Alter Bridge: "Mogą to być ostatnie lata sztuki niezmienionej przez AI" [WYWIAD]
9 stycznia 2026 roku ukazał się ósmy krążek Alter Bridge. Muzycy promować będą nowy materiał trasą koncertową, która swój przystanek w Polsce będzie miała 27 stycznia w gliwickiej PreZero Arenie. Jeszcze przed premierą krążka mieliśmy przyjemność wybrać się do Berlina, gdzie Myles Kennedy i Mark Tremonti opowiedzieli nam o procesie powstawania krążka!

Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Wasz nowy krążek nazywa się po prostu "Alter Bridge". Zwykle, gdy myślę o albumach eponimicznych, wydaje mi się, że to wydawnictwa, które wręcz krzyczą "sprawdź mnie jako pierwszego, jesteśmy esencją zespołu". Dlaczego akurat teraz zdecydowaliście się na taki tytuł?
Myles Kennedy: To podchwytliwe. Z jednej strony można powiedzieć, że to lenistwo lub, że po prostu tak czuliśmy. Wiele charakterystycznych cech tego zespołu wciąż jest obecnych po 20 latach, ale skupiliśmy się na ciężkich riffach z melodią i pewną głębią tekstów. Nie zbaczaliśmy z tego kursu, szczególnie w kwestiach techniki produkcji, z którą eksperymentowaliśmy na poprzednich płytach. Staraliśmy się utrzymać to wszystko po środku, więc nazywanie tego albumem eponimicznym w pewnym sensie oddaje istotę tego zespołu i tego, kim jesteśmy.
Jak wyglądał proces składania utworów? Co było waszym głównym celem na nowej płycie?
Mark Tremonti: Ja i Myles korzystaliśmy z Dropboxa do wrzucania demówek i staraliśmy się skomponować tak dużo, jak tylko się dało, zanim zaczęliśmy pre-produkcję. Mieliśmy około trzy miesiące zanim udaliśmy się do studia, więc bardzo ciężko pracowaliśmy i ścigaliśmy się do mety. Wrzucałem mnóstwo piosenek do folderu, a Myles robił to samo w następnym tygodniu. Naszym jedynym celem było tworzenie kawałków, które sami doceniamy i lubimy. Liczyło się tylko to, żebyśmy sami byli zadowoleni. Jeśli próbujesz pisać dla innych, brzmi to nieszczerze.
Słuchając tej płyty odnosiłem wrażenie, że jest to najcięższe wydawnictwo w waszym katalogu, ale jednocześnie ciężar ten przełamany jest ogromem emocji i wrażliwości. Jak udało wam się osiągnąć taki balans?
MK: Cieszę się, że poruszyłeś ten temat, bo myślę, że wspomniana wrażliwość była i jest jednym z kluczowych elementów tego zespołu. Dawno temu ktoś powiedział, że jest to emocjonalny metal. Pomyślałem, że to ciekawe, bo metal ogólne jest bardzo emocjonalny, ale to zależy, na jakich emocjach polegasz.
MT: Przypomina mi to pewien cytat, który pokazywałem Mylesowi kilka dni temu: "Pisz szczerze i otwarcie o tym, co boli".
MK: Tak, Ernest Hemingway, to dobry cytat. Jest na tej płycie pewna wrażliwość, ale jest też dużo frustracji oraz złości i goryczy. Pokazujemy wiele emocji, które odbiegają od tego, co robiliśmy w przeszłości, tego, co opierało się na nadziei i optymizmie. Takie momenty też znalazły się na tym krążku, ale zdecydowanie więcej jest tam agresji.
Tak, chciałem zapytać o "jasną stronę" albumu. Może nie jest tak uwydatniona, jak w przypadku poprzednich wydawnictw, ale wciąż tam jest. Teksty są momentami dość inspirujące. Wynikało to z potrzeby zaadresowania jakichś kwestii, czy pochodziło to z personalnych doświadczeń?
MK: Myślę, że wynikało to z obu kwestii. W dużej mierze chodzi o to, żeby potraktować to jako okazję do przepracowania pewnych rzeczy lub jeśli nie próbujesz czegoś przepracować, to by przypomnieć sobie, żeby być lepszą osobą. Co ciekawe, przez to, że teksty te są tak intensywne i wyrażają pewną frustrację, zawsze jest w nich pewien element polegający na słuchaniu swoich dobrych aniołów i nie poddawaniu się temu gniewowi oraz pamiętaniu, kim jesteś i jak zostałeś wychowany - nie jak ktoś, kogo przygniata negatywność.
Który z utworów był dla was największym wyzwaniem do napisania w kwestii tekstu lub kompozycji?
MT: Patrząc na to jako osoba trzecia, prawdopodobnie byłby to "Slave to Master", tylko dlatego, że jest w tym kawałku bardzo dużo rozdziałów, jest bardzo złożony, ale gdy zabraliśmy się za niego, złożył się bardzo zgrabnie. Myślę, że kiedy pracujesz nad utworem z tak wieloma elementami i mimo to nie jest on chaotyczny, a po jego wysłuchaniu nie wydaje się, że słuchało się dziewięciominutowego utworu, to jesteś na dobrej drodze. Mimo wszystko chyba najdłużej zajęło nam poskładanie tego kawałka.
Co was najbardziej inspiruje poza muzyką i wspomnianymi już personalnymi doświadczeniami? Filmy, literatura?
MT: Wszystkie wymienione
MK: Zdecydowanie wszystkie wymienione. Bardzo dużo inspiracji czerpiemy z filmów, książek i obserwowania świata. Wspomniany "Slave to Master", to ocena tego, co się dzieje. Stoimy na krawędzi tak niesamowitej zmiany ze sztuczną inteligencją, że niemożliwym jest nie mieć na ten temat jakiegoś komentarza.
Tak i zaczyna się to pojawiać także w muzyce. Uważacie to za swego rodzaju zagrożenie w branży muzycznej czy raczej przydatne narzędzie?
MT: Wydaje mi się, że jest to najstraszniejsza rzecz na świecie dla przemysłu muzycznego. Nie chcę zabrzmieć jak hipokryta, bo na moim ostatnim solowym albumie, pierwszy teledysk miał trochę AI. Było to w czasach, gdy widząc świetnego artystę na Instagramie, myślałeś: "Chcę, żeby ten koleś zrobił nasze wideo", nie zdając sobie tak naprawdę sprawy z tego, co się dzieje. Teraz sztuczna inteligencja pojawia się wszędzie. Puszczałem znajomym piosenkę, którą zobaczyłem dziś rano na Instagramie. Ktoś mówił w niej, że nadchodzi i wkrótce zabierze nam miejsca pracy. Był to jakiś jazz fusion i miał nawet wygenerowane gitarowe solówki. To przerażające, bo w życiu nie wskazałbym różnicy. Powinniśmy bardzo docenić następne kilka lat, bo mogą to być ostatnie lata naszego gatunku, w których doświadczać będziemy sztuki niezmienionej przez AI.
Myles, lata temu odmówiłeś przesłuchaniu do Velvet Revolver i dołączyłeś do Alter Bridge. Jak czujesz się z tą decyzją po takim czasie?
MK: Tak, wiele zależało od odpowiedniego momentu. Kiedy Slash skontaktował się ze mną w sprawie przesłuchania do Velvet Revolver, byłem w naprawdę specyficznym stanie. Po prostu nie byłem gotów. Mam takie fazy, w których się wyciszam i nie czułem się gotów, by ponownie wkroczyć do branży muzycznej. Poza nauką gry na gitarze w małym sklepie w Spokane w Waszyngtonie, całkowicie zrezygnowałem z tego świata. Nie byłem tego pewny, do tego dochodzi skala - jestem ogromnym fanem Guns N' Roses, więc czułem, że gdybym się temu poświęcił i chociażby odesłał demo z moimi wokalami, to nie byłoby to do końca fair wobec nich. Z kolei, gdy Mark zadzwonił półtora roku później, sporo rzeczy już przemyślałem, dużo szukałem w głębi siebie i stwierdziłem, że jestem gotów do tego wrócić i spróbować jeszcze raz. Dużo w tym wszystkim zależało od czasu. Gdyby zadzwonił te półtora roku wcześniej, odpowiedź prawdopodobnie byłaby taka jak poprzednio. Po prostu potrzebowałem trochę ochłonąć.
Ale teraz chyba lubisz, jak dużo się dzieje. Poza Alter Bridge grałeś z Guns N' Roses, Led Zeppelin, dołączyłeś do BB King's Blues Summit. Czym jeszcze nas zaskoczysz?
MK: To dobre pytanie, jeszcze nie wiem. Myślałem o tym rano, zastanawiałem się czego jeszcze mógłbym spróbować. On [Mark Tremonti] świetnie bawił się śpiewając piosenki Sinatry i to bardzo rozwijające, ja lata temu wkroczyłem do świata Country Americany. To było świetne, ale teraz jako artysta zastanawiam się, na jaką kolejną górę mógłbym się wspiąć.
MT: Podczas ostatniej trasy spędzałem czas z Ianem Thornleyem i rozmawialiśmy o nagraniu małej pobocznej EP-ki razem z Mylesem, bardziej w stylu piosenki autorskiej. To byłoby super, bo Ian jest jednym z moich ulubionych kompozytorów.
Odejdźmy na chwilę od Alter Bridge i przejdźmy do Creed. Utwór "One Last Breath" stał się niedawno viralem na TikToku. Wiedziałeś w ogóle o tym?
MT: Nie, nie posiadam konta na TikToku, ale widziałem, jak niektórzy przesyłali krótkie klipy ludzi śpiewających ten kawałek czy lip-syncujących do niego. Gdy zagraliśmy nasz pierwszy koncert (Creed powrócili w 2024 roku na pierwszą od 2012 r. trasę koncertową przyp. red.) i przyszła pora na ten utwór, ludzie zareagowali na niego z większym entuzjazmem niż na "Hire" - największy hit w naszym katalogu. Teraz mamy nowy, fani absolutnie szaleją na jego punkcie. Na ten moment stał się naszym nowym przebojem koncertowym, nowym "Hire".
TikTok zdecydowanie ma ogromną moc, jeśli chodzi o odkopywanie starszych kawałków i robienie z nich hitów na nowo. W ten sposób zapewne wiele młodych osób poznało Creed. Przekłada się to również na średnią wieku, jaką widzicie na koncertach?
MT: Była to dla nas ogromna niespodzianka. Myślałem, że wrócimy na scenę i powitają nas ci sami ludzie, których widzieliśmy podczas ostatniej trasy w 2012 roku. Gdy Scott pytał, ile osób widzi Creed po raz pierwszy, niemal każdy podnosił rękę do góry. Widać było masę młodych ludzi, co jest świetnym sygnałem. Nasi fani już nie tylko się starzeją i nie odpuszczają naszych koncertów. To drugie życie dla naszego fanbase'u.
A jak to wygląda w przypadku Alter Bridge?
MT: Wydaje mi się, że zawsze mieliśmy dobry mix ludzi pojawiających się na naszych koncertach i mam nadzieję, że cały czas pokazujemy się nowym odbiorcom. Nasze projekty poboczne przyciągają jednocześnie słuchaczy do Alter Brigde. Jest takie stare powiedzenie "przypływ podnosi wszystkie łodzie" i dokładnie taki wpływ mieli na nas Creed, Slash i poboczne projekty.
Ostatni rok był dość ciężki dla metalowej sceny. Straciliśmy Ozzy'ego Osbourne'a, Brenta Hindsa i wielu, wielu innych artystów. Tracimy tak naprawdę legendy.
MK: Tak, śmierć Ozzy'ego była z pewnością trudna dla całej branży, nie tylko ciężkiej muzyki, ale i rozrywkowej. Przez ostatnie 20 lat miał przecież reality show, który był ogromny w Ameryce. Pokazuje to, jak krótka jest nasza droga, powinniśmy doceniać każdą minutę i cieszyć się czasem, jaki mamy. Jeśli chodzi Brenta... jestem ogromnym fanem Mastodon. Miał naprawdę niezwykły talent. Zdecydowanie był to ciężki rok.
Ale na scenie przebija się także wiele nowych zespołów. Ktoś zwrócił waszą uwagę w ostatnim czasie?
MK: I to ile! Mamy jeszcze pół godziny? (śmiech) Wychodzi tyle dobrej muzyki.
MT: Trafiłem ostatnio na zespół, który nazywa się The Barbarians of California, a Mylesowi bardzo podoba się Turnstile. Rozmawialiśmy o tym wcześniej, podczas wywiadów często słyszymy pytanie o to, jaka muzyka nas inspiruje. W ostatnim czasie kompletnie nie mogę sobie przypomnieć, co wyszło teraz, a co rok temu. Myles lepiej wie, co się dzieje.
MK: Tak, ale to też nie jest u mnie norma. Przez lata słuchałem tylko Steviego Wondera, Steely Dan i rzeczy tego typu, muzyki dla starych ludzi (śmiech). Ale sporo premier przykuło moją uwagę w ostatnim roku, nie mogę przestać ich słuchać. Jest taki zespół z Wielkiej Brytanii - Wet Leg. Wydali chyba mój ulubiony album roku. Niedawno trafiłem też na grupę Unpeople, są świetni i mają genialny wokal. Uwielbiam Turnstile, nasi znajomi z Nowego Jorku mają też zespół, który nazywa się MJT The Band i również wydali niesamowity album, więc dużo tego.









