Liroy o powrocie na scenę: "Nigdzie nie poszedłem, na chwilę tylko przysiadłem" [WYWIAD]
Liroy niewątpliwie zaliczany jest do legend polskiej sceny rapowej. W wywiadzie opowiedział nam o swoim powrocie na scenę, branżowych konfliktach i filmie "Don't f..k with Liroy".

15 marca w gliwickiej PreArenie odbyło się święto fanów polskich klasyków hip-hopowych, czyli The Legend Festiwal. Podczas trzeciej edycji na scenie pojawili się m.in. Liroy, DJ HWR, DJ 600V, JWP, Pono i Fu z ZIP Składu, Małpa oraz Hemp Gru.
Liroy o swoim powrocie na scenę i konflikcie z Peją
Przy okazji wydarzenia porozmawialiśmy z Liroyem o byciu "raperem wyklętym", beefach z innymi raperami i nakręcaniu konfliktów.
Rafał Samborski, Interia Muzyka: Cześć, Liroy. Wracając na scenę po tylu latach, czujesz się znowu jak debiutant?
Liroy: - Nie wiem, czy "wróciłem". To już jest trzeci rok, jak gram koncerty, jestem aktywny i nagrywam materiał. Ja w sumie nigdzie nie poszedłem, na chwilę tylko sobie przysiadłem i zająłem się dziećmi (śmiech). Ale super się gra, teraz wychodzi jeszcze płyta "7" z HWR-em (DJ HWR - przyp. red.), film się pojawia… Wszystko w jednym czasie się zgrało i można odnosić takie wrażenie, że mnie jest pełno i wracam. Ale ja nigdzie nie poszedłem.
Właśnie, 21 marca ma premierę film o tobie. Możesz powiedzieć o tym coś więcej?
- Mogę z pełną odpowiedzialnością go polecić. Wcześniej go nie widziałem, to pani reżyser nakręciła jakąś swoją wizję i mam pewne zastrzeżenia, że materiały, które były prywatne, miały się nie ukazać, ale to dłuższa historia. Film ogólnie jest super. Nie mówię tak dlatego, że sam się jaram swoim filmem, tylko była premiera w Kielcach, na której było wielu moich przyjaciół, z którymi się wychowywałem, czy z którymi pracowaliśmy razem, bardzo różne środowiska i to był naprawdę duży sukces. Przyglądałem się temu trochę jako widz, bo ja tylko nakręciłem te sceny, które się okazały narracją, zabrałem ekipę na moje osiedle i w podróż po koncertach, żeby mieli obraz tego, co się u mnie dzieje na zapleczu w życiu, i oni z tego zrobili film. Super muzyka w tym filmie (śmiech). Są też kawałki z nowej płyty.
Musicie zobaczyć, ja nie będę słodził, też mam jakieś swoje „ale” do tego filmu, ale warto na niego pójść. Chyba że wam się nie chce oglądać jednego faceta na ekranie przez półtorej godziny, bo w sumie jestem tylko ja. Pojawiły się tam zarzuty, czemu więcej osób nie było, ale ja go nie reżyserowałem, więc nie wiem. To jest opowieść, wizja pani Małgorzaty Kowalczyk. Muszę przyznać, że fajne obrazki. Jedyna osoba, która się pojawia poza mną, to jest moja mama. Jest dość śmieszna scena, ja się uśmiałem na maksa. Fajna też, bo kocham moją mamę, jest wspaniała, a w tym filmie pokazała się w pełnej krasie.
Dobrze, że dodajesz, że swoją, bo patrząc na niektóre kawałki z twojej przeszłości, można by było też pomyśleć o innych (śmiech).
- To prawda (śmiech). Dzisiaj kąpię tylko matkę mojego dziecka.
Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, co do tego, że jesteś legendą polskiego rapu, ale był taki czas na scenie, gdy byłeś bardziej raperem wyklętym. Mam swoje teorie, co się zmieniło, ale jestem ciekaw, jak ty to postrzegasz.
- "Wyklętym", o Boże (śmiech). W rapie fajnie być wyklętym. To jest taka półprawda trochę. Było dużo składów, z którymi się cały czas kumplowaliśmy, a narracja mediów to był cały czas "beef". Widziałem to choćby po naszych relacjach ze Wzgórzem (Wzgórze Ya-Pa 3 - przyp. red.), jak próbowali nas skłócać dziennikarze. Na przykład, przyjeżdżałem do jakiegoś radia i oni mówili: "Było tu Wzgórze wczoraj i cisnęli po tobie, co ty na to?", a ja dopiero co się z Wojtasem widziałem i wiem, że to jest nieprawda. Ja też zawsze mówiłem, że to są moje ziomki i złego słowa na nich nie powiem. Wtedy był East Coast i West Coast w Ameryce, więc chyba dziennikarze chcieli mieć coś podobnego, żeby ludzie się zaczęli strzelać, czy coś, nie wiadomo. Oni strasznie się jarali tym, bo mieli materiał do prezentacji. I to urosło w taki mit. Miałem dużo różnych ziomeczków, którzy mnie dobrze znali, widywaliśmy się często. Z Ryśkiem Peją też się wcześnie pogodziliśmy, a dzisiaj niektórzy myślą, że to jest w ogóle nowy beef (śmiech).
Wszyscy chcą konfliktów.
- My w ogóle, jako ludzie, i dzisiejsze czasy są mocno konfliktowe. I to pokazuje też, jak dużo między nami jest ludzi, którzy próbują nas tak pokierować, żebyśmy mieli konflikt.




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)



![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)