Reklama

Nick Cave: Książę ciemności jakiego nie znamy

Nick Cave podczas koncertu w Royal Albert Hall w Londnynie, październik 2021 r. /Jim Dyson /Getty Images

Nick Cave dla wielu ludzi, zwłaszcza tych pamiętających go z lat 80. i 90., jest uosobieniem uzależnionego od heroiny ponuraka, który prawdopodobnie dawno już nie żyje. Nic bardziej mylnego. Cave we wrześniu 2022 r. świętować będzie 65. urodziny i właśnie wyruszył w kolejną trasę koncertową, w ramach której po raz kolejny wystąpi w Polsce.

Warto z tej okazji przyglądnąć się temu niezwykle utalentowanemu i wszechstronnemu artyście od nieco innej, niż zazwyczaj strony.

Nick Cave: jaki ma majątek?

Majątek tego australijskiego muzyka, autora, pisarza w jednej osobie, wyceniany jest na ok. 8 milionów dolarów. Jako dziecko śpiewał w szkolnym chórze, potem studiował malarstwo, ale w końcu świat muzyki pochłonął go całkowicie.

Jednak największe pieniądze w życiu zarobił na... filmach. Jako scenarzysta m.in. "The Proposition" i "Lawless". Wypłaty z tego tytułu szacuje się na wiele milionów dolarów, wliczając udziały z dystrybucji biletów i sprzedaży wideo.

Reklama

Co ciekawe, sprzedaż płyt przynosi mu znacznie mniejsze, szacowane na kilkaset tysięcy dolarów rocznie, pieniądze. Ale całkiem dobrze zarabia jako autor, współautor swych utworów, z tytułu tantiem.

Nick Cave: artysta w biurze

Jak na artystę, to było nietypowe podejście. Ale tak, Cave przez wiele lat tworzył w swoim biurze. Po porannych rytuałach i śniadaniu z rodziną, ubierał się i szedł właśnie do typowego biura. Sąsiadowało ono co prawda przez ścianę z jego domem położonym w Brighton (75 kilometrów na południe od Londynu), więc nie musiał nigdzie daleko jechać. Niemniej wypracował sobie wtedy codzienny rytuał - przyjście o godz. 9, intensywna praca do wieczora i powrót do domu na rodzinną kolację.

I tak od poniedziałku do.... soboty! Ale - jak sam kiedyś przyznał - nie mógł tego znieść, więc zmienił dni pracy. Zaczął przychodzić także... w niedzielę. Dziennikarze, którzy robili z nim wywiady w tymże biurze, twierdzą, że stało tam solidnych rozmiarów biurko, na nim archaiczna w obecnych czasach maszyna do pisania, sterty zapisanego i czystego papieru (tak, maszynami do pisania pisało się właśnie na papierze) oraz kilka butelek... korektora do poprawiania tekstów. Do tego półki z książkami, sporo pamiątek z różnych czasów, trochę bazgrołów.

"Uważałem to za moją 'świętą przestrzeń', fortecę, w której mogłem zamknąć drzwi i odciąć się od świata. Ale z czasem to biuro, moje odosobnienie, zaczęło stawać się miejscem wykluczenia lub ukrycia, miejscem, w którym pod pozorem kreatywności mogłem odwracać się od świata kosztem wszystkiego innego" - powiedział Cave.

Dlatego w 2019 roku oddał biuro - z biurkiem i całą zawartością - Królewskiej Bibliotece Duńskiej w Kopenhadze na potrzeby wystawy "Stranger Than Kindness - The Nick Cave". "Przekazanie go było jedną z rzeczy, które pozwoliły mi odnaleźć drogę powrotną do świata. Rezygnacja z biura pomogła mi się uwolnić" - wyjaśnił muzyk.

Nick Cave i narkotyki

Pierwsze eksperymenty z heroiną Nick miał jeszcze jako zbuntowany nastolatek. Potem wielokrotnie twierdził, że dzięki narkotykom był w stanie tworzyć i funkcjonować. Ale zdał sobie w pewnym momencie sprawę, że wpływają one destrukcyjnie na jego życie, szczególnie prywatne. Dlatego w drugiej połowie lat 90. udało mu się zerwać z nałogiem. Głównie dzięki wsparciu podczas spotkań Anonimowych Narkomanów.

Dziś jest czysty - nie zażywa narkotyków, nie pije, nie pali. Czasami przekornie opowiada, że jego życie nie jest już z tego powodu nic warte. Ale zazwyczaj szybko dodaje, że nigdy nie było mu w życiu lepiej, niż teraz.

Nick Cave: człowiek rodzinny

Przez większość życia monogamia była mu obca. Kobiety kochał, porzucał je (albo one jego, jak PJ Harvey), czasami się żenił. Zdarzyło mu się być w związkach z dwiema paniami naraz. W 1990 r. poznał i poślubił brazylijską dziennikarkę Viviane Carneiro, mając jednocześnie romans z australijską modelką Beau Lazenby. Rok później obie - w odstępie zaledwie dziesięciu dni - urodziły jego synów: Luke'a i Jethro (zmarł w 2022 roku, ojca poznał dopiero mając 8 lat).

W 1999 r. Cave poślubił brytyjską modelkę Susie Bick (poznała ich ze sobą wspólna znajoma, a na pierwszą randkę umówiła w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, przy... T. Rexie), która rok później urodziła bliźniaki -  Earla i Arthura (zginął w 2015 r., gdy będąc pod wpływem LSD i marihuany spadł z wysokiego klifu, niedaleko domu muzyka). Drugie małżeństwo muzyka przetrwało, nawet mimo tragedii, próbę czasu i rozpoczęło nowy, spokojny okres w jego życiu.

Bick, pytana jaki jest Cave prywatnie, odpowiada bez namysłu: "Jest po prostu uroczy. To najcieplejsza pod słońcem osoba, obdarzona wielkim sercem. Jest przeciwieństwem wizerunku, jaki znacie, żaden z niego wcielony antychryst - to najwspanialszy ojciec na świecie". Niemniej swą firmę odzieżową, która szyje dla wielu gwiazd (księżna Kate, Cate Blanchett, Kate Moss, Florence Welch, Kylie Minogue), nazwała przekornie "The Vampire's Wife" (Żona wampira).

Nick Cave farbuje włosy?

Muzyk nigdy tego nie ukrywał, gdy wścibscy dziennikarze wkraczali w jego prywatność i pytali go o jego kruczoczarne włosy i tajemnicę ich wyglądu. Zawsze podkreślał, że to nie jest jego naturalny kolor.

Co ciekawe, na farbowanie zdecydował się jeszcze jako... nastolatek. Gdy miał 16 lat, przeżył typowy dla tego wieku zawód miłosny. Wtedy postanowił dodać sobie trochę więcej powagi i ufarbował się na czarno. I tak też czyni do dziś. Podkreśla, że będzie to robił aż do śmierci. Jednej zagadki nie chce ujawnić - jaki jest naturalny kolor jego włosów. Zapytany niedawno przez jedną z fanek, czy nie chciałbym zmienić koloru na srebrno-siwy, odpowiedział krótko: "Nie".

Nick Cave a sprawa polska

Nick Cave od dawna cieszy się sporą estymą w Polsce. Właściwie od początku kariery, gdy płyty zespołu The Birthday Party, w którym śpiewał, zaczęły się pojawiać u nas w ramach tzw. prywatnego importu wśród fanów wszelkich alternatywnych dźwięków.

Potem Cave stawiany był u nas właściwie na równi z Leonardem Cohenem i Bobem Dylanem. Świadczyła o tym choćby płyta "W moich ramionach" z 1999 roku, z tłumaczeniami jego utworów, jakie wykonywali m.in. Stanisław Soyka, Maciej Maleńczuk z Anną Marią Jopek i Kingą Preis. Co ważne, Cave dał błogosławieństwo temu projektowi, a nawet przyjechał na specjalny koncert do Wrocławia. Co więcej, w kilku utworach wspierał wokalnie naszych wykonawców (m.in. Soykę). A sama płyta nie ma do dzisiaj odpowiednika w świecie.

Cave z kolei bardzo upodobał sobie polską współczesną malarkę i rysowniczkę Aleksandrę Waliszewską. Dlatego na okładce wydanego w 2020 roku na zbioru wszystkich tekstów Nicka Cave'a z lat 1978-2020, wykorzystał jej obraz "Urok polskich gór". Co ciekawe, oboje artyści znali się już kilka lat, Waliszewska była nawet na koncercie Cave'a i Warrena Ellisa w Warszawie, i podarowała temu drugiemu jeden ze swoich albumów. Cave zabrał mu go szybko i nie oddał. Promował potem prace Waliszewskiej przy różnych okazjach, napisał też posłowie do kolejnego zbioru jej prac.

Nic dziwnego, że gdy wydawał swe dzieła zebrane w prestiżowym wydawnictwie, sięgnął po jej twórczość. Po wymianie kilku maili zadzwonił osobiście do artystki, która potem nie ukrywała, iż była mocno tym zdenerwowana. Ale oczywiście wyraziła zgodę.

*   *   *   *

Nick Cave & The Bad Seeds wystąpią po raz kolejny w Polsce - 7 sierpnia 2022 zagrają w Arenie Gliwice, a 8 sierpnia 2022 w Ergo Arenie Gdańsk/Sopot.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL