Reklama

Rita Pax: Niezrealizowanie tego projektu byłoby grzechem [WYWIAD]

Paulina Przybysz jest wokalistką grupy Rita Pax /Adam Domagała / Z Dżezem Lżej /materiały promocyjne

Grupa Rita Pax wraca z hołdem dla Tadeusza Nalepy i grupy Breakout. Paulina Przybysz i Paweł Zalewski opowiedzili nam o powstawaniu płyty "Piękno. Tribute to Breakout", o tym, czemu lubią profanacje, czym przekupił ich Wojciech Waglewski oraz co dalej planuje zespół.

Ignacy Puśledzki, Interia.pl: Zacznijmy pytaniem, które widziałem pod jednym z postów odnośnie płyty "Piękno. Tribute to Breakout" i zacytuję je dokładnie, bo bardzo mi się spodobało: "To co? Skończyły się pomysły na piosenki"? (śmiech)

Paulina Przybysz: - Wspaniałe, ciekawe czy takie pytania też pojawiają się pod płytą Ralpha, Natalii (Ralph KaminskiNatalia Przybysz wydali płyty z repertuarem Kory - przyp. red.) i pod wszystkimi płytami z coverami. Prawda jest taka, że wydaliśmy dwie płyty autorskie i cały czas jesteśmy gotowi zagrać wielkie tournée z tymi piosenkami, gdyż cały czas uważam, że są zaje***te, tylko nie jest to takie proste. Projekt z Breakoutem się przytrafił i niezrealizowanie go, byłoby po prostu grzechem.

Reklama

Paweł Zalewski: - Genezą powstania tej płyty, był na pewno koncert na Męskim Graniu w 2019 roku, kiedy Paulina została zaproszona do zagrania koncertu z coverami polskiego zespołu sprzed lat. Paulina wybrała Breakoutów, a do realizacji tego koncertu wybrała swój zespół, czyli Ritę Pax.

PP: - Zostaliście nominowani (śmiech).

Przypomniała sobie o Was (śmiech).

PZ: - Tak, przypomniała sobie (śmiech). Przygotowaliśmy więc materiał na koncert, po czym uznaliśmy, że to była dobra zabawa, fajnie nam się grało. Poświęciliśmy czas i pracę. Szkoda, żeby to było tylko jednorazowe, na jeden koncert, więc powstał pomysł zrobienia płyty z tym materiałem.

Ja oczywiście tak zaczepnie powtórzyłem to pytanie, ale może nim dojdziemy do Nalepy, powiedzcie co się stało z Ritą i czemu po dwóch płytach w zasadzie zniknęliście?

PZ: - Paulina, wypowiedz się. To twoja wina! (śmiech) Zachciało się kariery solowej!

PP: - Karierę solową miałam, zanim w ogóle powstała Rita. Po rozkładzie, bo ciężko nazwać to rozpadem, Sistars, wydawałam swoje dwie solowe płyty. Potem nastąpiły jakieś takie przetasowania w moim życiu, poczułam, że muszę stworzyć całkiem nowy skład i wtedy jakoś żeśmy się zebrali ritowo. To było w sumie dosyć niesamowite, bo pisałam wtedy piosenki i myślałam sobie, że z tymi składami, z którymi dotychczas grałam, które były wspaniałe i wybitne, nie mogę tego zagrać. Czułam, że trzeba zrobić coś superświeżego i zupełnie przypadkowo, bo to była era MySpace, wpadłam po prostu na MySpace na kolegów ze szkoły. Myślę sobie: "Kurde, jakie to jest świetne". I to było Excessive Machine, które tworzyli bracia Zalewscy i Remek Zawadzki. Jakoś zwołałam ich do tych piosenek i potem te piosenki się rozrastały o ich umysły i to było coś bardzo ciekawego.

PZ: - Paulinko pięknie, ale nie odpowiedziałaś na pytanie! (śmiech) Tak się robi w wywiadach, że się odpowiada na pytania.

PP: - To jest wprowadzenie! Bez genezy powstania Rity Pax nie można zrozumieć, dlaczego po drugiej płycie nie jesteśmy jeszcze na Top Chart Billboardu! (śmiech)

I nie macie swojego bilbordu na Times Square od Spotify...

PP: - Nie mamy... Moment robienia rzeczy z zespołem Rita Pax, był dla mnie artystycznie czasem bezkompromisowego robienia tego, co nam się żywnie podoba. To jest chyba najfajniejsze w tym zespole, że mało tutaj było jakichkolwiek kompromisów. Chociaż jest nas kilkoro, chyba nam się wzajemnie wszystko co stworzyliśmy podoba. To znaczy ja mam takie odczucie, Paweł na przykład teraz pali i nie może rzucić. Pewnie tak naprawdę jest sfrustrowany tym, co ja śpiewałam w tym zespole (śmiech).

PZ: - Tak jest, to znowu twoja wina!

PP: - Tak, to moja wina. Zresztą wszyscy tam palą, każdy udaje, że rzuca i coś niedobrze to idzie. Ale trochę pograliśmy po drugiej płycie, mieliśmy superśmieszną trasę z innymi zespołami i w ogóle bardzo chętnie bym cały czas bardzo dużo grała z tym zespołem, ale być może jego podziemny lot nie zapełni NOSPR-u.

PZ: - Zagraliśmy trasę, czy nawet dwie małe trasy po tej drugiej płycie i potem nastąpił moment, w którym każdy z nas poszedł w swoją stronę. Zawsze tak było, że każdy z nas uczestniczył w jakichś innych projektach muzycznych i to był taki moment, w którym uznaliśmy: "Dobra, zrobiliśmy drugą płytę, pograliśmy, a teraz chwila przerwy, bo robimy swoje". Paulina zrobiła kolejną płytę solową, każdy z nas też uczestniczył w innych projektach. Nie można wszystkiego naraz ciągnąć, moim zdaniem to jest zdrowe i tym bardziej chce się wracać do takich zespołów jak Rita Pax, po chwili przerwy, z nową energią i z nowymi pomysłami.

PP: - Tak, ja w ogóle jako dosyć nadpobudliwa artystka, wychodzę z założenia, że muszę pozwalać sobie na takie projektowe działania. Patrzę na Damona Albarna i myślę sobie, że tak można robić. Nie jestem oczywiście na tym etapie, co Damon, ale sądzę, że jeżeli umysł do tego ciągnie, to wstrzymywanie tego i mówienie: "Muszę działać konsekwentne, tylko to i to, występować zawsze w zielonej kiecce i to jest tylko mój kierunek" - po prostu ja tak nie umiem. Szanuję też takie drogi i uważam że, to jest wow. Ktoś wytrwał, trzyma gardę i osiąga tym samym jakieś wspaniałe szczyty, to jest super. Niemniej, ja tak nie umiem. No jestem trochę rozpustna gatunkowo.

W ogóle tego nie widać patrząc na twoją dyskografię (śmiech). Ale biorąc pod uwagę bezkompromisowość Rity oraz tą twoją wolność, nie baliście się wracać z albumem z coverami? Bo można było się spodziewać komentarzy, że ruszacie pomnik polskiej muzyki.

 PZ: - Mało tego, nie tylko nie baliśmy się, ale w trakcie robienia tego materiału wręcz cieszyliśmy się i przewidywaliśmy te komentarze typu: "Profanacja" (śmiech). Nasze ulubione komentarze!

No, Paulina w zeszłym roku wydała płytę z wierszami Kochanowskiego, to już przecież druga z rzędu taka płyta...

PP: - Druga z rzędu profanacja, dokładnie. Ja tutaj sobie ciułam taki stos. Mój ulubiony komentarz, pod którymś utworem, to : "Co się drzesz?" (śmiech).

PZ: - Nie, nie, nie! Najlepszy był: "Z tym wyciem, to na roraty"! Zaje***ty komentarz, oprawię go w ramkę!

Jak wybraliście piosenki, które pojawiły się na płycie? Każdy przyniósł pięć swoich ulubionych i potem było głosowanie, czy jak to wyglądało? Bo okładka nawiązuje do debiutu Breakoutu, ale pojawiają się numery także z innych albumów.

PP: - Wyglądało to tak, że zaczęliśmy właśnie od płyty "Na drugim brzegu tęczy", do której nawiązuje okładka, ponieważ właśnie w 2019 roku była 50. rocznica jej wydania. Natomiast im dalej w las, a zajęło nam to około dwóch lat, zaczęliśmy trochę sobie z tymi piosenkami bardziej igrać. A to Paweł przyniósł "Pomaluj moje sny", a to Jurek stwierdził, że "Dzień zwęgla się" to jest właśnie ten utwór, który trzeba zrobić i te piosenki tak wpływały. Powstawały nowe aranże i w sumie nie mieliśmy żadnego powodu, żeby trzymać się stricte jednej płyty. To się odbyło naturalnie i intuicyjnie.

A aranżacje? Był jakiś z góry zaplanowany patent na to? Część jest mocno odjechana, a niektóre są dość bliskie oryginałom, jak na przykład "Poszłabym za Tobą".

PZ: - Mnie się wydaje, że taką weryfikacją aranży tych piosenek, trochę były próby i odczuwanie tego, jak nam się dany numer grało. Zaczynaliśmy od tego, że odgrywaliśmy oryginał, a potem myśleliśmy, co tu zmienić. W momencie, w którym uznawaliśmy, że fajnie nam się to gra, to poszukiwania się kończyły.

PP: - Nie udziwnialiśmy na siłę.

PZ: - Były takie numery, typu "Kiedy byłem małym chłopcem", którego graliśmy w miarę oryginalną wersję na Męskim Graniu, ale potem bardzo mocno go zmieniliśmy.

PP: - Z resztą śpiewał go na Męskim Graniu Vito Bambino, co było zabawne, bo jednak wychowywał się w Niemczech i tuż przed występem chłopaki z Bitaminy przyszli do niego zapytać co śpiewa, a on: "No, to o tym chłopcu". Oni mu powiedzieli, że to jest taki największy hit, najbardziej znany numer i on to przeżywał strasznie (śmiech).

PZ: - Okazało się, że on w ogóle nie znał tej piosenki (śmiech). Nie wiem, to jest piosenka, której ciężko nie znać. Nieważne czy słuchasz bluesa, czy nie, każdy w Polsce ją wcześniej słyszał.

PP: - Dla mnie to jest w ogóle podstawowa piosenka Breakoutu, miłość do tej piosenki sprawiła, że w ogóle po te nagrania postanowiłam sięgnąć w 2018 roku. Poza tym, miałam w sobie wewnętrzne marzenie, że właśnie finalnie ja zaśpiewam tę piosenkę. Wykręciliśmy naprawdę dziwną wersję. Słyszałeś?

Tak, świetna jest ta wersja i te wiolonczele na "Wicher wieje" robią robotę. Liczyłem właśnie na jak najwięcej takich odjazdów, żeby odczarować te najbardziej znane kawałki, a tu właśnie "Poszłabym za Tobą" jest bardzo wierna oryginałowi.

PP: - "Poszłabym za Tobą" jest właśnie dla wszystkich tych, którzy po prostu nie mogą znieść naszych profanacji (śmiech). Natomiast "Gdybyś kochał, hej!" też jest kontrowersyjne. Moim zdaniem to co my proponujemy, to jest zupełnie inny gatunek muzyczny. Gdyby nie ta melodyjka i słowa, to byłby jakby w ogóle inny numer. 

W zeszłym roku usłyszałem bardzo fajne określenie, ono było użyte w stosunku do płyty Silk Sonic Andersona .Paaka i Bruno Marsa, że to jest taki Modern Vintage - oddają hołd starym płytom, próbują brzmieć bardzo retro, ale jednak robią to z dzisiejszym myśleniem i... to bardzo pasuje do tej breakoutowej płyty i waszych wcześniejszych piosenek.

PP: - Ja myślę, że my jesteśmy trochę starymi duszami. Do tego dochodzi jeszcze nasza, całej tej grupy w sumie, edukacja w starych szkołach muzycznych z trzeszczącymi podłogami i w ogóle jakiś taki background z poszanowaniem historii muzyki, ale jednocześnie z nadpobudliwością i fascynacją tym, co nowe. To określenie chyba pasuje do każdego z członka i członkini tego zespołu.

PZ: - Od strony technicznej też tak naprawdę wszyscy się jaramy starymi, oldschoolowymi instrumentami. Proces nagrywania płyty był oldschoolowy, bo nagrywaliśmy na taśmę. Ale tymi aranżacjami chcieliśmy trochę zbliżyć ten materiał do współczesności, pokazać te piosenki młodemu pokoleniu, więc zagrane i nagrane to zostało na oldschoolowym sprzęcie, ale w jakości współczesnej. Tu też duża zasługa na pewno Jacka Antosika, który nagrywał, miksował i współprodukował ten materiał.

Jest też inne uwielbiane przez dziennikarzy i słuchaczy muzyki określenie, którego ja osobiście bardzo nie lubię. Mówi się często o polskich kapelach, które brzmią światowo, albo mają światowe brzmienie.

PP: - Przecież Polska jest w świecie!

