusje to dość nietypowa jak na rap konwencja, ale trzeba mu oddać, że efekt był genialny. Wszystko wpisuje się w kierunek jaki obrał, by nieco zostawić hip-hop i postawić na rock, a ten koncert był tego najlepszym przykładem. Szczególnie jeśli chodzi o niedawno wydane "I nie puszczę", które powstało specjalnie pod takie właśnie granie. Choć zagrał również "Wodę Księżycową" i "Nie Ma Cię", to nie był to set złożony z "letniaczków", co akurat dość wpisało się w pogodę…
Żabson po raz drugi na scenie Rap Stacja Festiwalu!
Tuż po nim na scenie dostaliśmy drugą część Hollywood Smile: X-Perience od Żabsona, czyli hity z "Internaziomala" i "Ziomalskiego Mixtape'u". Nie zabrakło "Obok" czy "Młodego Bossa", a sam Żabson pokusił się na stage diving, choć w jego przypadku to akurat norma. Jak sam mówił, wczorajszy występ traktuje raczej jako rozgrzewkę przed tym, co przygotował na finałowy koncert w trzecim dniu, także powiem szczerze, że nie mogę się doczekać.
Było to dziwne uczucie widzieć takiego artystę na scenie o 18.00, gdy jeszcze publika się schodziła, natomiast to chyba kwintesencja tego, czym koncerty tej serii mają być. Odskocznią do Żabsona niewątpliwie okazał się Nulizmatyk, który na Oldschool Stage'u przeniósł nas w klimat klasyków polskiego hip-hopu. Choć mi osobiście w ich występie brakowało nieco polotu, docenić trzeba za zaproszenie Filipka i zagranie hitów z ich wspólnego krążka "ANTYVIRAL".
Kuque 2115 zamknął debiutancką trasę koncertową. "Wzruszeniom nie było końca"
Wracając z koncertu Nulizmatyka udało mi się zdążyć na drugą połowę koncertu Kuqe 2115. "Turysta" czy "Proste fakty" dobitnie pokazały, że nawet pogoda nie przeszkodzi w dobrej imprezie. Choć hitów spod szyldu 2115 było znacznie więcej, to właśnie solowy utwór "taki mały ja" (zagrany na bis) skradł serca sławskiej publiczności. Dla samego Łukasza był to o tyle wyjątkowy koncert, że zamykał jego debiutancką solową trasę koncertową - także wzruszeniom nie było końca.
Słuchając tegorocznych nowości w polskim rapie, niewątpliwie jedną z najciekawszych pozycji było dwupłytowe "fugazi" od Kubana - z tym większą ochotą, to właśnie na niego postawiłem w dalszej części festiwalu. Szczerze mówiąc, nie zawiódł - dał naprawdę bardzo solidny występ. Cieszę się, że znalazł również miejsce na te popowe kawałki, jak "kyoto" czy "zanim spadnie deszcz". Najlepszym momentem było jednak zagranie "Żadnych zmartwień" i "same zmartwienia", wspominając (jak to sam Kuban ujął) "emerytowanego" Quebonafide i jego ostatnie koncerty na PGE Narodowym, na którym te utwory po raz ostatni wspólnie zagrali.
White 2115 zamknął drugi dzień Rap Stacja Festiwalu
Piątkowe granie zamknął White 2115, który swoją już legendarną "Californią" podziękował publice za wytrwałość - a mówimy tutaj o koncercie, który skończył się o trzeciej nad ranem. Na całe szczęście pogoda nie pokrzyżowała planów i wszystkie koncerty odbyły się zgodnie z planem. Pozostaje jednak cicha nadzieja, że na finałowy - trzeci dzień, deszcz choć na moment da odetchnąć…








