ZAZ "UK & Europe Tour 2026": Radość jako odpowiedź na mrok [RELACJA]
Od czasu swojego debiutu Zaz jest znakiem rozpoznawczym francuskojęzycznej sceny. Natychmiast daje się rozpoznać charakterystycznym głosem, promienną energią i utworami łączącymi francuską chanson, gypsy jazz, rock i world music. Od "Je veux" do "Sain et saufs" śpiewa o wolności, miłości, buncie i czułości z rozbrajającą szczerością. 2 lutego 2026 r. wystąpiła w COS Torwar w Warszawie w ramach światowej trasy promującej najnowszy krążek.

Koncepcja koncertu opierała się na zeszłorocznym albumie "Sains et saufs", dzięki czemu piosenkarka przybliżyła publiczności historię swojego życia. Zaczęła od osobistej "spowiedzi", wykonując wzruszającą piosenkę "Je pardonne". Następnie powitała nas dość imponującym wstępem, bo w całości po polsku!
"Cześć! Minęło sporo czasu. Cieszę się, że was znów widzę. Żyjemy w mrocznych czasach, a moją odpowiedzią na mrok jest moja radość - i to jest coś, nad czym pracuję każdego dnia". Trzeba przyznać, że zazwyczaj euforii dostarcza fanom zwykłe "Cześć, Polsko!" albo "Kocham Was!", tutaj jednak ZAZ postawiła wysoko poprzeczkę. I dobrze, bo potem już tylko poza "Zatańczymy?!" czy "Głośniej!" nie rozumiałem nic. ZAZ większość koncertu mówiła do nas po francusku i mam wrażenie, że mówiła ważne rzeczy, jednak francuski to nie angielski i był tutaj kłopot ze zrozumieniem - myślę, że dla większości.
Rozumiałem za to dokładnie to, co chciała powiedzieć sercem. Jej "duża" energia pochodzi z jej ogromnego serca, które momentami doprowadzało do łez, gdy promowała dobroć i miłość wśród innych. Ma niezaprzeczalną radość życia, którą ukazywała, przebijając się przez oktawy i wyrzucając swoje dźwięki niczym kamienie w niebo. Uwielbiam w jej głosie tę chropowatość z zadyszką, ale też szklistość, kiedy trzeba. To nadaje jej głosowi unikalnego charakteru i sprawia, że jej piosenki brzmią właśnie jak francuskie baśnie.
Przyjemnie było patrzeć, jak wokalistka skakała po scenie, wiła się, czołgała po podłodze. Z czteroosobowym zespołem akompaniującym potrafiła udźwignąć tę energię, wiele utworów bogatych w aranżacje i zaśpiewać bez żadnych przeszkód. To wciąż duże dziecko w przebraniu dorosłego - w pozytywnym znaczeniu. Choć przyznać trzeba, że może już nie dziecko, a nastolatka? Zbuntowana nastolatka? Ostatni materiał, będący kontynuacją poprzedniego albumu "ISA", nie należy do łatwych tematów.
Ta emocjonalność znalazła też odbicie w samej muzyce. Na ostatnim albumie "Sains et saufs", z którego wykonała większość utworów, nastąpiła większa transformacja gatunkowa, więc w obecnej setliście przeplatanej świeżymi utworami można było wyczuć, że o ile wcześniej chansons i jazz były filarami jej muzyki, o tyle na nowym albumie zmierza ona znacznie mocniej w stronę popu i pop-rocka. To może ucieszyć jednych, rozczarować innych. Pierwsza część koncertu była właśnie w jej dawnym stylu, "kawiarenkowa", z czasem jednak zaczęło przybywać odważniejszych chwytów. Po reakcji polskiej publiczności wnioskuję, że najbardziej wyczekiwane były "Si jamais j'oublie" i oczywiście "Je veux".








