Paul Stanley ostro o nowym pokoleniu muzyków. "Chciałbym widzieć ludzi grających na instrumentach"
Paul Stanley od ponad pół wieku stoi na czele jednego z najbardziej rozpoznawalnych zespołów rockowych świata. Dziś, gdy scena muzyczna coraz mocniej opiera się na technologii, współzałożyciel KISS nie ukrywa, że marzy o powrocie do korzeni. W rozmowie z magazynem PEOPLE wprost powiedział, czego najbardziej brakuje mu u młodych artystów.

Podczas prestiżowego przyjęcia poprzedzającego galę Grammy, organizowanego przez Clive Davis, 74-letni Paul Stanley pojawił się u boku żony Erin Sutton Stanley. Właśnie tam podzielił się refleksją, która szybko obiegła muzyczne media.
"Chciałbym widzieć ludzi grających na instrumentach. Chciałbym, żeby mniej polegali na komputerach i technologii, a bardziej na pasji" - powiedział w rozmowie z PEOPLE. Jak podkreślił, współczesna pogoń za idealnym brzmieniem często zabija emocje. "Perfekcja to nie jest to, co nazywam muzyką. Muzyka to pasja".
Podejście do muzyki po latach
Choć KISS od dekad słynie z widowiskowych kostiumów i rockowej przesady, Stanley coraz częściej spogląda wstecz z dystansem. Podczas rezydentury w Las Vegas przyznał, że część dawnych utworów dziś wywołuje u niego raczej uśmiech niż dumę.
"To zabawne, bo niektóre z tych piosenek po prostu nie są już na nasz wiek. Nie wyobrażam sobie, żebym dziś napisał coś takiego" - mówił. To szczere spojrzenie na własną twórczość pokazuje, jak bardzo zmieniła się wrażliwość muzyków, którzy zaczynali w złotej erze hard rocka.
Paul Stanley o błędach przeszłości
Zapytany o ewentualne błędy w karierze, Stanley nie mówił o muzyce, kontraktach czy trasach koncertowych. Jego myśli powędrowały w stronę relacji wewnątrz zespołu.
"Jeśli czegoś żałuję, to tego, że nie byliśmy mądrzejsi i lepsi w pomaganiu Ace'owi i Peterowi w prowadzeniu lepszego życia" - przyznał. Podobne refleksje wyrażał także basista zespołu, Gene Simmons. Otwarcie mówił o unikaniu trudnych rozmów, które mogłyby zapobiec wielu problemom.
"Jechaliśmy dalej w trasę, bo wszystko działało: dziewczyny, pieniądze, sukces. A w tym czasie ktoś, kto mógł być twoim bratem, niszczył sobie życie złymi decyzjami" - wspominał bez ogródek.
Jednym z najtrudniejszych momentów w historii KISS okazała się trasa z lat 2000-2001, pierwotnie zapowiadana jako pożegnalna. Stanley wrócił do tamtego okresu w podcaście The Magnificent Others, prowadzonym przez Billa Corgana.
"Niektóre wieczory były okropne. Nie było żadnej radości ani poczucia wspólnoty" - przyznał. Jeszcze bardziej dotknęły go recenzje prasowe. "Kiedy czytasz i wiesz, że to prawda, i czujesz się naprawdę nieszczęśliwy, zaczynasz myśleć: może czas dobić konia i zakończyć to wszystko".
Paradoksalnie kilka lat później zespół wrócił na scenę z ogromnym sukcesem podczas trasy End of the Road World Tour, udowadniając, że nawet legendy potrafią się podnieść z kryzysu.



![Twój, Dawid: Nie chcę być wydmuszką na reklamach [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ0S4GYILGKH-C401.webp)





