Reklama

Ozzy Osbourne: mutant, szaleniec czy po prostu rockman?

Ozzy Osbourne podczas ceremonii zamknięcia Igrzysk Wspólnoty Narodów w Birmingham, 8 sierpnia 2022 r. /Alex Pantling /Getty Images

Chyba nic nie jest w stanie go zniszczyć. Przetrwał wszystko - narkotyki, alkohol, trasy koncertowe. Jeśli kiedyś w Sevres pod Paryżem powstanie wzorzec klasycznego rockmana, Ozzy Osbourne powinien bez wątpienia być inspiracją. Właśnie wydał nowy solowy album "Patient Number 9", więc warto przy okazji skonfrontować z rzeczywistością liczne mity i plotki na jego temat.

73-letni obecnie Ozzy Osbourne po raz pierwszy zaśpiewał publicznie na... weselu. Był rok 1965, występ odbył się w lokalnej remizie w Salisbury (Anglia), wokalista wystąpił w składzie grupy The Music Machine. Nie był to bynajmniej zespół rockowy, gdyż grali popularną wówczas mieszaninę flower-power i soulu.

Ale kariera Johna Michaela "Ozzy’ego" Osbourne'a pełna jest dziwnych i zaskakujących nieraz momentów.

Ozzy Osbourne śpiewał w grupie Polka Tulk?

Tak, to prawda. To była pierwsza nazwa kwartetu założonego przez młodych muzyków z Aston (przedmieścia Birmingham). Zdali sobie oni jednak dość szybko sprawę, że pod takim szyldem świata nie zawojują, więc nazwali się Earth. A ponieważ w okolicy działał inny zespół o tej nazwie, szukali nowej.

Reklama

Ostatecznie w lipcu 1969 r. nazwali się Black Sabbath, bo tak zatytułowali jedną ze swych pierwszych własnych kompozycji, która początkowo nosiła tytuł... "Polka Tulk".

Ozzy Osbourne siedział w więzieniu?

Tak. Stało się to jeszcze zanim uzyskał pełnoletniość. Dorastał w niezbyt spokojnej okolicy, gdzie różne drobne występki były na porządku dziennym. Jak wspominał po latach, "trzeba się było troszczyć o siebie". I dodał: "Skończyłem jako zawodowy włamywacz". W końcu został jednak przyłapany na gorącym uczynku. Skończyło się 3 miesiącami pobytu w więzieniu, gdyż ojciec nie chciał zapłacić za niego grzywny.

"To była prawdziwa lekcja. Ale to muzyka ocaliła mnie przed staniem się łotrem, a w konsekwencji recydywistą" - powiedział po latach.

Ozzy Osbourne został wyrzucony z Black Sabbath?

Prawda. Pozostali członkowie grupy mieli już po prostu dość jego licznych ekscesów pod wpływem alkoholu i narkotyków. Ponadto często nie pojawiał się w studiu nagraniowym, gdy pracowali nad nowym materiałem. Dodatkowo dwie ostatnie płyty Black Sabbath ("Technical Ecstasy" z 1976 r. i wydany dwa lata później "Never Say Die!") spotkały się ze złym przyjęciem.

Czarę goryczy przelały wspólne występy z Van Halen, którzy otwierali wówczas koncerty Black Sabbath. Na tle młodego, niezwykle energetycznego zespołu, wypadali po prostu blado, a częste niedyspozycje Ozzy’ego dodatkowo się do tego przyczyniały. Finalnie nowym frontmanem został Ronnie James Dio.

Ozzy Osbourne odgryzł głowę żywego nietoperza?

Częściowo prawda, ale w szczegółach wygląda to nieco inaczej, niż krążąca od lat legenda, niewątpliwie jedna z najsłynniejszych w historii rocka. Do zdarzenia doszło w styczniu 1982 roku, podczas solowej trasy Ozzy’ego, "Diary of a Madman". Na koncert w Des Moines, w stanie Iowa, przyszedł także 17-letni wówczas Mark Neal. W plastikowej torebce na zakupy wniósł... martwego nietoperza. W pewnym momencie, dla kawału, rzucił go na scenę.

Ozzy Osbourne tłumaczył później, iż wydawało mu się, że ktoś rzucił gumową imitację, robioną na Halloween. Podniósł ją, ale nie był w stanie, z powodu nadużycia różnych środków, realnie ocenić, co bierze do ust. W koncertowym szaleństwie postanowił nietoperzowi odgryźć głowę, co - ku jego zdumieniu - udało się. Po chwili dopiero zorientował się, że to było prawdziwe, choć martwe, zwierzę.

Ale koncert został normalnie dokończony. Dopiero wtedy zabrano Osbourne’a do szpitala, by podać mu na wszelki wypadek surowicę. Wszedł tam... szczekając, bo twierdził, iż na pewno zaraził się wścieklizną. Dopiero gdy otrzeźwiał, doszło do niego, co naprawdę zrobił. Przypominała mu o całym incydencie seria kolejnych, dość bolesnych zastrzyków, które musiał brać co kilka dni.

Ozzy Osbourne był potem wielokrotnie pytany przez dziennikarzy o ten incydent, a najbardziej wkurzało go pytanie: "Jak smakuje nietoperz?".

Ozzy Osbourne jest nadal narkomanem i alkoholikiem?

Nie, a ściślej mówiąc jest niepijącym alkoholikiem i niebiorącym narkomanem. W wywiadach od wielu przyznaje, iż od 2006 roku nie pije alkoholu, nie pali papierosów, nie zażywa narkotyków. "Teraz jestem porządny" - stwierdzał wielokrotnie. Wcześniej miał jednak w życiu kilka okresów pełnej trzeźwości, zawsze jednak wracał do nałogu.

Jak skrupulatnie wyliczono, w czasie kariery muzycznej Ozzy wydał na wszelkiego rodzaju używki co najmniej 10 milionów funtów. Kupował i zażywał niemal wszystko, co w danym okresie było dostępne - kokainę, heroinę, marihuanę, kleje, syrop na kaszel, środki przeciwbólowe, nasenne. Generalnie spożywał środki w postaci tabletek, w dodatku popijając je ogromnymi ilościami alkoholu.

Ozzy Osbourne naprawdę żyje?

Na szczęście tak. Co ciekawe, nad jego fenomenem przetrwania pochylali się nawet naukowcy. W końcu doszli do wniosku, iż wokaliście udało się to dzięki niezwykłym, lekko zmutowanym, genom. Dzięki nim jest co prawda mocniej narażony na uzależnienie (szczególnie od... kofeiny), ale z drugiej strony może np. spożywać alkohol w ogromnych ilościach.

Ciekawostką jest fakt, iż w jego DNA odnaleziono genom... neandertalczyków. Ale tak jest w przypadku większości Europejczyków i Azjatów, których genom w niewielkim stopniu (od 1% do 2%) pochodzi od praczłowieka. Niemniej w USA zrobiono z tego sensację, nazywając Ozzy’ego Osbourne’a mutantem.

Ozzy Osbourne czci szatana?

To nieprawda. Wokalista jest formalnie członkiem kościoła anglikańskiego, choć raczej mało praktykującym (swego czasu pojawiały się jednak, głównie w brukowcach, informacje, iż przed koncertami modli się). Posądzenie Ozzy’ego, a wcześniej Black Sabbath, o satanizm, wzięło się, raz - z samej nazwy zespołu, dwa - z ich scenicznego wizerunku.

Wokalista, który sam określał się mianem "Księcia ciemności", chował się za ciemnymi okularami, na koncertach ręce często wznosił niczym - jak się to niektórym kojarzyło - "skrzydła mrocznego anioła". Scenografia sceny utrzymana była w kolorze czarnym. Dodatkowo w wielu utworach grupa śpiewała o diable, okultyzmie, ale nie było to żadne utożsamianie się z tym, tylko zwyczajne przedstawienie, muzyczny show.

Ozzy miał dość tego wpychania go w objęcia szatana. Skomentował to kiedyś w ironiczny sposób, gdy jeszcze chodził czasami do kina: "Rozklejam się, gdy oglądam z żoną sentymentalne filmy. Siedzę w kinie cały zapłakany, a gówniarze podchodzą do mnie i krzyczą: 'Hey Ozzy! Niech żyje szatan!'".

Ozzy próbował udusić żonę Sharon?

To, niestety, prawda. A stało się to we wrześniu 1989 roku, gdy wokalista był w szczycie uzależnienia. Siedem lat wcześniej poślubił drugą żonę, wówczas swoją menedżerkę Sharon Arden, ma z nią trójkę dzieci (Aimee, Kelly i Jacka). To bez wątpienia jedno z najbardziej niezwykłych małżeństw, nie tylko w świecie rocka.

Incydent zdarzył się w ich domu - pijany w sztok Osbourne podszedł do małżonki, powiedział jej, że musi ona umrzeć i zaczął ją dusić. Na szczęście nie byli w domu sami. Ozzy został obezwładniony, wezwano szybko policję, która go aresztowała. Spędził noc w celi. Po złożeniu wyjaśnień, postawiono mu zarzut usiłowania morderstwa. Wokalista, jak sam wspominał, po otrzeźwieniu w celi, gdy dowiedział się, co zrobił, był przerażony.

Na szczęście dla niego, Sharon Osbourne wycofała wkrótce oskarżenie. Małżonkowie musieli się jednak poddać okresowej separacji, a Ozzy pójść na 3-miesięczny odwyk. Później twierdził, że z całego zajścia nic nie pamięta, gdyż tak był zamroczony alkoholem. Z kolei jego żona powiedziała po latach, że gdyby tego feralnego dnia miała pod ręką broń, na pewno w samoobronie zastrzeliłaby Ozzy'ego.

Ozzy Osbourne jest chory?

Tak. W styczniu 2020 roku wokalista ujawnił publicznie, iż rok wcześniej, trochę przypadkowo, zdiagnozowano u niego chorobę Parkinsona. Przeszedł wówczas operację usunięcia kilku nerwów, na szczęście okazało się, iż ma w miarę łagodną wersję choroby. Głównym objawem ubocznym są gwałtowne zmiany nastroju i kondycji fizycznej.

Ozzy Osbourne mocno wówczas posiwiał, a rok 2019 określił jako "najgorszy w swoim życiu", gdyż konsekwencją choroby był dotkliwy i bolesny upadek oraz poważna infekcja, z którą ledwo sobie poradził. Nic więc dziwnego, że na jakiś czas zniknął wówczas zupełnie. Pojawiały się oczywiście pogłoski o jego rychłej śmierci, ale na szczęście nie potwierdziły się.

Dzięki temu udało mu się nagrać kolejny album, "Patient Number 9", który ukazał się 9 września 2022 roku. Wspomogło go wiele rockowych sław, w tym m.in. gitarzyści Tony Iommi (Black Sabbath), Zakk Wylde (Black Label Society, Pantera, Zakk Sabbath), Mike McCready (Pearl Jam), Josh Homme (lider Queens Of The Stone Age) i Eric Clapton, basiści Robert Trujillo (Metallica), Duff McKagan (Guns N' Roses) i Chris Chaney (Jane's Addiction), perkusiści Chad Smith (Red Hot Chilli Peppers) i zmarły niedawno Taylor Hawkins (Foo Fighters).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL