Reklama

Paulina Przybysz i Kuba Więcek: Kochanowski mógłby tego nie znieść [WYWIAD]

Kuba Więcek i Paulina Przybysz prezentują "Kwiateczki" /Silvia Pogoda /materiały prasowe

Wzięli dzieło Kochanowskiego jak swoje i zaprezentowali takim, jakim je widzą. Nie bali się grożących palcem polonistów i literatów, choć podejrzewają, że tych palców w górze będzie sporo. O płycie "Kwiateczki", czyli numerze 87. w legendarnej serii Polish Jazz, opowiedzieli Interii Paulina Przybysz i Kuba Więcek.

Ignacy Puśledzki, Interia: Wasza nowa płyta pt. "Kwiateczki" kojarzy mi się z projektem na ocenę celującą w szkole, kiedy żeby dostać tą szóstkę, trzeba było zrobić coś nadprogramowego. Wyobrażam sobie sytuację, że polonistka mówi: "Przybysz, ty byś zaśpiewała coś tego Kochanowskiego, Więcek Ci tam przygra na saksofonie" (śmiech). Jak wy reagowaliście w ogóle w szkole na poezję i tego typu tematy?

Paulina Przybysz: - Ja bardzo różnie. Czasami brałam sobie za punkt honoru jakąś wspaniałą recytację wiersza, chociaż myślę, że miałam wręcz tendencję nadinterpretacji. Takie występy były dla mnie ożywczym elementem edukacji. Nie gardziłam poezją.

Reklama

Kuba Więcek: - Ja byłem w liceum na mat-fizie, więc polski był zupełnie moją przeciwnością. Pamiętam, że zajęcia z polskiego zawsze poświęcałem na uczenie się muzyki. Nasza pani polonistka była prawdziwą humanistką i potrafiła dostrzec mój talent artystyczny, więc pozwalała mi trochę poświęcać polski żeby więcej czasu spędzić przy muzyce.

Rzadko się zdarzają chyba takie polonistki. Nas z tego co pamiętam męczyła zadaniami typu "Co autor miał na myśli?" i raczej mało było tam miejsca na swoją własną interpretację, raczej trzeba było się trochę dopasować do tak zwanego "klucza". Pytanie więc, co Jan Kochanowski miał na myśli w tekstach, które żeście przekazali tą płytą?

PP: - Ja myślę, że generalnie autorzy mają na myśli to, że są otwarci na interpretacje. Sztuka dla mnie nie jest stwierdzeniem. Po to jest poezja i muzyka, żeby nie do końca zamykać temat kiedy mówimy o tym, co czujemy wokół niego. Ja mam jakąś swoją interpretację "Pieśni Świętojańskiej o Sobótce" i być może na własny użytek, ale wewnętrznie jej problematyka jest mi współczesna. Mam wrażenie, że podobnie jak Kochanowski, szukamy spokoju w naturze, a jednocześnie jesteśmy zaniepokojeni jej stanem. Dzieło dotyka różnych grup społecznych. Ja na przykład w Kochanowskim jestem wyczulona na losy kobiet i dziewcząt, które trochę mają scenariusz napisany zanim się zastanowią czego by chciały od życia. O tym jak wieś też pisze scenariusze, które warunkowane są wedle pogody, pór roku czy urodzaju. Ja to czytam tak. Przekaz moim zdaniem jest dość pokorny względem właśnie sił natury i tego, że te dziewczyny chciałyby iść zgodnie za swoim sercem, ale nie zawsze trafiają w to, czy kawaler, który dla względów ekonomicznych na przykład jest przyzwoity, dla nich jest jakkolwiek pociągający i interesuje się ich wnętrzem.

KW: - Ja się parę lat temu przeprowadziłem do Warszawy, mieszkam w centrum i możliwe że od czasu kiedy zaczęliśmy pracować nad tym materiałem, z każdym dniem coraz bardziej jednak mnie ciągnie do wyprowadzki do lasu. Więc to może jest jakiś taki wpływ, jaki ten tekst wywarł na mnie.

Paulina zdaje się mieszkasz gdzieś zaraz przy lesie (w tym momencie Paulina pokazuje widok za oknem). O właśnie... Zazdro.

PP: - Tak i zauważam dużą poprawę jakości myślenia i życia, jakiejś asertywności. Planuję dzień tak, żeby nie jechać w ogóle do miasta, albo jak już, to tak żeby w miarę szybko i sprawnie wrócić i jak najwięcej czasu spędzić w lesie. Ostatnio przeczytałam w "Przekroju", że według badań 16% dzieci wychowywanych w lesie, ma mniejsze skłonności do depresji. I to się nie tyczy łąk, las jednak wygrywa (śmiech).

Wspomniałeś trochę o roli kobiet w tych tekstach, które interpretowaliście. Z tego co pamiętam podczas ubiegłorocznych Strajków Kobiet zwłaszcza dwa twoje teksty były często cytowane w InstaStories: numer Białego Tunelu z twoim gościnnym udziałem i "XX", do którego zaprosiłaś Ryfę Ri. Wydaję mi się też, że widziałem cytat, z któregoś z tych utworów na zdjęciu transparentu podczas tych marszów. Słuchając tej płyty rozmyślałem, jak w ogóle ci się te teksty wykonywało w kontekście tego, co się dzieje teraz w Polsce.

PP: - Od stuleci kobiety walczą - nie o przejęcie kontroli nad światem (śmiech), a po prostu o wyrównanie poziomu traktowania się poważnie. I jeśli chodzi o ekonomiczny czynnik, i psychologiczny, i w poczuciu wartości kobiety jako pełnowymiarowej istoty w ogóle. Myślę sobie że ta praca jest wykonywana już bardzo długo. Niektóre środowiska, te aktywistyczne przerzucają te najcięższe kamienie poświęcając temu życie, ale mam nadzieje, że ludzie sztuki także wkładają do tego swoje pięć groszy. Mam wrażenie, że mimo wszystko Kochanowski... Nie znałam osobiście chłopa (śmiech), ale mam odczucie, że miał bardzo piękną wrażliwość zdolną czytać odczucia kobiet mimo wszystko. To co pisał w imieniu tych panien było wielowymiarowe, umiał opisać radość, zakochanie, tęsknotę ale też rozczarowanie realiami. Rozumiał, że ich położenie nie było jednoznaczne. Myślę sobie że samo przedstawianie tej sytuacji było już jakąś robotą dla nas. Poezja danego okresu jako świadectwo odczuć i starej jak świat problematyki, której nie da się pominąć nawet w taki pozornie imprezowym tekście.

Zastanawiam się, czy te teksty mogą na coś dzisiaj Polakom, a przede wszystkim Polkom, na coś zwrócić uwagę?

PP: - Podejrzewam że w ogóle po tej płycie i wskrzeszeniu tych tekstów, mogą być bardzo mieszane uczucia. To jest niezaprzeczalne dzieło, na tyle stare, że już trochę przeszło do legendy, więc zawsze się pojawia pytanie, czy takich rzeczy się wolno dotykać. Myślę, że literaci i poloniści mogą się zastanawiać: "Jak tak można!?". Jak my śmiemy ocierać się o hip hop, jakieś niezidentyfikowane gatunki muzyczne zanurzane w efekty, przestery itd. Wpadać w jakiś okołoamerykański soul i jeszcze na tym Kuba gra jakąś frytę (free jazz - przyp. red.), solówkę nagrywa pięć razy i odbywa się jakaś wielowarstwowa orgia improwizacji (śmiech). Może sam Kochanowski mógłby tego nie znieść po prostu, strzelałby do nas ze strzelby jakby wpadł na ten koncert - nie wiem tego. Natomiast myślę sobie że po to jest jazz i to jest właśnie wolność i może jednak doceniłby, że ktoś się tym bawi a nie tylko przysypia na polskim bo jest totalnie za mały żeby się zachwycić dziełem.

A czy możemy coś wynieść z tych tekstów? Ja widzę, że ważne są te same rzeczy. Harmonia z naturą, równowaga człowieka, potrzeba piękna, miłości, przestrzeganie przed zmarnowaniem intelektu, pacyfizm, krytykę dla broni palnej wręcz. To jest wszystko bardzo aktualne. Słyszę nawet przestrogę przed inflacją wynikającą z zaburzeń urodzaju.

KW: - On już wtedy wiedział.

PP: - Janek to obczaił szybciutko (śmiech).

Kuba, kiedy się podjąłeś zadania stworzenia muzyki do tych tekstów analizowałeś te teksty? Czy raczej zrobiłeś sobie jakieś bity, wysłałeś Paulinie na zasadzie: "A, niech ona się martwi"? (śmiech)

KW: - Trochę tak było, że muzyka powstała w ogóle nim pojawiło się zapotrzebowanie na nałożenie na nią tego tekstu. Paulina dostała ode mnie bardzo dużo różnej muzyki i ona na nią te teksty nałożyła. Dopiero potem pracowaliśmy nad pełnymi kompozycjami i starałem się, żeby muzyka jak najbardziej odzwierciedlała o czym są te utwory. Przede wszystkim myślałam kontrastami w tych utworach, żeby ta płyta była zróżnicowana, żeby każdy utworów opowiadał muzycznie jakąś inną historię, miał w sobie inne barwy, inne odcienie. Dla mnie to był dosyć ważny moment, bo pierwszy raz w ogóle wychodziłem z muzyki elektronicznej. Zawsze tworzyłem muzykę akustyczną i samo to podejście było dla mnie czymś nowym i dużym, jeszcze w połączeniu z tym tekstem. Naprawdę to była duża rzecz dla mnie.

To muszę wam powiedzieć, że jak tylko zobaczyłem, że na Spotify już się ta płyta pojawiła, to od razu wysłałem linka mojemu przyjacielowi, któremu wcześniej zachwalałem, bo słuchałem jej przed premierą. On nie wiedział, że to są teksty Kochanowskiego i napisał mi, że płyta jest bardzo świeża i że to ciekawy zabieg z tym stylizowaniem tekstów na staropolskie (śmiech). I faktycznie, wydaje mi się że wziąłeś Paulina te teksty trochę jak swoje.

PP: - Tak, zdecydowanie. Myślałam o tym co Kuba mówi, o tej różnorodności. Na tej płycie jest dużo różnych technik wykonawczych. Po pierwsze, tego tekstu było za dużo, żeby go sobie zaśpiewać tak na spokojnie, bo trwałoby to pewnie trzy godziny. Po drugie, nie chciałam żeby to był odklepany poemat na tle muzyki typu Żebrowski i "Pan Tadeusz" (śmiech). To są wartościowe sprawy, tylko po prostu czułam, że trzeba z tego zrobić piosenki, które będzie mi się wykonywało jak swoje. I tak w sumie się stało.

Męczyłaś się trochę przy niektórych słowach, czy nawet rymach? Bo, co tu dużo mówić, rymy są w tych tekstach bardzo proste. Tak jak dzisiaj raperzy starają bardziej kombinować, tak tutaj często mamy choćby "moje-twoje". Nie korciło żeby coś lekko pozmieniać, uwspółcześnić?

PP: - Nie miałam czelności. Wtedy ci poloniści by nam w ogóle nie wybaczyli. Aczkolwiek te strofy wcale nie są takie wybitnie regularne. Jest trochę przeniesień, jest trochę akcentów, dziur, momentów, w których faktycznie można coś bardziej przyświrować. Na pewno miałam kilka problemów z wymową, musiałam kilka razy czytać jakieś słowo. Czasami faktycznie musiałam wgrywać jakąś zwrotkę pięć razy, bo na przykład "Alić nasz dudkiem czubatym" bardzo ciężko leży na języku w określonym tempie.

KW: - W całej intensywności tego tekstu i tego, ile jest w nim przekazu, to może trochę nie było miejsca na jakieś takie dalsze komplikacje. Już teraz jest to taka dosyć duża pigułka tekstu, więc jakby to jeszcze skomplikować, to chyba byłoby to już na granicy nieprzyswajalności.

PP: - Ja też byłam tutaj uparta, bo Kuba próbował mnie namówić, że może tak wybrane fragmenty, może tylko część tego tekstu... Ale ja się uparłam, że jak robimy "Pieśń Świętojańską o Sobótce", to nie wolno we fragmentach (śmiech).

KW: - Konserwatystka (śmiech)

W takim razie co usłyszymy za rok? Mickiewicza, Słowackiego czy innego poetę? Może w ogóle zrobić taki box: Kuba Więcek trio i Paulina Przybysz - "Antologia poetów polskich"? (śmiech)

PP: - Nie, teraz w zasadzie robimy jakieś piosenki, ale one już są poetyką własną.

Czyli planujecie jakąś swoją w pełni autorską płytę w takim składzie?

PP: - Ja wciągam Kubę na swoją płytę. A czy zrobimy taki duet w przyszłości to tego nie wiemy...

KW: - Zobaczymy, ale są dalsze współprace planowane. Jeszcze zobaczymy w jakiej formie to będzie wydane w przyszłości.

PP: - My z Kubą jesteśmy w ogóle podobni...

...Nie wyglądacie podobnie (śmiech).

PP: - W sensie ilości nowych projektów i takiej otwartości, która pewnie czasami nas męczy, ale jednak po prostu chyba obydwoje nie umiemy odmawiać sobie nowych doświadczeń i nauki płynącej ze współpracy.

Ale faktycznie jeśli spojrzeć na wasze kariery, to widać pewne podobieństwa i w pierwszej chwili jak usłyszałem, że będzie to płyta z Kubą... Zdaje się w wywiadzie u Winiego o tym mówiłaś...

PP: - To był dziwny wywiad! (śmiech)

To chyba u niego norma (śmiech). Ale mówiłaś tam, że będziecie robić razem, to od razu pomyślałem, że to super połączenie, bo obydwoje kombinujecie, idziecie pod prąd i chyba jest to bardzo naturalna współpraca.

PP: - To ta nadaktywność (śmiech).

KW: - Ja przyznam szczerze, że zanim zacząłem wchodzić w ten świat muzyki z wokalem, to dużo ludzi mnie ostrzegało...

PP: - Przed Pauliną? (śmiech)

KW: - Przed wokalistkami. Słyszałem o mitach i legendach, na temat współpracy z wokalistkami, a sam ani przez sekundę czegoś takiego nie doświadczyłem. Paulina była i jest wspaniałą inspiracją i niesamowitą współpracowniczką.

O, proszę. Paulina, możesz sobie zapisać w CV. W CV macie już też inny ciekawy wpis. Logotyp Polish Jazz na okładce płyty to jest dla was nobilitacja?

PP: - Na pewno jest to jakiś poziom szpanu, natomiast, co bardziej mnie tutaj wzrusza to, że podobno jestem czwartą kobietą w tej serii, a nasza płyta ma numer 87. To jest też fascynujące, że od wielu lat nie było żadnej wokalnej płyty w tym wydawnictwie. Może jeszcze nagram kiedyś jakiś album ze standardami jazzowymi. Pewnie to będzie bliżej emerytury, której z resztą dla muzyków w tym kraju nie ma (śmiech).

Mam nadzieję że jeśli będzie płyta standardami, to też będą tak pokrzywione, jak wasza płyta. (śmiech)

PP: - I ci fani jazzu też nas po prostu powieszą... (śmiech)

Szkoda gadać.. A Kuba? Jak ty się czujesz po raz kolejny pod banderą Polish Jazz?

KW: - To moja trzecia płyta w Polish Jazz. Z tego co ktoś mi ostatnio mówił, to chyba nikt wcześniej nie wydał trzech płyt pod rząd w tej serii, ale nie wiem tego na pewno. Naprawdę czuję się bardzo wyróżniony. Jest mi bardzo miło, że mogę swoje pierwsze płyty w życiu wydawać w tej znakomitej serii. Cieszę się też na wielką otwartość na wszystkie moje pomysły, bo każda kolejna płyta jest odważniejsza, przełamująca jakieś nowe bariery. Cieszę że ta muzyka, którą stworzyliśmy razem, jest częścią tej serii. To pokazuje czym jest dzisiaj muzyka jazzowa, jak to wszystko się szybko rozwija, jak w ogóle muzyka się dzisiaj rozwija, jak się wszystko łączy. Super, że mamy to też u siebie.

Zwłaszcza, że wydawałoby się, że Polish Jazz może być konserwatywnie nastawiony do takich pomysłów, a tutaj proszę - jesteście. Kuba, ty masz już na koncie płytę z Kozą, sporo twoich bitów znalazło się na nowej płycie Tego Typa Mesa, teraz jest Paulina. Myślę sobie, że wybierasz dosyć barwne postaci do współpracy. Ktoś jeszcze ci się marzy?

KW: - Wydaje mi się moim marzeniem byłoby nagrać płytę z Kendrickiem Lamarem.

PP: - Jezu, wiedziałam, że to powiesz!

Ja byłem ciekaw czy powiesz, że to jest Kendrick czy może np. Q-Tip.

KW: - Jest naprawdę wielu wspaniałych artystów i artystek, z którymi chcę pracować. Od pewnego czasu w ogóle trochę mnie zaczęło nudzić robienie muzyki samemu. To, że mogę sobie z kimś być w studio i razem wysilać mózgi, to naprawdę daje mi jakiś taki ogień do tworzenia i powoduje że żyję na nowo.

Wacław Zimpel, który wychodzi stricte z tego improwizatorskiego świata, już jakiś czas temu mówił, że już nie chciałby nagrać takiej płyty totalnie jamowanej, że raczej go to nudzi. Teraz bardziej interesuje go właśnie praca studyjna, dopuszczanie wszystkiego w studiu. U ciebie też tak to wygląda?

KW: - W pewnym momencie zupełnie zaczęły mnie męczyć jazzowe solówki na saksofonie, w ogóle sam ten taki koncept i moment w trakcie utworu czy koncertu, że saksofon wychodzi na front i gra to solo. Zaczął mnie ten kolor, nazwę to kolorem, strasznie męczyć. Otworzyłem się bardzo na prostotę, mam dużo różnych instrumentów, na wszystkim trochę gram, mam jakąś taką ogólną wiedzę muzyczną i coś w rodzaju talentu, bo na wielu instrumentach potrafię coś tam zagrać.

Tak na zakończenie, muszę cię Paulina zapytać o projekt Rita Pax, bo to jest dla mnie wielki smutek, że ten projekt dalej jest jakąś totalną niszą. Kiedy się pojawią płyty Rita Pax w jakimś wznowieniu albo jak w ogóle można zdobyć płyty zespołu Rita Pax?

PP: - Ekstra, że to pytasz, bo znaczy że ktoś tego pragnie. Mogę zdradzić, że w przyszłym roku i to dosyć wcześnie, na wiosnę, zespół Rita Pax wydaje album "Tribute to Breakout". Chyba jeszcze w tym roku może ukazać się singel. Jesteśmy tuż przed zdjęciami do klipu, więc jesteśmy blisko. Wraz z tym wydawnictwem, wytwórnia, która wyda to wydawnictwo, pomaga nam wprowadzić z powrotem nasz katalog, więc wszystkie nasze płyty będą znów dostępne.

Czyli nie trzeba wydawać na Allegro 2-3 stów za płytę Rity Pax teraz? Lepiej chwilę poczekać?

PP: - Teraz jeszcze trzeba, ale potem już nie trzeba będzie (śmiech). Rita trochę wraca właśnie na materiale breakoutowym, chociaż muszę przyznać że pomimo, że są to numery Nalepy, to jest to bardzo, bardzo paxowe...

Czyli znowu będzie rewolucja, jak przy Kochanowskim?

PP: - Trochę tak ale w jeszcze inne gatunki zamieszana. Psycho-rockowo-soulowy klimat. Ale tak, Rita będzie dostępna coraz bardziej i troszeczkę będziemy wycierać te płyty z popiołów.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Pinnawela | Kuba Więcek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje