Soundgarden dołącza do Rock & Roll Hall of Fame! "Jesteśmy mu to winni"
Tegoroczna ceremonia Rock & Roll Hall of Fame przeszła do historii jako jedno z najbardziej emocjonalnych wydarzeń w dziejach tej instytucji. Gala, która odbyła się w nocy z 8 na 9 listopada w Los Angeles, była nie tylko hołdem dla legend, lecz także przypomnieniem, że rock'n'roll to nie gatunek, a postawa - buntownicza, szczera i pełna pasji.

Instytucja powstała w 1983 roku, by oddawać hołd tym, którzy na zawsze zmienili pejzaż muzyki. Od The Beatles po Radiohead - to przestrzeń, w której celebruje się odwagę twórczą i wpływ na kulturę popularną. W tym roku do "hali sław" dołączyli m.in. Cyndi Lauper, Outkast, Bad Company, Chubby Checker, Joe Cocker, The White Stripes oraz długo oczekiwany Soundgarden - formacja, która przez dekady definiowała brzmienie grunge'u.
To właśnie moment włączenia Soundgarden do grona legend wzbudził największe emocje wieczoru. Po latach spekulacji i drugiej już nominacji zespół wreszcie oficjalnie znalazł się w Rock & Roll Hall of Fame - jedenaście lat po Nirvanie i osiem po Pearl Jam. Uhonorowanie wręczył grupie ich wieloletni przyjaciel Jim Carrey, który z właściwym sobie humorem, ale i wzruszeniem mówił o sile ich muzyki.
W imieniu zespołu statuetki odebrali Kim Thayil, Matt Cameron, Ben Shepherd, Hiro Yamamoto oraz Lily Cornell, córka zmarłego wokalisty. Jej siostra, Toni Cornell, zaprezentowała wzruszającą wersję "Fell on Black Days", w której towarzyszyła jej Nancy Wilson z Heart.
Formacja pojawiła się na scenie również w pełnym składzie - z gośćmi specjalnymi. Taylor Momsen z The Pretty Reckless zaśpiewała z nimi "Rusty Cage", a Brandi Carlile wykonała niezapomniane "Black Hole Sun". Występ wsparli także Jerry Cantrell z Alice in Chains i Mike McCready z Pearl Jam, tworząc poruszający symbol jedności sceny grunge'owej.
W rozmowie z mediami Kim Thayil przyznał, że zespół wciąż pracuje nad ostatnim albumem z udziałem Chrisa Cornella. - "To proces pełen emocji, ale czujemy, że jesteśmy mu to winni. Ten materiał to część jego historii, a także naszej" - powiedział gitarzysta w rozmowie z "Rolling Stone".
Cyndi Lauper i jej kolorowa rewolucja
Nie mniej symboliczny był występ Cyndi Lauper, która od lat 80. pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych postaci w popkulturze. Jej wykonanie "True Colors" wywołało łzy, a gest uniesionej pięści stał się manifestem solidarności ze społecznością LGBTQ+. - "Nie zapominajcie, że nawet jeśli zrobi się naprawdę ciemno, zawsze jest społeczność światła" - mówiła ze sceny, odbierając nagrodę.
Później Lauper, w towarzystwie Avril Lavigne i duetu Salt-N-Pepa, rozgrzała publiczność przebojem "Girls Just Want to Have Fun". "Stoję na ramionach kobiet, które były przede mną, a moje ramiona są wystarczająco szerokie, by stanęły na nich te, które nadejdą po mnie" - dodała z uśmiechem.
Kobieca siła i hołd dla pionierów
W tym roku Rock Hall szczególnie mocno wybrzmiał głos kobiet. Salt-N-Pepa, pierwsza żeńska grupa rapowa w historii tej instytucji, przekształciła swoje wystąpienie w apel o sprawiedliwość. - "Nasze utwory zniknęły z platform streamingowych, bo branża wciąż nie gra uczciwie. Ale my nigdy nie bałyśmy się walczyć" - powiedziała Cheryl "Salt" James.
Z kolei Elton John oddał ciepły hołd zmarłemu Brianowi Wilsonowi, wykonując "God Only Knows". "Był moim idolem. Nie mogłem sobie wymarzyć piękniejszego sposobu, by mu podziękować" - wyznał legendarny muzyk.
Finałowy moment gali - wspólne wykonanie "With a Little Help from My Friends" przez Cyndi Lauper, Bryana Adamsa i Susan Tedeschi - przypomniał, że w muzyce, jak w życiu, liczy się wspólnota. Rock & Roll Hall of Fame 2025 udowodniło, że nawet po czterdziestu latach wciąż potrafi wzruszać, inspirować i łączyć pokolenia.




![Wikukaracza (Łąki Łan): Łąki Łan to akty radości [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000IZRUCEKPSX9IS-C401.webp)




