Reklama

Reklama

Jacek Łągwa o zarobkach Ich Troje: "Menedżer w wielkim worze przynosił pieniądze"

Jacek Łągwa razem z Michałem Wiśniewskim stoi za sukcesem zespołu Ich Troje. Na rynku właśnie pojawiła się książka o historii grupy, w której muzyk opowiedział m.in. o finansach zespołu.

Jacek Łągwa razem z Michałem Wiśniewskim stoi za sukcesem zespołu Ich Troje. Na rynku właśnie pojawiła się książka o historii grupy, w której muzyk opowiedział m.in. o finansach zespołu.
Jacek Łągwa jest współzałożycielem grupy Ich Troje /Krzysztof Jarosz /Agencja FORUM

Zespół Ich Troje na scenie jest obecny od ponad dwóch dekad. Trzon grupy stanowią Michał Wiśniewski Jacek Łągwa, wokalistki zmieniały się co kilka lat. 

Do największych przebojów grupy można zaliczyć m.in. "Prawo" (posłuchaj!), "A wszystko to... (bo ciebie kocham)""Powiedz" (posłuchaj!) czy "Zawsze z Tobą chciałbym być"

Reklama

Nakładem wydawnictwa "Zysk i S-ka" ukazała się właśnie książka "Ich Troje. Biografia", w której liderzy zespołu razem z aktualną wokalistką, Anną Świątczak, wspominają historię grupy.

Łągwa w książce porusza kwestię zarobków zespołu, który swego czasu był jedną z najpopularniejszych grup w Polsce. 

"To były czasy, kiedy przelewy bankowe funkcjonowały w niewielkim zakresie, w związku z czym z organizatorami rozliczaliśmy się głównie gotówkowo. Wpływy z biletów na koncerty stanowiły w dużej mierze banknoty o nominałach dziesięcio lub dwudziestozłotowych" - opowiada Łągwa.

Najmłodszemu pokoleniu, które przyzwyczajone jest do płatności internetowych, opisywana sytuacja może nie mieścić się w głowie.

"Pamiętam, jak nasz manager w wielkim worze przynosił do któregoś z apartamentów pieniądze dla zespołu. My, popijając whisky, wyrzucaliśmy te pieniądze na środek pokoju, liczyliśmy, oddzielaliśmy to, co mieli dostać pracownicy, i braliśmy swoją dolę. Dzisiaj taka scena jest wręcz trudna do wyobrażenia, a wtedy była to nasza codzienność" - dodaje muzyk. 

Kompozytor zdradził też, jaki miał sposób, na bezpieczne przenoszenie takiej ilości gotówki do banku. Trzeba przyznać, że wykazał się sporą kreatywnością!

"Brałem z hotelowej toalety plastikowe torebki na podpaski z napisem Damenbinden i pakowałem w nie kasę, a potem, kiedy tylko po drodze mijałem swój bank, zatrzymywałem się i wnosiłem te torebki, żeby wpłacić gotówkę. Nie zapomnę min pań w okienkach, gdy wykładałem osiemdziesiąt czy sto tysięcy na blat" - opowiada Jacek Łągwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL