Za nami drugi dzień 25. edycji festiwalu filmowego BNP Paribas Nowe Horyzonty. Późnym wieczorem, 18 lipca, publiczność miała okazję odświeżyć sobie seans "Kneecap" - irlandzkiej produkcji wręcz kipiącej narodowością, humorem i dobrą, hiphopową muzyką. Film swoją premierę miał pod koniec 2024 r., lecz mimo to sporo osób podążyło do jednej z sal kinowych DCF-u, aby poznać historię zespołu, walczącego o prawo do swojego ojczystego języka.
Film w reżyserii Richa Peppiatta to produkcja trudna do zaszufladkowania. Chwilami jest komedią, chwilami dramatem społecznym, a jeszcze kiedy indziej popada w thriller. Humor jest tutaj specyficzny i wszechobecny. Żarty pojawiają się niemalże w każdej scenie i są nieco wulgarne, lecz nie przeszkadzało to widowni festiwalowej śmiać się do rozpuku. Najgłośniej na sali zrobiło się, gdy z ust bohaterów padł zabawny tekst na temat obecności Polaków w Irlandii. Produkcja jest także thrillerem, ponieważ występuje w niej wiele brutalnych scen - m.in. te na komisariacie policyjnym, czy w trakcie porwania głównego bohatera i strzelaniny. "Kneecap" można zakwalifikować też do dramatu społecznego, gdyż przez cały czas trwania filmu skupiamy się na konflikcie społecznym Irlandii Północnej, przeżywając patriotyczne rozterki razem z postaciami i kibicując im w walce o własne prawa.
Co ciekawe, w rolach głównych obsadzono samych muzyków z zespołu Kneecap - Mo Charę, Móglaía Bapa i DJ-a Próvaí. Moim zdaniem był to świetny zabieg, ponieważ raperzy są w tej roli niezwykle autentyczni. Kto lepiej opowiedziałby ich historię niż oni sami? Dodatkowo występuje między nimi wyjątkowa aktorska chemia. U ich boku zagrał m.in. doświadczony Michael Fassbender (znany z produkcji takich jak "Bękarty wojny", "Głód" czy "Steve Jobs"), lecz gra aktorska muzyków w ogóle nie odstawała.
O czym jest "Kneecap"?
Fabularna opowieść toczy się wokół faktów i przedstawia szczerą historię hiphopowej grupy z Belfastu, znanej z rapowania w języku irlandzkim, kontrowersyjnych tekstów i działania na rzecz społeczeństwa. W filmie muzycy nie boją się pokazywać uzależnienia od używek oraz nielegalnych działań, dzięki którym próbują wskrzesić w języku irlandzkim nowego ducha oraz wywalczyć prawa dla osób, które chcą się nim legalnie posługiwać. Rapując po gaelicku stają się głosem młodego, północnoirlandzkiego społeczeństwa - dzieciaków, które starają się zrozumieć swoją tożsamość w czasach podziałów.
"Kneecap" to film o zbuntowanych dzieciakach, które zawsze znajdą sposób na dobrą zabawę, kpienie z wrogów i rymowanie w zakazanym języku. Nie brakuje tu więc nielegalnych substancji, problemów z prawem, bijatyk oraz niepokornego nastawienia. Główni bohaterowie co chwilę wpadają w tarapaty, jednak za każdym razem udaje im się z nich wydostać. Choć od samego początku są niezwykle zdeterminowani i chcą tworzyć muzykę dla irlandzkich rewolucjonistów, nie do końca wiedzą, jaki cel im przyświeca. Motywacją jest pierwotnie świetna zabawa w studiu nagraniowym i na scenie oraz zaimponowanie dziewczynie. Z czasem artyści odnajdują prawdziwe powołanie, starając się swoją muzyką wpłynąć na ważne kwestie polityczne oraz społeczne.
To także film o politycznym sprzeciwie i odkurzaniu języka irlandzkiego. Gdy członkowie Kneecap wreszcie odnajdują swoje prawdziwe powołanie, wiedzą, że ich kontrowersyjne teksty mają realny wpływ na historię Irlandii Północnej. Opowiadają w nich o policyjnych praktykach, walce z wrogiem, społecznych niesprawiedliwościach. Śpiewając po gaelicku jednocześnie dbają o kulturę i tradycję swojej ojczyzny, pokazując najmłodszym pokoleniom, że ich język nie wymarł.
Ścieżka dźwiękowa filmu "Kneecap" podsyca przedstawiony bunt
W filmie niezwykle ważną rolę odgrywa ścieżka dźwiękowa - nie mogłoby być inaczej, w końcu to produkcja o grupie raperów! W kluczowych momentach słyszymy autentyczne utwory zespołu Kneecap, które na przestrzeni lat budowały ich karierę. Choć ich teksty są tu najważniejsze - dopowiadają niektóre elementy historii i podsycają bunt, głęboko zakorzeniony w artystach z Belfastu - gdyby nie napisy, nie zrozumiałabym niczego. Piosenki prezentowane są w oryginalnym irlandzkim języku, co podkreśla starania muzyków w podążaniu zawsze pod prąd.
Dzięki produkcji widz może naprawdę zacząć wierzyć w spełnianie marzeń i sprawczą moc muzyki. Nie mamy tu do czynienia z ckliwą historią o podążaniu za swoją pasją, lecz raczej z autentyczną opowieścią (opakowaną komediowym luzem) o dążeniu do celu i chęci poruszenia tłumów. Choć muzykami na drodze do wielkiej kariery kierują różne motywacje - próba udowodnienia ojcu, że może być dumny, walka o prawo do ojczystego języka czy po prostu miłość do bitów i rymów - wierzymy im w każdej sekundzie, kibicując w drodze na szczyt.
Reżyser wypatrzył ich na koncercie. Tak zrodził się pomysł na film o Kneecap
Pomysł na stworzenie kinowej produkcji o Kneecap pojawił się w 2019 r., gdy o grupie zaczynało się robić głośno także poza Irlandią Północną. Ich twórczość dotarła wówczas do Wielkiej Brytanii, gdzie o muzykach usłyszał reżyser Rich Peppiatt i postanowił wybrać się na ich koncert.
"Nie rozumiałem ani słowa z irlandzkiego, w którym rapowali, ale było jasne, że duża część publiczności tego wyprzedanego koncertu znała każdy wers. Energia i autentyczność Kneecap była nie do podważenia" - wspominał.
Reżyser postanowił wówczas, że nagra film o kontrowersyjnych irlandzkich raperach. Choć początkowo trudno było mu umówić spotkanie z członkami zespołu, a dyskusje trwały miesiącami, wreszcie artystom udało się spotkać, aby dogadać szczegóły przedsięwzięcia.
"Osiągnąłem najważniejsze - rzuciłem chłopakom wyzwanie: zróbmy film. Odważny, surowy i bezkompromisowy, jak muzyka Kneecap" - opowiadał Peppiatt. "Kiedy scenariusz został napisany, a proces realizacji filmu ruszył pełną parą, nurtowało mnie, czy chłopaki na pewno potrafią grać? Moje przekonanie opierało się na wierze, że przejście od wcielania się w postacie na scenie muzycznej do grania na ekranie będzie łatwe" - dodawał.
Okazało się, że przekonania reżysera były słuszne - muzycy świetnie poradzili sobie z aktorskim wyzwaniem. Film zdobył uznanie zarówno wśród fanów Kneecap, jak i krytyków kinowych. Ostatecznie został nawet oficjalnym irlandzkim kandydatem do Oscarów i zdobył Nagrodę Publiczności na festiwalu Sundance.












