Nieudany napad i prezydencki skandal. Ozzy Osbourne skończył 75 lat

Ozzy Osbourne świętuje 75. urodziny! /Kevork Djansezian/Getty Images /Getty Images

Legendarny muzyk, a przy okazji człowiek o wątrobie ze stali. Wokalista, bohater reality-show, do tego artysta, który hasło "rockandrollowy styl życia" wyniósł na nowy poziom - Ozzy Osbourne skończył 75 lat. Życiorys tego muzyka to gotowy materiał na film i aż trudno uwierzyć, że nikt go jeszcze nie nakręcił, bo niektóre historie Ozzy'ego są wręcz niewiarygodne. Czego mogliście nie wiedzieć o "Księciu Ciemności"?

Gdyby kłopoty były człowiekiem, to spokojnie mogłyby być właśnie Ozzym Osbourne'em. Muzyk jest na scenie od ponad pół wieku i wielu młodych artystów łapie się za głowy, kiedy słucha historii o tym, co wokalista w tym czasie wyczyniał. Okazuje się jednak, że jeszcze przed rozpoczęciem kariery Ozzy nie należał do najgrzeczniejszych dzieciaków w okolicy. 

Muzyk bardzo wcześnie trafił do więzienia. Za co? Nastoletni Ozzy stwierdził, że praca jest zbyt męcząca, więc trzeba zająć się czymś lżejszym. Artysta wybrał kradzieże. Na jego nieszczęście, a na szczęście dla potencjalnych ofiar, muzyk był bardzo słabym złodziejem. Jego kryminalna kariera trwała niecałe trzy tygodnie, zanim Osobourne trafił w ręce policji. Podczas swojego ostatniego skoku, zamiast góry pieniędzy, muzyk ukradł bezwartościowe rzeczy, między innymi spakowane ubrania dla dzieci. To nie była jedyna wpadka podczas tego włamu. Ozzy przygotował na "robotę" rękawiczki, ale jedna z nich nie miała kciuka. Idealnie, żeby zostawić wszędzie swoje odciski palców, prawda? Najgorszy rabuś w okolicy został szybko odnaleziony, a potem na kilka tygodni trafił za kratki. 

Reklama

Muzyk wspominał, że przetrwał odsiadkę dzięki temu, że próbował wszystkich rozbawiać, więc nikt nie chciał zrobić mu krzywdy. Swoją drogą, po latach wokalista nakrył rabusia we własnym domu. Trafił jednak na większego profesjonalistę niż on sam kiedyś i stracił trochę kosztowności.

Praca w rzeźni

Szkolna kariera muzyka również nie była imponująca. Ozzy przyznał po latach, że był słabym uczniem i cierpiał na dysleksję, chociaż wtedy raczej nikt nie miał pojęcia o istnieniu czegoś takiego. Muzyk chodził do szkoły, w której klasa liczyła prawie 50 osób, więc nauczycielom trudno było pilnować postępów każdego ucznia, tym bardziej że wiele osób kochało tam kłopoty znacznie bardziej niż naukę. Nic dziwnego, że przyszły gwiazdor nie czuł się dobrze w szkolnych murach, do tego był gnębiony przez niektórych kolegów. Osbourne nie zamierzał trafić czasu na coś, w czym był słaby, więc dość szybko zakończył edukację. 

Artysta imał się różnych zajęć, ale w żadnej firmie nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej, o co wściekała się jego matka. Zanim trafił na scenę, Ozzy między innymi testował klaksony samochodowe, był pomagierem hydraulika, a także pracował w rzeźni. 

Kiedy Sharon, córka menedżera Black Sabbath, wychodziła za Ozzy’ego, raczej wiedziała, czego się spodziewać. Mniej świadomości mogła mieć pierwsza żona muzyka, Thelma, która w końcu odkryła, że artysty trzeba na każdym kroku pilnować i trudno na nim polegać. Kobieta przekonała się o tym między innymi wtedy, gdy zaczął się poród pierwszego dziecka muzyka. Thelma nie miała jak dotrzeć do szpitala,  jedyną opcją był dojazd samochodem. Kłopot w tym, że Osbourne nie miał prawa jazdy, do tego był nietrzeźwy. Małżeństwo jednak jakimś cudem dotarło do szpitala autem, a dziecko przyszło na świat jeszcze tego samego dnia. 