No właśnie! Nie lubię tego, ale ono znowu bardzo do was pasuje i moim zdaniem łączy Ritę Pax z Breakoutem. Jak wyszła płyta "Blues", to nikt tak w Polsce wcześniej nie brzmiał. Dziś tak samo, moim zdaniem mało jest zespołów, które w Polsce tak grają szeroko pojętą muzykę rockową.

PZ: - Mam takie spostrzeżenie jako instrumentalista: Jak wyszedł Breakout, Nalepa miał na tamte czasy najlepsze gitary. Nie grał na Defilach, tylko od razu to były Gibsony, na ówczesne czasy taka topowa półka instrumentów. No umówmy się, w Polsce ludzie grali na czym popadnie, a ten tu przyjechał z takimi gitarami... w tamtych czasach to musiało soundem po prostu zabijać i mocno wkraczać w tą "światowość". Ja grałem z kolei na takich gitarach, których podejrzewam, że on by nawet nie wziął do ręki. Takich paździerzach (śmiech). To było przekorne z naszej strony, ale docelowo zostało z nich wykrzesane nowoczesne brzmienie.

PP: - Sumą tego brzmienia też nie do końca jest hardware, bo większość rzeczy współcześnie robi się jednak na wtyczkach. To jak realizator definiuje brzmienie daje ten wynik, a nie to czego konkretnie dotknie. Wszystko opiera się na wrażliwości poszczególnych ludzi.

Brzmienie jak już powiedzieliśmy jest dosyć nowoczesne, ale teksty były napisane dawno temu. Paulina, jak ci się je śpiewało?

PP: - Zdecydowanie łatwiej niż przy Kochanowskim (śmiech). Wszystkie słowa znałam, nie musiałam ze słownikiem staropolskim do tego podchodzić.

PZ: - Ale nie wiem, czy wszystkie znaczenia tekstów do końca jesteś w stanie zrozumieć.

PP: - Dokładnie! Czasami miałam takie zawieszki, że interpretacji danych tekstów może być kilka. Szczególnie w piosence "Dziwny weekend" mam taką jazdę. Myślę sobie, że albo to jest jakaś głęboka medytacja, albo turbo ciężkie dragi...

PZ: - Tak, my też czasami tak medytujemy.

PP: - Zresztą wydaje się wydaje mi się, że nasza wersja tej piosenki odzwierciedla tę drugą opcję. To nie jest jakieś imprezowe ecstasy, to są cięższe rzeczy (śmiech).

To, że się pojawili gościnnie Panowie, to dlatego, że teksty głównie męskie?

PP: - No bo przede wszystkim ja, Paulina, będąc wokalistką, nie widzę żadnej potrzeby, żeby więcej dziewcząt tutaj spraszać.

PZ: - Niestety, niestety... (śmiech)

PP: - Soreczka. Faktycznie, podczas projektu męskograniowego, goście są mile widziani i Wojciech Waglewski jakoś tak naturalnie wszedł w ten projekt. Jeszcze na dodatek przyniósł gitarę Nalepy...

Akurat miał pod ręką, to przyniósł (śmiech).

PP: - Dokładnie, przyszedł z fantami (śmiech). Ale w projekcie osadził się ładnie. Z racji, że już piosenki śpiewane przez Vito wyszły na składance Męskiego Grania i miały nawet nominację do Fryderyka, stwierdziliśmy, że to wydawnictwo już jakby istnieje, trzeba pójść dalej. Naszym kolejnym gościem został więc Łukasz Lach. Chyba wszyscy w zespole jesteśmy fanami talentu Łukasza, który po prostu gdzie nie otworzy paszczy, to ma ten wspomniany już światowy sound i taką też świadomość historyczną. Ja mam bardziej teatralną rolę w tym kawałku, ponieważ wczuwam się w to, że Łukasz chce mnie zamordować i krzyczę (śmiech).

Do tego powinien powstać teledysk!

PP: - Tak, taki kryminalny! Gościnnie pojawił się jeszcze Igor Nikiforow, którego ja z kolei jestem fanką od lat, za sprawą projektu Jerz Igor, którego namiętnie słucham z dziećmi. On śpiewa niezwykle rzadko, bo się jeszcze moim zdaniem trochę wstydzi, ale my go molestujemy, żeby to robił częściej. W związku z tym, zamierzamy go zabierać na jak najwięcej koncertów, bo nawet przed pierwszym koncertem był taki zestresowany, że nie miał nic w rękach, że nie ma gitary (śmiech). Na drugim zapytał, czy może mieć gitarę, jak śpiewa. Ale Igor Nikiforow jest wokalistą i będziemy bronić tej tezy.

A jak Ty odbierasz Mirę Kubasińską jako wokalistkę? Bo lubisz śpiewać mocno, biegasz sobie głosem po tych aranżacjach we wszystkie strony, a Mira miała jednak dość stonowany wokal bez nadmiernej ekspresji. Byłaś jej fanką w dzieciństwie?

PP: - Nie, w ogóle w dzieciństwie nie oddzielałam Breakoutu od Miry. Dla mnie to była jakby jedna sytuacja. Dopiero w dorosłym życiu dostrzegłam oddzielność Miry od piosenek. Na pewno ona miała bardzo duży poziom takiej autentyczności i bezkompromisowości. Być może się mylę, ale mam wrażenie, że ona za bardzo nikogo nie udawała, po prostu śpiewała to z pełną mocą. Ten zespół był tak posklejany ze sobą, że pomimo tego, że to nie ona pisała te piosenki, to myślę sobie, że ta autentyczność, takie "tu i teraz" w jej śpiewaniu, to było bardzo przekonywujące. Natomiast no ja mam to do siebie, że rzadko śpiewam tak samo piosenki.

Czy ten projekt z Breakoutem spowoduje, że pojawi się wkrótce wasza autorska płyta i że Rity Pax będzie teraz trochę więcej niż wcześniej?

PP: - Planujemy jak najwięcej grać ten projekt, bo studio studiem, ale tak naprawdę chyba najwięcej przyjemności jest z grania tego materiału. To jest ta magia tych piosenek. We mnie jest ogromna ochota już kontynuować twórczość autorską z Ritą. Dużo czasu minęło od ostatniej naszej płyty i chyba przez ten czas zebrało się w nas duże zapotrzebowanie na to, żeby zrobić coś nowego. Piosenki Breakoutów były takim przystankiem po drodze.

PZ: - Już na tej płycie zawarliśmy jeden autorski numer, co prawda inspirowany jakoś tam twórczością Breakoutu. Może to jest taka mała zapowiedź tego, że chcemy działać dalej i następna płyta nie będzie z coverami Czerwonych Gitar, tylko będzie płytą autorską Rity Pax.

Mówisz o "Starych duszach"? Bo ja długi czas szukałem oryginału Nalepy w sieci (śmiech).

PZ: - Może zrobimy tak, że na naszej najbliższej autorskiej płycie nagramy oryginał "Starych dusz" (śmiech).

To jest moja ulubiona piosenka z płyty, zaskoczyliście mnie. To na koniec pochwalcie się, co teraz każde z was robi poza Ritą, bo pewnie coś robicie znając życie.

PP: - Tak, ja cały czas coś robię. Powoli zbliżam się do zamknięcia tracklisty mojej płyty następnej solowej płyty, która w październiku najprawdopodobniej wyjdzie według ostatnich ustaleń. Myślę, że już niedługo będę jakąś singlozę powolną uprawiać. To jest bardzo podniecający proces, aczkolwiek jest jeszcze dużo utworów, które muszę wylać jak dzieci z kąpielą i to mnie boli. Napisałam sobie za dużo rzeczy, więc teraz jestem w tym ciężkim momencie wyrzucania ich (śmiech). No i w zasadzie tyle, planuję po prostu z zespołem Rita Pax spędzić następny rok w busie. Wiem, że mnie to zniszczy psychicznie, ale jest to poświęcenie, na jakie jestem gotowa (śmiech).

PZ: - Ja w sumie czas pandemii poświęciłem na pracę studyjną i kompozytorską, między innymi w czasie pandemii zrobiłem płytę Marzenie Ugornej, która właśnie niebawem się ukaże.

PP: - Napisałam trochę tekstów, w to też się wtrącałam (śmiech).

PZ: - Prawda jest taka, że płytę "Ugorna" też nagrywaliśmy w studio Jacka Antosika i Pauliny, czyli Slava Tunes, więc spędzaliśmy trochę czasu razem, Paulina napisała większość tekstów. Kończę też płytę zespołu Alters, takiego dosyć alternatywnego, w którym gra też Piotrek Zalewski, czyli basista Rity. Mamy nadzieję wydać w końcu tę płytę. Oprócz tego gram w zespole Ani Rusowicz i zarejestrowaliśmy EPkę z nowym materiałem, która ukaże się niebawem.

W takim razie trzymam za słowo. Mam nadzieję, że zawitacie do Krakowa z koncertem breakoutowym i czekam na kolejne wasze profanacje!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama