Ania Wyszkoni "30 ANIAversary": Nowy rozdział [RELACJA]
Ania Wyszkoni tym razem w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma uczciła swoje 30-lecie pracy artystycznej. Podczas jubileuszowej trasy "30 ANIAversary" wraca zarówno do piosenek z czasów zespołu Łzy, jak i do solowego materiału. Dobrze było oglądać i słuchać artystkę, która dziś jest osobą spełnioną - świadomą swojej drogi, a jednocześnie wciąż głodną sceny i emocji, które może na niej przekazywać.

Już przed koncertem Ania powiedziała mi w wywiadzie dla Interii (do którego serdecznie odsyłam!), że Roma to dla niej miejsce szczególne. Na żywo te słowa wybrzmiały jeszcze mocniej - od pierwszych dźwięków było czuć nie tylko sentyment, ale i autentyczną więź z publicznością. Trudno przypomnieć mi sobie teraz inny koncert o tak szerokim przekroju odbiorców: młodsi i starsi, melomani i punkowcy, osoby o różnych tożsamościach i doświadczeniach. Wiem, że to też nie przypadek - jak zwykle przy koncertach Ani było pod sceną grono z oficjalnego fanclubu, co jest efektem lat konsekwentnego budowania relacji.
Wieczór został skonstruowany jak muzyczna podróż przez wszystkie etapy kariery artystki. Nie zabrakło archiwalnych materiałów wideo, które wprowadzały kolejne rozdziały jej historii. Początek należał do czasów zespołu Łzy - pierwszy singiel "Aniele mój" z debiutanckiego albumu "Słońce" otworzyło koncert z energią i nostalgią jednocześnie (Ania w bieli wyglądała obłędnie). Chwilę później Roma wyciszyła się przy pięknej "Niebieskiej sukience" z płyty "W związku z samotnością". Nie wszystkie utwory z przeszłości znalazły tu swoje miejsce - zabrakło "Narcyza". I choć Ania oficjalnie skomentowała, że ma uraz do tej piosenki i nie będzie jej wykonywać publicznie, to jej zespół zagrał nam parę pierwszych dźwięków ku irytacji Ani, a uciesze widowni.
Kolejnym przystankiem były "Oczy szeroko zamknięte" z albumu "Nie czekaj na jutro". To właśnie po tym utworze Wyszkoni opowiedziała jedną z najważniejszych historii swojej kariery - o momencie przełomu. W 2009 roku, gdy zespół szukał producenta, na jej drodze pojawił się Bogdan Kondracki. Zamiast kolejnej płyty zespołu zaproponował jej solowy album "Pan i pani". Decyzja, którą podjęła rok później, była ryzykowna - ale nieunikniona. Ania rozpoczęła wtedy karierę na własną rękę i tak właśnie wybrzmiały kolejno m.in. melancholijne "Lampa i sofa", wzruszające "Wiem, że jesteś tam" (z poruszającą wizualizacją artystów, których już z nami nie ma), energetyczne "Biegnij przed siebie". Nie zabrakło też "Nie chcę cię obchodzić" i "Mimochodem" - utworów, które na dobre wpisały się w jej solowy repertuar. Dla mnie zabrakło jeszcze jednego z moich ulubionych, czyli "Zanim to powiem". Jednak w tym wszystkim symboliczny był moment w "Z ciszą pośród czterech ścian" z celowo zmienionym pierwszym wersem: "to NIE moja wina". Było w tym coś więcej niż interpretacja - raczej osobiste rozliczenie i manifest.
Wyjątkowe i zaskakujące było także powitanie gości specjalnych. Na widowni obecni byli Irena Santor oraz Michał Bajor, którzy odegrali znaczące role w życiu Ani. Sala zareagowała natychmiast - długą owacją na stojąco. Wyszkoni zadedykowała im "Zapytaj mnie o to, kochany". Nie zapomniała też o swoich fanach. "Z cegieł i łez" stało się osobistym ukłonem w ich stronę - z ekranem wypełnionym wspólnymi zdjęciami, które przypomniały, że ta relacja działa w obie strony.
Na setliście znalazł się jedyny cover "Szarych miraży" Maanamu - utworu, który Wyszkoni wykonuje od lat, nadając mu własną, bardziej intymną barwę.
Ostatnio słuchałem Ani na żywo może niecałe dwa lata temu, podczas jednego z koncertów telewizyjnych i bardzo się ucieszyłem, gdy teraz usłyszałem w jej głosie nowe kolory, a momentami nawet zaskakujący falset, co u niej właściwie nigdy nie miało miejsca. Koncert udowodnił, że przed Anią jeszcze dużo dobrego i sięganie po nowe horyzonty.



![Loreen: Postanowiłam ból zamienić w siłę [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJWFJTA06UQ4G-C401.webp)




