Reklama

Książki muzyczne. "Ich Troje. Biografia": Anegdotek jest sporo [RECENZJA]

Ich Troje wydało książkę opisującą 25-lat działalności zespołu /materiały promocyjne

Ich Troje na całego świętują 25-lecie swojej kariery, a spowodowane pandemią koronawirusa 2 lata obsuwy wykorzystali idealnie. Przekrojowy koncert na antenie telewizji Polsat i premierowy album "Projekt X", to nie wszystkie prezenty, jakie grupa Michała Wiśniewskiego przygotowała dla swoich fanów. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka, ukazała się także biografia zespołu. Jedni twórczość autorów "A wszystko to… (bo Ciebie kocham)" uwielbiają, inni uznają ją za kicz i tandetę – jedni i drudzy powinni w książce "Ich Troje. Biografia" znaleźć coś dla siebie.

Kiedy w 2001 roku ukazała się czwarta płyta Ich Troje, pt. "Ad. 4", miałem 9 lat. Pamiętam, że gdy byłem z rodziną na wakacjach w górach, "Powiedz", "Zawsze z Tobą chciałbym być", czy wspomniane już "A wszystko to..." grane było w każdej knajpie i na każdej dyskotece. Mimo, że mój ojciec wolałby abym słuchał Zappy, King Crimson i Milesa Davisa (Ci artyści musieli poczekać na moją uwagę i uwielbienie jeszcze paręnaście lat, ale wiecie - byłem tylko dzieckiem), wtedy jakoś znosił moje zachwyty nad przebojami Wiśni i spółki. W szkole po wakacjach nie byłem jedyny, który uległ tym jakże chwytliwym numerom. Z klasowymi przyjaciółmi - Wiktorią i Dominikiem (pozdrawiam Was gorąco!) naśladowaliśmy nawet ów szalony tercet i urządzaliśmy występy. Byłem oczywiście Michałem.

Reklama

"Ich Troje. Biografia". Czy warto sięgnąć po książkę?

Od tego czasu minęło ponad 20 lat, ja muzycznie poszedłem w zupełnie innym kierunku, a dalsze losy zespołu i prywatne perypetie jego członków, jeśli do mnie trafiały, częściej wywoływały śmiech niż zachwyt. Pamiętacie "Filiżankę"? No właśnie. Szczerze uznaję jednak Ich Troje i ich czerwonowłosego lidera za pewien fenomen na polskiej scenie muzycznej. Kiedy więc zobaczyłem zapowiedź biografii zespołu, z przyjemnością sięgnąłem po pozycję podpisaną nazwiskami Michała Wiśniewskiego, Jacka Łągwy i Anny Świątczak. Żeby sobie kilka faktów przypomnieć, żeby dowiedzieć się o kolejnych przygodach zespołu i zmianach w jego składzie oraz licząc na liczne anegdoty z backstage’u.

Tutaj należy od razu postawić sprawę jasno: Jeśli dopatrujecie się w "Ich Troje. Biografia" klucza do domu i sypialni Wiśniewskiego oraz liczycie na gorące historie z jego wszystkich małżeństw, to srogo się zawiedziecie. "Chodzi o to, żeby nie wkręcać Justyny, Ani i Jacka w to, co się u mnie działo. To nie o tym książka. Książka jest generalnie o zespole Ich Troje, który odniósł niebywały sukces. Pokazuje, że my jesteśmy tylko i wyłącznie ludźmi, więc mieliśmy gorsze i lepsze momenty" - powiedział mi podczas rozmowy o książce Michał (sprawdź!). I faktycznie, życie prywatne wokalisty i reszty z trojga ograniczone jest do niezbędnego minimum. Ale nie martwcie się, anegdotek jest sporo.

Muzycy przypominają w swojej książce m.in. skąd wzięło się charakterystyczne czerwone "upierzenie" Wiśniewskiego, co działo się w czasie, kiedy praktycznie codziennie dawali koncerty, a także jak wyglądały hotelowe imprezy tuż po występach. A bywało "grubo". Najciekawsze są tu z resztą właśnie wypowiedzi zespołu, bo z samą narracją biografii mam pewien problem. Ciężko zrozumieć kto właściwie do nas mówi... Brakuje też wypowiedzi osób postronnych - może wtedy łatwiej byłoby czytelnikowi w pewnych sytuacjach znaleźć złoty środek. Przykładem niech będą przyczyny odejścia Justyny Majkowskiej z zespołu - wokalistka w książce twierdzi, że powodem jej decyzji było zmęczenie ciągłymi występami, ale zupełnie co innego uważa w tej sprawie Michał. Nie zdradzam, sprawdźcie sami.

Trzeba jednak przyznać, że "Ich Troje. Biografia" to pozycja, którą czyta się z przyjemnością i doskonale sprawdza się jako coś lekkiego na wieczór, czy podczas wakacji. To nie zmuszająca do głębszych refleksji proza, ani kilkunastostronicowe opisy przyrody - dadzą sobie radę nawet Ci, co po literaturę sięgają rzadko. A chętnych chyba nie braknie, o czym świadczą zarówno opublikowane na końcu listy kilku oddanych fanów Ich Troje, oraz fakt, że działalność grupy, jej sukcesy i (a może zwłaszcza?) porażki, do dziś elektryzują. Niech dowodem na to będzie choćby reakcja Marcina Prokopa, na przytoczoną w książce przez Wiśniewskiego historię jednego wywiadu. Cóż... Gdybym miał z jakimkolwiek znanym zespołem coś wspólnego, sięgnąłbym po jego biografię choćby po to, żeby sprawdzić czy i co o mnie napisano.

To jak to jest? Warto po książkę Wiśniewskiego i spółki sięgnąć? Jak najbardziej polecam i to nie tylko największym fanom zespołu. Myślę, że każda osoba interesująca się popkulturą i polską muzyką, nawet pomimo miałkiej czasem narracji, czy zbyt dużej laurki wystawionej artystom, znajdzie na tych prawie 500 stronach coś interesującego. Z kronikarskiego punktu widzenia trudno jej cokolwiek zarzucić, więc wystarczająco spełnia swoją rolę. A jeśli liczycie na więcej "mięska"... Cóż, Michał Wiśniewski podobno napisał też własną książkę, może to ona zaspokoi waszą ciekawość.

Czytaj także:

Michał Wiśniewski o walce z alkoholizmem. "Byłem wrakiem człowieka"

Mandaryna wspomina czasy "Jestem, jaki jestem". "Musieliśmy się kamuflować"

Maciej Maleńczuk: Zostawimy naszym dzieciom piekło

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL