Aleś Dzianisau (Dzieciuki): "Staramy się reagować na to, co nas porusza, a nie robić manifestacje partyjne" [WYWIAD]
Dzieciuki to białoruski zespół, który swoją twórczość nie pozostaje głuchy na to, co się dzieję za naszą wschodnią granicą. W rozmowie z Interią Muzyka, wokalista Dzieciuków - Aleś Dzianisau opowiada o koncertach przed The Real McKenzies, znaczeniu śpiewania po białorusku oraz o wyzwaniach, które napotykają w obliczu rosnącej autorytaryzacji reżimu Łukaszenki.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Zagraliście niedawno dwa koncerty przed legendarnymi The Real McKenzies - w Krakowie i w Warszawie. Jak do tego doszło?
Aleś Dzianisau (Dzieciuki): - Jesteśmy w Polsce już cztery lata. Większość naszych koncertów odbywała się właśnie tutaj, więc sporo ludzi nas już kojarzy. Jeśli chodzi o The Real McKenzies, to są oni jednym z moich ulubionych zespołów - tak jak i oni, gramy coś w rodzaju folk-punka. W 2014 roku, jak jeździłem do znajomego do Berlina, byłem tam na ich koncercie. Zostawiłem im wtedy naszą płytę i zamieniłem z nimi kilka słów. Po 11 latach napisałem do zespołu, czy moglibyśmy zagrać support przed ich polskimi koncertami i tak się to wszystko zaczęło.
Jakie to uczucie dla Was grać przed polską publicznością? Widziałem na tym koncercie naprawdę sporo waszych fanów…
- Dla mnie różnice narodowościowe nie są ważne - polska publiczność jest do nas bardzo podobna mentalnie i językowo. Dość łatwo jest wam zrozumieć białoruskie utwory. Natomiast najbardziej cieszy nas to, że bardzo często na koncertach spotykamy znajome twarze.
Traktujecie swoje koncerty jako "manifestacje" przeciwko polityce białoruskiej?
- Nie chcemy robić z naszych koncertów wieców antyrządowych, ale chcemy mówić o ważnych sprawach. Śpiewamy o ludziach, którzy teraz siedzą w więzieniach politycznych, mówimy też o Ukrainie i tych, którzy tam walczą - chcemy sprzeciwić się po prostu rosyjskiemu faszyzmowi. To nie są puste słowa ze sceny - staramy się po prostu reagować na to, co nas realnie porusza i boli, a nie robić manifestacje partyjne.
Byliście zaskoczeni wpisaniem was na białoruską listę formacji ekstremistycznych?
- Gramy od 2014 roku i trochę się zmieniło w ciągu tego czasu. Problemy dyktatury są ciągle te same, tylko z czasem narastają. Reżim na Białorusi stał się silniejszy, bardziej autorytarny i mocno skupiony wokół Łukaszenki. To nie jest dokładnie to samo co w Rosji - tam dostrzegam elementy neofaszyzmu i znacznie większy imperializm, agresję i pieniądze, które to wszystko napędzają. Białoruś to autorytarny reżim oparty na sile, ale w mniejszym stopniu. Patrząc jednak na to co się dzieje przez ostatnie lata, najbardziej boję się, że możemy stracić niepodległość - tak duże zbliżenie się z Rosją i wojna sprawiają, że staje się to coraz bardziej realnym scenariuszem.
Dość ważnym aspektem waszej twórczości jest pisanie tylko po białorusku. Czujecie się zobowiązani do podtrzymywania tego języka w kulturze? W końcu coraz więcej Białorusinów rozmawia, nawet między sobą, po rosyjsku…
- Język rosyjski był u nas obecny od naprawdę dawna - znaczna część Białorusinów niestety dość mocno poddała się rusyfikacji. Natomiast po protestach w 2020 roku troszkę zaczęło się to zmieniać - pojawiło się większe zainteresowanie własną muzyką i kulturą. Nam od zawsze zależało, by w Dzieciuki były zespołem z krwi i kości białoruskim, więc nie widzę innej opcji niż śpiewanie w ojczystym języku i pisanie o ważnych dla naszego kraju sprawach..
To o tyle ciekawe, że w waszej twórczości naprawdę nie brakuje wielu odniesień do historii białoruskiej…
- Często musimy się mierzyć z dyskusjami o alternatywnych wersjach historii. Dobrym przykładem, który zawsze przytaczam, jest Wincenty Konstanty Kalinowski, który cały czas bywa przedstawiany jako "polski przywódca powstania". Nikt nie zwraca uwagi, na jakich ziemiach było to powstanie i przeciw komu walczył. Reżim Łukaszenki przejął rosyjskie mechanizmy informacyjne i zaczyna przekreślać wszystko, co było skierowane przeciwko Rosji.
Pracujecie obecnie nad jakimś nowym krążkiem? Mija już prawie 6 lat od ostatniego waszego longplay'a…
- Pracę nad nowym album zaczęliśmy w 2020 roku, ale pojawiło się sporo komplikacji… Jeden z naszych gitarzystów stracił wszystkie nagrania po tym, jak władza zabrała mu komputer. Udało nam się część z nich odzyskać i wydaliśmy minialbum - te trzy piosenki, które się na nim znalazły, były ostatnim materiałem jaki udało nam się nagrać w składzie "grodzieńskim". Po protestach właśnie w 2020 roku nasz skład nieustannie się zmieniał - część z nas wyjechała do Polski, część na Litwę, a część została. Natomiast w nieco odświeżonym składzie udało nam się nagrać nasz najnowszy singiel "Pahonia"(pl. Pogoń), który miał już swoją premierę w lipcu na festiwalu Tutaka w Gródku. Nie mogę jednak powiedzieć, kiedy wyjdzie nowa płyta - dopiero zaczynamy pracę nad nią.
Swego czasu współpracowaliście z zespołem Hańba! przy projekcie "Hańbuki". Jak wspominacie tę współpracę?
- To była naprawdę fantastyczna współpraca - udało nam się razem nawet zagrać koło pięciu koncertów. Jeden z nich został nagrany i cały czas jest gdzieś dostępny w sieci. Niestety skład dość często się zmieniał i ciężko byłoby o powrót "Hańbuków", natomiast wspominamy ten czas bardzo dobrze.
Jakie macie plany na najbliższe miesiące?
- Ciężko przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Mamy przed sobą kilka festiwali do zagrania, natomiast będziemy również nieustannie starać się dopracować nasze studyjne materiały.








