Najlepsze polskie płyty 2025 roku. "Teksty przeszyły mnie na wskroś"
Polska muzyka żyje i ma się świetnie, co pokazał 2025 rok. W trakcie ostatnich 12 miesięcy ukazało się wiele albumów, w które nasi rodzimi artyści włożyli całe swoje serca. Na rynku pojawiły się eksperymenty niezbyt udane, jak i perełki, których warto słuchać i które wręcz trzeba polecać. Redakcja Interii Muzyka wybrała ulubione pozycje z tego roku - płyty, które swoją muzyką i tekstami potrafiły zaskoczyć i nie dać o sobie zapomnieć przez kolejne miesiące. Oto nasi krążkowi ulubieńcy!

Oliwia Kopcik
Immortal Onion - "Technaturalism"
No świetnie, zadajcie mi jeszcze trudniejsze pytanie. Po co my wymyślamy te "wybierz najlepszą płytę", skoro potem nie wiem, co mam zrobić! No bo tak - Blauka i "Wolta"? EP-ka projektu Spokój? BRK "Barry Black"? EP-ka Cafetraumy? Również EP-ka MUD/O "it's enough to say I tried"? Zuta? Nene Heroine? Trupa Trupa? Loveworms?! Aronoł, jak mawia klasyk.
Postawmy więc na płytę zespołu, który w tym roku również zachwycił mnie koncertowo, czyli Immortal Onion. W tym roku wydali "Technaturalism". Niby zakwalifikowany do jazzu, ale tak naprawdę po usłyszeniu "jazz", płyta Immortal Onion byłaby pewnie jedną z ostatnich, o której byście pomyśleli. Ale oni sami mówią, że chcą robić ciekawe rzeczy i że komplikują swoją muzykę, tak że tak - oto efekt.
Tymoteusz Hołysz
Ciśnienie - (angry noises)
Cztery kawałki, godzina grania - czego chcieć więcej. Gdyby wziąć Swans w swoim najmroczniejszym okresie i zmusić ich do nagrania jazzowej płyty, dostalibyśmy właśnie "(angry noises)". Okładka, tytuł i muzyka (przynajmniej w ocenie większości) wskazują na przeprawę przez całe spektrum negatywnych i ciężkich emocji. Saksofonistka Monia Muc ma na ten temat nieco inne zdanie, o czym opowiedziała podczas naszej niedawnej rozmowy. Niemniej jednak jest to fenomenalna płyta, która na żywo wybrzmiewa jeszcze lepiej, dlatego jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie idźcie tego doświadczyć i przygotujcie się na niezapomniane show.
Alicja Rudnicka
Blauka - "Wolta"
O Blauce pierwszy raz usłyszałam od kolegów z redakcji (dziękuję!), ale przez jakiś czas odkładałam ich "na później". Ich fenomen w końcu dosięgnął moje rodzinne miasto -zagrali koncert w gdańskim Maneżu i uznałam to za znak. Ja nie sięgnęłam po Blaukę, więc Blauka sięgnęła po mnie, śpiewając serenady niemalże pod moim oknem.
Podczas kameralnego koncertu zespół zaprezentował materiał z płyty "Wolta". Teksty przeszyły mnie na wskroś - trafiły do mnie w idealnym momencie mojego życia. Wróciłam do domu z nowym albumem w kolekcji i poczuciem, że właśnie odkryłam coś naprawdę wyjątkowego. Gdyby nie ten przypadkowy koncert, pewnie miałabym problem ze wskazaniem najlepszego polskiego albumu, bo zwykle ciągnie mnie w stronę zagranicznych artystów. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?
Bartłomiej Warowny
Mery Spolsky - "Kocham Polskę"
Moje zestawienie w tym roku trąca wyjątkowo patriotycznym nastawieniem. Trudno tego uniknąć, kiedy Kasia Lins staje się, na wzór Ciechowskiego, "Obywatelką K.L.", a Mery Spolsky opowiada na krążku "Kocham Polskę", co ją wkurza. To właśnie ona zdominowała moją polską playlistę i, choć z pewnością królowała tam "Kosmiczna Dziewczyna" z "Dekalogu Spolsky", nowy projekt Mery też zasługuje na uznanie. Bo to takie Polskie, żeby zostawać przy znanym. A nowe jest przecież pod każdym względem potrzebne.
Niedawno Mery zdecydowała, że nie weźmie udziału w preselekcjach do Eurowizji 2026. Trochę szkoda, bo materiał z płyty aż się o to prosi, ale z drugiej strony bojkot się należy. A o tych bojkotach na albumie "Kocham Polskę" trochę jest. Jedni uważają, że to laurka, drudzy, że hańba dla narodu. I to jest właśnie piękne w Polakach - nigdy nie jest dobrze, Marcin. W istocie Michał FOX Król jak zwykle spisał się pod względem aranżacji i produkcji. Pomógł stworzyć świat szaraków, PRL-u, wojny i "Ruskiego Disko". A "Marysia Kowalska" tylko chodzi i się wkurza.
Michał Boroń
BAiKA - "Czas końca złudzeń"
11 piosenek "o złudzeniach, pożegnaniach ze złudzeniami, trwaniu w złudzeniach" - tak swoje trzecie wydawnictwo pod szyldem BAiKA zapowiadali Piotr Banach i Katarzyna "Kafi" Figaj. Nie będę tu jakoś specjalnie ukrywał, że pierwszy lider grupy Hey był w dużej mierze odpowiedzialny za muzyczne poukładanie mojej głowy na początku burzliwych lat 90. i od tego czasu regularnie staram się śledzić jego poczynania. Z racji PESEL-u "koniec złudzeń" mam już za sobą, więc przemyślenia duetu są mi bliskie.
Największa wada płyty? Że jest tak krótka. Ale może to i dobrze, bo można dzięki temu odkrywać kolejne warstwy pozornie prostych nagrań. "Wiem, że nic nie wiem / to wszystko co mam" - to fragment "Mogło być gorzej". I tego się trzymajmy, żeby nie było gorzej!
Lunatic Soul - "The World Under Unsun"
Osobny akapit poświęcę albumowi, który pasuje do obu naszych kategorii płyty roku - Polska i świat. Polska, bo solowy projekt Lunatic Soul tworzy Mariusz Duda, znany przede wszystkim jako lider warszawskiego Riverside. A świat, bo "The World Under Unsun" to rzecz naprawdę na światowym poziomie, która zdobywa słuchaczy poza naszymi granicami. "Lunatic Soul to miał być taki troszkę metafizyczny projekt, a nie zespół rockowy. Coś między dzianiem się, a niedzianiem się. Coś jak z innego wymiaru" - opowiadał Mariusz Duda.
Okres świąt to dobry moment na zatrzymanie się w codziennym pędzie - 90 minut z podwójnym albumem sprawi, że naprawdę przeniesiecie się do innego wymiaru. A tam czeka na was w sumie osiem płyt Lunatic Soul tworzących Cykl Życia i Śmierci. Jeśli nie znacie - to aż Wam zazdroszczę, że będziecie mieć okazję poznać go po raz pierwszy.
Weronika Figiel
Zuta - "To dopiero początek"
Do polskiej płyty tego roku miałam trzech mocnych kandydatów: "Kocham Polskę" od Mery Spolsky, "To dopiero początek" autorstwa Zuty oraz "Nie chcę być tu sama" Kathii. Trzy artystki, które swoją twórczością przemawiają do mnie jak nikt inny. Jedna - sięgając po polskość i dobrze nam wszystkim znane symbole, druga - pokazując, że spójność nie oznacza nudy, a pomysł na siebie to już połowa sukcesu, trzecia - uderzając swoją muzyką tam, gdzie najbardziej boli, jednocześnie dając nadzieję. Długo próbowałam wybrać tę jedną, której album kojarzył mi się będzie z 2025 r. O zwycięstwie przeważył czas spędzony z krążkiem i odbiór na żywo. Triumfuje Zuta.
"To dopiero początek" to płyta, na którą bardzo się niecierpliwiłam, a co więcej - miałam względem niej ogromne oczekiwania. Wysoko podniesiona poprzeczka zwykle nie jest zbyt dobra, bowiem z łatwością można się zawieść. Na szczęście nie było tak w przypadku Zuty. Muzycznie album ten jest nowoczesnym spojrzeniem wstecz - na lata 80. i 90., w których królowały surowe gitary, ale też syntezatory. Miodem na moje serce są dęciaki i sekcje rytmiczne, dzięki którym płyta wpada w soulowe i jazzowe klimaty. Tekstowo to opowieść o wielkiej miłości, znalezieniu szczęścia w codzienności, ale też refleksja na temat człowieczeństwa, kompleksów oraz bycia kobietą. To przede wszystkim autentyczna historia zakochanych, Zuty i Maksa, którzy za pomocą muzyki stworzyli pamiątkę po jednym z najważniejszych momentów życia - swoim ślubie. Wspomnę jeszcze tylko, że "To dopiero początek" jest debiutem i - jak sam tytuł wskazuje - Zuta dopiero się rozkręca! Z gorącym sercem patrzę więc na następne lata, licząc na to, że w kolejnych podsumowaniach naszej redakcji jeszcze o niej napomknę.
Piotr Witwicki
Pablopavo i ludziki - "Lakuna 2"
Płyta niespodzianka od Pawła Sołtysa. Kontynuacja, która oferuje znacznie więcej niż pierwsza część. Przy okazji najbardziej różnorodna i najbardziej liryczna w dorobku Pablopavo. Odtrutka na otaczający świat. Jeden z tych albumów, na których warto się skupić i których nie powinno się słuchać jako muzyki tła.
Rafał Samborski
Variete - "Sieć Indry"
W chwili osłuchania się z tym albumem byłem już pewien, że najnowszy album zespołu dowodzonego przez Grzegorza Kaźmierczaka wyląduje u mnie na pierwszym miejscu, jeżeli mowa o polskich albumach roku. Całkiem niedawno pozycja ta zaczęła się chwiać, a groził jej Jakub Ziołek wraz z krążkiem "Wynoś się z mojego domu" Starej Rzeki.
Jednak kiedy nowe dzieło Starej Rzeki zaczyna fascynować dopiero po czasie, "Sieć Indry" robi ogromne wrażenie już przy pierwszym przesłuchaniu. Variete oferują bowiem słuchaczowi podróż w niesamowicie eklektyczny muzycznie świat przyprawiony ogromnym szacunkiem do słowa. Nie jest to podróż łatwa - potrafi wywołać trudne uczucia, odwołać się do stanów emocjonalnych niekoniecznie dobrych dla brzuszka i serduszka. "Satelity" i "Taka miłość nie jest dla mnie" to zresztą zdecydowanie moi faworyci na najlepsze lirycznie utwory tego roku, ale przypominają mi wszystko, co złego wydarzyło się w moim życiu.
Jarosław Kowal
Konrad Ciesielski - "Koniec"
Trudno wybrać pomiędzy świetnymi długogrającymi debiutami (Zygmunt Pauker Trio, Feral Atom, Omasta), albumami zespołów, które już wcześniej dały się poznać jako podążające własnymi ścieżkami, ale dzięki nowy materiałom, zawiesiły poprzeczkę jeszcze wyżej (Nene Heroine, Klawo, Niechęć) i nowymi wcieleniami osób kojarzonych z innymi projektami (Alex Freiheit & Aleksandra Słyż, Cześćtet). Ostatecznie postawiłem jednak na album, o którym niewiele można przeczytać w mediach, a szkoda, żeby przemknął kompletnie niezauważony przez szersze grono słuchaczy i słuchaczek.
Perkusista Konrad Ciesielski współtworzył stonerowy Octopussy, artpopowy Tranquilizer i przede wszystkim post-metalowy Blindead. Żaden z tych zespołów już nie funkcjonuje, więc pomysł na nadanie nazwy Koniec kolejnemu przedsięwzięciu wydawał się słuszny. Ostatecznie jednak nazwa została tytułem, a trójmiejski muzyk podpisał się pod nim imieniem i nazwiskiem.
Rockowych odniesień, a tym bardziej metalowych, właściwie tutaj nie ma. Gdyby usilnie szukać gatunkowej etykiety, najbardziej adekwatną wydaje się trip hop, ale z autorskim, dalekim od Bristolu sznytem. Może poza utworem "Miscommunication Land", gdzie dzięki gościnnemu wokalowi Gabrieli Wasilewskiej, skojarzenia z początkowymi albumami Tricky'ego pojawiają się samoistnie. Pozostałe osoby zaproszone do poszczególnych utworów rozciągają jednak tę konwencję na różnorodne sposoby. W "Labyrinthine" Ciesielki wystukuje niemal plemienne, neofolkowe rytmy, do czego idealnie pasuje głos Joanny Gośniowskiej-Budzisz, w "Kamdrze" i "Tagananie" z kolei instrumenty dęte (odpowiednio saksofon Patrycji Tempskiej i trąbka Dawida Lipki) grawitują ku nujazzowym rewirom.
Składników jest wiele, ale zostały uspójnione przez lidera projektu. Obdarzonego rzadkim talentem do wydobywania szerokiej palety emocji ze swojego instrumentu. Perkusja to na ogół rytm, do niej się tańczy, do niej przytupuje, a tym, co dogłębnie porusza i stanowi naturalny nośnik emocji jest przeważnie melodia. Ciesielski nie tyle znalazł sposób na zaburzenie tych ról, co funkcjonuje ponad nimi. Rezultatem jest album wielobarwny, choć od początku do końca utrzymany w stonowanych kolorach, nadających się do namalowania obrazu pełnego melancholii i nostalgii.
Wiktor Fejkiel
Quebonafide - "Północ Południe"
Dobra, powiem to - krążek od Que mnie zachwycił. Czuć w tym artyzm, luz, zabawę muzyką - czy nie o to powinno chodzić w tym wszystkim? Pamiętając, że jakby nie patrzeć, jest to soundtrack, powala mnie jakość poszczególnych numerów - "NORADRENALINA" z Soblem czy "WKRÓTCE" z Okim. Natomiast kolektywnie "Północ Południe" też się broni - cudowne interludia (jak chociażby "ARIA ROZSTROJU" z Jakubem Józefem Orlińskim) czy outro "Północ / Południe". Dawno nie miałem takiego poczucia jedności pomiędzy twórcą a dziełem, and I think it's beautiful.









![Madison Beer "locket": jak przedłożyć wspomnienie nad smutek? [RECENZJA]](https://i.iplsc.com/000M7LV7B4P5KJX2-C401.webp)