Motoryzacyjne problemy Ozzy'ego nie skończyły się wraz z pierwszym małżeństwem. Wokalista zrobił w końcu prawo jazdy, ale Sharon sprzedała samochód, kiedy odkryła, że jej mąż lubi wsiadać za kółko po kilku głębszych. Wróćmy jeszcze na chwilę do Thelmy. Kobieta wiele razy musiała się tłumaczyć z wybryków muzyka, ale nie zawsze było to łatwe. Pewnego razu dom Osbourne'ów odwiedził ksiądz z ich parafii. Pani domu poczęstowała duchownego ciastem, którego serwowanie Ozzy jej odradzał, ale zupełnie nie wiedziała dlaczego. Okazało się, że muzyk napakował tam pewnej substancji. Ksiądz w pewnym momencie stracił przytomność, a co wtedy zrobił artysta? Zawlókł duchownego do samochodu, którym, oczywiście bez prawa jazdy, odwiózł go do domu. Wokalista był przekonany, że jego gość nie przeżył, aż w niedzielny poranek spotkał go w pubie. 

"Musiałem złapać u was jakiegoś okropnego wirusa. Przez trzy dni miałem halucynacje i nawet nie mogłem odprawiać mszy" - stwierdził ksiądz, a Osbourne tylko cieszył się, że duchowny przeżył.

"Betty, gdzie tu jest bar?"

Używki przez lata były wielkim problemem Ozzy'ego. Czasem pod ich wpływem muzyk robił dziwaczne rzeczy, do których za moment wrócimy, ale nie myślcie, że artysta nie próbował walczyć ze słabościami. Osbourne był stałym bywalcem odwyków, bardzo często za sprawą żony, Sharon. W pewnym momencie kobieta stwierdziła, że skoro wokalista nie potrafi porzucić picia, to może przynajmniej spróbuje je "ucywilizować". Sharon wysłała męża do luksusowej placówki odwykowej. Ozzy założył garnitur i wsiadł w samolot, ale już w czasie lotu chętnie korzystał z dobrodziejstw baru pokładowego, a po wylądowaniu okazało się, że w kieszeniach ma inne substancje. Mimo to muzyk dotarł do słynnego Betty Ford Center, w którym powitała go sama była Pierwsza Dama. Na dzień dobry wokalista zapytał: "Betty, gdzie tu jest bar?". 

Domyślacie się, że ten pobyt raczej nie pomógł w rzuceniu nałogu, prawda? Skoro jesteśmy przy polityce, to artysta trafił kiedyś do Białego Domu. Został tam zaproszony na doroczną Kolację Korespondentów. Reality show z udziałem muzyka biło wtedy rekordy popularności, więc Ozzy na imprezie pozował do zdjęć i rozdawał niezliczone autografy. W przerwach raczył się wszystkimi możliwymi trunkami z bogato zaopatrzonego baru, więc nie trzeba było długo czekać, żeby artysta zaczął się zataczać między stolikami. Prezydent George W. Bush był tak zaskoczony, że w pewnym momencie stwierdził: "Dobra, Ozzy, to chyba był błąd". Nie zmienia to faktu, że Bush rzucił publicznie: "Ozzy, moja mama kocha twoją muzykę".

Bycie żoną Ozzy'ego jest niełatwym, a czasem nawet bardzo ryzykownym zadaniem. Przekonała się o tym zwłaszcza Sharon. Nie jest wielką tajemnicą, że muzyk raczej nie ma co liczyć na order dla wiernego męża. Wokalista swego czasu notorycznie sypiał z fankami podczas tras koncertowych. Swoje zwyczaje zmienił, kiedy po pewnej upojnej nocy wystraszył się, że zaraził się wirusem HIV. Artysta poszedł do lekarza, od którego usłyszał po badaniach, że faktycznie jest chory. Dopiero później medyk zmienił diagnozę, ale Osbourne tak się wtedy przeraził, że przysiągł już nigdy nie zdradzić Sharon. Małżeństwo swego czasu często się kłóciło, a powodem były przede wszystkim uzależnienia muzyka. Żona próbowała walczyć z nałogami artysty, na przykład chowając przed nim wyskokowe trunki, ale te starania na niewiele się zdały. Ozzy bał się, że kiedyś pod wpływem którejś z substancji zrobi komuś krzywdę i nawet nie będzie miał świadomości, co się wydarzyło. Jego obawy spełniły się w 1989 roku. 

Wokalista obudził się w celi nie miał pojęcia, dlaczego się tam znalazł. Zapytał więc policjanta. "Odczytał mi jakieś pismo i powiedział: 'Jest pan zatrzymany pod zarzutem próby zabójstwa pani Sharon Osbourne'. Nie wiem nawet, co wtedy czułem. Zdrętwiałem" - wspominał Ozzy. Okazało się, że w trakcie awantury artysta zaatakował swoją żonę. Sharon udało się uratować, bo zdążyła wcisnąć guzik, który automatycznie wzywał ochronę do domu. Gdyby kobieta nie wycofała zarzutów, artysta spędziłby w niezbyt luksusowej celi znacznie więcej niż kilkadziesiąt godzin.

Zdarzało się, że w czasie tras koncertowych i dłuższych pobytów w danym mieście Ozzy udawał się na długie spacery. Tak też wydarzyło się podczas wyjazdu do San Antonio w Teksasie, w 1982 roku. Muzyk oczywiście imprezował już od rana i postanowił urządzić sobie przechadzkę po mieście. Sharon wiedziała już, jak to się może skończyć, więc schowała ubrania wokalisty, ale to go nie powstrzymało. Osbourne założył sukienkę przyszłej żony i ruszył na miasto. Tak się złożyło, że w pobliżu twierdzy Alamo artysta poczuł silną potrzebę i wcale nie zamierzał z nią długo walczyć. Okazało się, że muzyk oddał mocz na fragment najsłynniejszego pomnika w mieście, który przy okazji jest symbolem dumy mieszkańców Teksasu. 

Na miejscu szybko zjawiła się policja, której Ozzy nie bardzo potrafił nawet wytłumaczyć, gdzie się znajduje. Muzyk spędził popołudnie za kratkami, został zwolniony dopiero na wieczorny koncert. Artysta musiał zapłacić karę, ale to nie wszystko. Osbourne dostał zakaz występów w San Antonio, który został zniesiony dopiero po 10 latach, kiedy wokalista oficjalnie przeprosił i wpłacił 10 tysięcy dolarów dla organizacji, która opiekuje się twierdzą.

Wyjątkowo bolesna pomyłka

Karma wraca, o czym Osbourne miał okazję boleśnie się przekonać. Na początku lat 80. muzyk znalazł sobie nową rozrywkę i podczas koncertów rzucał w publiczność surowym mięsem. Mniej wesoło było, kiedy takie rzucanie nieoczekiwanie zemściło się na artyście. Kiedy wokalista opuścił Black Sabbath i postawił na solową karierę, chciał zrobić wrażenie na pracownikach wytwórni płytowej. Plan był taki, że Ozzy przyjdzie do firmy i wypuści spod płaszcza "gołębie pokoju". Uczestnicy spotkania nie wyglądali na zachwyconych, więc muzyk ugryzł jednego z gołębi. Wokalista został wyrzucony z biura, ale fani postanowili od tej pory oddawać mu hołd na koncertach i przynosili na występy małe zwierzęta. Pewnego wieczoru w Des Moines na scenie wylądował nietoperz. Muzyk był przekonany, że to gumowa zabawka i natychmiast odgryzł mu głowę. Wtedy zorientował się, że było to żywe zwierzę. Ozzy prosto ze sceny trafił do szpitala, a później musiał przyjąć serię zastrzyków przeciwko wściekliźnie.

Jeśli myślicie teraz, że artysta ma na koncie wiele szalonych wybryków i na koniec brakuje tylko rockandrollowego klasyka, czyli telewizora wyrzucanego przez okno - bez obaw, to też wokalista zaliczył. Kiedy pewnego razu muzyk nudził się w hotelu z gitarzystą Zakkiem Wyldem, panowie postanowili wyrzucić przez okno wielki telewizor. Urządzenie spektakularnie wybuchło. Na szczęście mężczyzna, który był w pobliżu, zdążył odskoczyć. Ozzy oczywiście musiał pokryć koszty swojego wybryku, a tak się złożyło, że podczas pobytu zniszczył jeszcze kilka rzeczy, więc w sumie zostawił w hotelu dodatkowe 40 tysięcy funtów.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ozzy Osbourne | Sharon Osbourne | Black Sabbath
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy