Golec uOrkiestra: U nas w domu muzyka to codzienność [WYWIAD]
Po 25 latach na scenie bracia Golec wciąż potrafią zaskoczyć świeżym brzmieniem i nieoczywistymi kolaboracjami. Tym razem połączyli siły z Kamilem Bednarkiem, czego efektem jest singiel "Kocham chwilę" - utwór pełen góralskiej energii, jamajskiego luzu i refleksyjnego przesłania. W wywiadzie dla Interii zdradzili kulisy tej zaskakującej współpracy.

Damian Westfal, Interia: To nie jest Wasza pierwsza współpraca z Kamilem Bednarkiem.
Łukasz Golec: Z Kamilem współpracowaliśmy już przy okazji naszych dwóch jubileuszy - pierwszy raz w 2018 roku, podczas 20-lecia Golec uOrkiestry w katowickim Spodku, a potem w 2024 roku, przy 25-leciu Golec uOrkiestry na Polsat Hit Festiwal w Operze Leśnej. Tam wystąpiliśmy wspólnie w półtoragodzinnym bloku w pierwszy dzień festiwalu. Kamil śpiewał między innymi nasz utwór "Kto się ceni", w nieco innej aranżacji. Z czasem przyszła nam do głowy myśl, żeby stworzyć coś wspólnego - połączyć jego klimaty reggae z naszą góralską energią. Tak powstała piosenka "Kocham chwilę". To kawałek oparty na afro bicie, z dobrym tempem do bujania. Ma wakacyjny klimat, ale tekstowo dotyka głębszych tematów: odnalezienia spokoju ducha i umiejętności "wylogowania się" z codziennego zgiełku.
Paweł Golec: Od samego początku złapaliśmy z Kamilem świetny kontakt. To bardzo fajny człowiek, a muzycznie od razu "zaiskrzyło". On gra na saksofonie altowym, my na trąbce i puzonie - więc naturalnie powstał wspólny, fachowo mówiąc, brassowy riff. Nasze dusze, podobnie jak mentalność, spotkały się dosłownie na najwyższych szczytach, bo piosenka powstała w naszych rodzinnych Łodygowicach, czyli prawie "na wirsycku", po góralsku "na szczycie".
Łukasz: Kamil przyjechał do nas w góry i od początku pracowaliśmy razem nad utworem. Było kilka wersji tekstu. Pierwszy pomysł brzmiał: "Bosko poczuć się beztrosko", ale jednak koncepcja zmieniła się, gdy do studia wszedł Kamil. Stwierdziliśmy, że nadamy temu utworowi głębszy sens. Postawiliśmy na przesłanie: zatrzymaj się, dostrzeż drobne momenty i celebruj je z wdzięcznością. To może być kawa z bliskimi, spacer w górach, ognisko nad rzeką - proste chwile, które dają ukojenie i sprawiają, że życie ma sens.
Jak się Wam współpracowało z Kamilem? Szybko złapaliście wspólny język?
Łukasz: Najpierw była aklimatyzacja w górach - czyli "witacka".
Paweł: Powitaliśmy Kamila "po góralsku", czyli z wszelkimi honorami. Bardzo mu się to spodobało i nie trzeba go było długo namawiać do wspólnego działania. (śmiech)
Łukasz: Gościnność to część naszego DNA. Lubimy biesiadować, ale lubimy też bawić się muzyką i tworzyć, dlatego zaraz potem zabraliśmy się do pracy. Nad piosenką pracowało kilka osób: producent i aranżer Dawid Broszczakowski, moja żona Edyta Golec, współautorka tekstu Melania Król, oczywiście Kamil - można powiedzieć, że to była wspólna, kreatywna robota. Pomysłodawczyniami teledysku były nasza manager Kasia Czajkowska - Golec i Edyta Golec, a realizacją zajęła firma Mortvideo. Klip idealnie obrazuje przesłanie piosenki, i pokazuje też piękno natury żywieckiej ziemi - pasmo Beskidu Żywieckiego, Jezioro Żywieckie, Etnopark w Ślemieniu. W klipie znalazły się również fragmenty nagrywane w naszej rodzinnej Milówce.
Paweł: A wszystko w towarzystwie Suzuki Jimny! (śmiech) Żeby nie było - klimat Beskidu Żywieckiego przypomina trochę klimat netflixowskiego serialu "Yellowstone". Natura, spokój - to nam przyświecało. Myślę, że udało się to oddać.
A piosenka "Kocham chwilę" - choć nie była pisana jako wakacyjny hit - bardzo dobrze się sprawdza latem.
Łukasz: Tak, choć klip nagrywaliśmy wczesną wiosną i w górach spadł wtedy śnieg! Musieliśmy przesunąć zdjęcia na majówkę. Mimo że w górach wciąż było wtedy jeszcze chłodno, klimat utworu jest letni, choć z przesłaniem całorocznym. To więc nie tylko wakacyjna piosenka - to apel, by w ciągu roku doceniać małe chwile.
Czy ta współpraca z Kamilem to także efekt poszukiwań nowych muzycznych przestrzeni? Jakie są te nowe przestrzenie?
Paweł: Muzyka to wolność - można łączyć wszystko ze wszystkim. Tutaj tylko wyobraźnia nas ogranicza. Ważne, żeby się w tym dobrze czuć. Muzyka reggae, którą reprezentuje Kamil, ma flow, który jest bliski naszej góralskiej pulsacji. Ten rytm - a dokładniej tempo 125 - po prostu dobrze buja. I to jest nam bliskie.
Łukasz: Dziś tworzenie muzyki wygląda inaczej niż 20 lat temu. Dominują elektroelementy, chórki, klubowe bity. A my postawiliśmy na organiczne brzmienie - trąbki, skrzypce, altówki, etniczne zaśpiewy Edyty. To są te smaczki, które nadają tej piosence niepowtarzalny kształt. Muzyka jamajska ma w sobie to, co ma również muzyka góralska, czyli dobrze buja. Afrobeat w połączeniu z łagodnym basem daje efekt chilloutu. I o to chodziło. Bardzo dobrze nam się razem współpracowało przy tym: i w sferze kompozytorskiej, i później w sferze tekstowej. To dobra propozycja nie tylko dla słuchaczy Golec uOrkiestry, ale ogólnie - dla odbiorców.
Macie jakiś przepis na takie połączenia różnych światów muzycznych?
Paweł: Witacka to podstawa! (śmiech) Bez dobrej witacki nie ma dobrego hitu.
Łukasz: Tak jest, witacka miała bardzo duży wpływ. (śmiech) A tak serio - chodzi o wspólną energię i otwartość. Trzeba wyjść poza strefę komfortu. Współprace pobudzają kreatywność i pozwalają odkrywać nowe pokłady. Mamy na koncie wiele takich projektów i zawsze to działało dobrze. Z innymi artystami też musieliśmy wyjść troszeczkę poza tą swoją utartą ścieżkę i odkrywać nowe pokłady, które niewątpliwie w Golec uOrkiestra są do wydobycia, bo jesteśmy otwartymi muzykami na wszelkie kolaboracje, czego dowodem jest przecież wiele takich piosenek w naszym muzycznym CV. Mamy nadzieję, że utwór przetrwa próbę czasu. Zresztą, każdy nowy utwór testujemy na żywym organizmie - na koncertach. Publiczność daje natychmiastową odpowiedź - czy działa, czy nie.
Paweł: Muzyka generalnie po to jest, aby wywołać reakcję - wzruszenie, uśmiech. Przy "Kocham chwilę" ta reakcja jest bardzo pozytywna. A czasem nawet bielizna leci na scenę, czego mamy żywe dowody na wielu filmikach i zdjęciach. (śmiech)
Czyli wciąż jesteście Bogami Sceny…
Łukasz: Rzeki się nie zawróci. (śmiech) Ona płynie - trzeba dać się porwać temu nurtowi. Dzięki takim kolaboracjom zauważyliśmy też, że nasza publiczność bardzo się odmłodziła. Przybyło wielu słuchaczy w wieku 15-25 lat. Widać to na koncertach - chociażby Juwenalia w Katowicach, Warszawie, Rzeszowie, Białymstoku - młodzież zna i śpiewa nasze piosenki.
Paweł: I to nie jest "bekowy" odbiór czy chwilowy trend. To świadomi słuchacze. A my czujemy się jak wieczni studenci - gdzieś między trzecim a czwartym rokiem studiów życia. (śmiech)
Studencka zabawa zabawą, ale wasz ostatni numer to też manifest uważności. Skąd takie podejście? To przychodzi z wiekiem?
Łukasz: Myślę, że tak. Kamil sam powiedział, że to "manifest uważności". I miał rację. Ustatkował się - ma rodzinę, dziecko, dom - i to zmienia optykę. My też mamy swoje doświadczenia, życiową filozofię, która czasem się zmienia, ale mniej więcej jesteśmy już przewidywalni w swoich decyzjach. Ale czujemy, że dopiero się rozkręcamy. Muzyka, pisanie, komponowanie - to nas cały czas cieszy.
No dobrze, to teraz muszę Was przycisnąć - kiedy album? Trochę czasu minęło od ostatniego…
Łukasz: Materiał mamy! Wydaliśmy już chyba 15 singli, więc najwyższy czas je zebrać i złożyć w całość. Przyjęliśmy strategię wydawania singli, a potem składania z nich albumu. Teraz chyba faktycznie moment, by to domknąć. U nas statystyka jest taka: z 10 piosenek jedna staje się hitem - więc podchodzimy do tego z dystansem.
Ostatnio graliście w Brukseli - opowiedzcie coś więcej!
Łukasz: Pod koniec czerwca zagraliśmy duży koncert w Brukseli, przy Parlamencie Europejskim - było to wydarzenie wieńczące prezydencję Polski w Unii Europejskiej. Fantastyczna energia, świetna publiczność, bardzo udany koncert. A jeśli chodzi o dalsze plany koncertowe, to kalendarz mamy naprawdę napięty. Gramy sporo w Polsce, ale też za granicą. Na jesieni szykuje się wyjazd do Hamburga, a później kolejne koncerty w różnych zakątkach świata.
Czy wasze dzieci nadal grają razem z wami?
Łukasz: Nasze dzieci mają już swoje projekty muzyczne, ale przy wyjątkowych okazjach - takich jak festiwale czy koncerty telewizyjne - łączymy siły i występujemy razem. Maja, córka Pawła, śpiewa naprawdę cudownie, Ania też świetnie śpiewa i gra - jesteśmy z nich bardzo dumni.
Paweł: Dzieci są utalentowane i chętnie się angażują, kiedy tylko mogą. Wiadomo, że są na etapie edukacji, mają swoje obowiązki i własne ścieżki artystyczne, ale gdy pojawia się jakaś większa okazja, to zapraszamy je do wspólnego grania. U nas w domu muzyka to codzienność - wszyscy śpiewają, wszyscy grają. Nudy nie ma, młodzież studiuje, rozwija się i naprawdę dobrze im idzie. Jest potencjał!
Mam wrażenie, że po tym wywiadzie artyści będą się do Was ustawiać w kolejce, ze względu między innymi na waszą witackę. (śmiech) Macie jakąś listę tych, których chcielibyście ugościć i nagrać coś razem?
Łukasz: Mamy taką listę i jest całkiem długa! (śmiech) Gdybyś kiedyś był z nami na Sylwestrze - na przykład na tym telewizyjnym - to zobaczyłbyś, że garderoby z napisem "Golec" są najbardziej oblegane.
Paweł: To prawda. Oj, można by tu długo opowiadać! Mamy nawet nagrania z tych "afterów", kto wie - może kiedyś je ujawnimy. (śmiech) Ale generalnie - u nas zawsze jest wesoło. To taki góralski styl - jak ktoś przyjeżdża, to trzeba go porządnie ugościć i zapewnić mu dobrą "witackę".
A może w takim razie film na Netflixie? "Golec Behind the Scenes"?
Łukasz: Miałoby to branie, naprawdę byłoby o czym opowiadać! (śmiech) Póki co, aktualnie pracujemy nad muzyką do filmu "Uwierz w Mikołaja 2", którego premiera planowana jest na 5 listopada. Mamy tam nawet małe epizody aktorskie, więc życie nas ciągle zaskakuje twórczo, ale czas pokaże co z tego wyjdzie!









