Fani rozczarowani po koncercie Guns N' Roses w Warszawie. Opinie są jednogłośne
W sobotni wieczór, 12 lipca, warszawski PGE Narodowy wypełnił się fanami klasycznego rocka, którzy zjawili się tłumnie, by usłyszeć na żywo Guns N’ Roses. Niestety, jak to już bywało w przeszłości, koncertowi towarzyszyły poważne problemy z nagłośnieniem, które rzuciły cień na to muzyczne święto.

Zespół rozpoczął mocnym uderzeniem od "Welcome to the Jungle", wzbudzając entuzjazm publiczności od pierwszych sekund. Axl Rose nie szczędził ciepłych słów dla warszawskiej publiki, określając ją jako "świetną" i chwaląc "pozytywną energię miasta". Publiczność odpłaciła mu gromkimi śpiewami, szczególnie przy takich klasykach jak "Knockin' On Heaven's Door" czy "Sweet Child O' Mine". Pod koniec koncertu zespół został wręcz zasypany transparentami od fanów - jeden z nich głosił: "Mógłbyś być moim ojcem, ale chcę, byś został moim kochankiem".
Występ Guns N' Roses objął zarówno największe przeboje, jak i rzadziej grane utwory, doceniane przez najbardziej oddanych fanów. Na scenie dominowała dobra energia, a członkowie zespołu sprawiali wrażenie, jakby bawili się równie dobrze co publiczność. W szczególności Slash ponownie potwierdził swoją klasę jako gitarowy wirtuoz - jego bluesowe solówki miały momentami wręcz uduchowiony charakter.
Axl w niezłej formie, choć nie bez kontrowersji
Obawy dotyczące kondycji wokalnej Axla Rose'a okazały się częściowo nieuzasadnione. Choć jego głos nie jest już taki jak dawniej, to w Warszawie potrafił zaskoczyć na plus - momentami był energiczny, a niektóre partie wokalne wykonał zaskakująco dobrze.
Warto również zaznaczyć, że na perkusji po raz pierwszy w Polsce zagrał nowy członek zespołu - Isaac Carpenter. Choć debiutował z Gunsami zaledwie kilka miesięcy temu, jego występ był niezwykle pewny i sprawiał wrażenie, jakby grał z zespołem od dekad.
Akustyczny koszmar na PGE Narodowym
Pomimo świetnej setlisty i solidnej formy muzyków, koncert nie obył się bez poważnych problemów technicznych. Nagłośnienie PGE Narodowego ponownie okazało się piętą achillesową tej lokalizacji. Już podczas występu supportu - legendarnej grupy Public Enemy - wszystko wskazywało, że akustyka będzie problemem. Pogłos całkowicie zniekształcił dźwięk.
W przypadku Guns N' Roses było nieco lepiej, ale daleko od ideału. Głos Axla momentami znikał, by innym razem dominować z nienaturalnym pogłosem. W utworach takich jak "Coma", "You Could Be Mine" czy "Paradise City" całe zwrotki były niemal niesłyszalne. Problem dotknął również gitar - raz lepiej słyszalny był Richard Fortus, innym razem Slash, ale zdarzały się momenty, gdy partie gitarowe zlewały się w trudną do zniesienia ścianę dźwięku.
Głos fanów: koncert świetny, dźwięk tragiczny
W mediach społecznościowych nie brakowało głosów krytyki pod adresem akustyki stadionu:
"Zespół w formie, Narodowy jak zwykle. Zastanawiam się, czy jednak lepiej nie wyjść?"- napisał jeden z użytkowników.
Inny komentował: "Nigdy nie byłem na gorszym koncercie pod względem technicznym. Dla samego Guns n' Roses czapki z głów".
Pojawiły się też wpisy w języku angielskim: "This was the worst sounding concert I've ever been to".
Choć niektórzy ironizowali, że akustyczne niedostatki działały na korzyść Axla, maskując jego słabsze momenty wokalne, ogólny odbiór technicznej strony koncertu był zdecydowanie negatywny.
Sobotni koncert Guns N' Roses był pokazem rockowej pasji i dowodem, że zespół nie traci werwy mimo upływu lat. Niestety, znów przypomniał też, że PGE Narodowy nie jest przyjaznym miejscem dla muzyki na żywo. Świetne wykonania, entuzjazm fanów i magia sceny zderzyły się z fatalnym nagłośnieniem, które w oczach (i uszach) wielu uczestników przesłoniły nawet najlepsze momenty tego wieczoru.










