Reklama

Reklama

Sziget Festival 2022: piąty dzień. Czasem trzeba zwolnić

Bieganie między scenami, żeby poznać jak najwięcej zespołów, ma swój urok. Ale czasem położenie się na trawie, zamknięcie oczu i zasłuchanie w muzykę to też dobry pomysł.

Bieganie między scenami, żeby poznać jak najwięcej zespołów, ma swój urok. Ale czasem położenie się na trawie, zamknięcie oczu i zasłuchanie w muzykę to też dobry pomysł.
Sigrid wystąpiła na głównej scenie Sziget Festival 2022 /Joseph Okpako/WireImage /Getty Images

Zresztą nie tylko ja postanowiłam przyjąć ten tryb, ale trudno się temu dziwić - w końcu to już piąty dzień, a sił kiedyś trzeba nabrać. Nawet pod główną sceną zbierało się trochę mniej osób, choć było czego posłuchać.

Na początek przedstawiciel Holandii - Ronnie Flex. Muzyk dał się poznać szerszej publiczności w 2012 roku dzięki piosence "Soldaatje", nagranej z... raperem Mr. Polska, który urodził się w Polsce, a od dziecka mieszka w Holandii. Później na scenę wyszła pochodząca z Norwegii, 25-letnia Sigrid, którą świat zna z takich przebojów jak "High Five", "Sucker Punch" czy "Don't Kill My Vibe". Bardzo fajnie, że Sigrid mimo wyjścia na największe sceny, nadal zostaje tą samą "dziewczyną z sąsiedztwa", którą była od początku.

Reklama

Przed godziną 19, podobnie jak dzień wcześniej, z głównej sceny przekazano wsparcie dla ofiar wojny w Ukrainie, a następnie przed publicznością pojawiła się Anne-Marie. Popowy klimat przełamali muzycy z australijskiego zespołu Tame Imapala, grającego psychodelicznego rocka.  

Na scenie HAJÓGYÁR Petőfi Stage występy rozpoczęła orkiestra kameralna Kollár-Klemencz, której twórczość, jak opisują muzycy, "pochodzi z głębi lasu". Jeśli masz w planach wychillować przy akustycznej muzyce, to koncert Kollár-Klemencz jest dobrym wyborem. Tam też kilka godzin później zebrała się pokaźna publiczność, by posłuchać utytułowanego, rockowego zespołu o uroczej nazwie Anna and the Barbies.

Na Global Village Stage - prezentujące muzykę neapolitańską Lalala Napoli, założone przez francuskiego (!) akordeonistę i piosenkarza Françoisa Castiello.

Po nich na scenę wyszedł holenderski zespół Amsterdam Klezmer Band. Połączenie muzyki klezmerskiej, bałkańskiej i jidysz z odrobiną jazzu czy nawet hip-hopu rozkręciło pod sceną niezłą imprezę. Zespół przekazał też słowa wsparcia dla Ukrainy, a ich pochodzący z Ukrainy gość zwrócił się do publiczności: "Chciałem powiedzieć, że Węgrzy mają bardzo fotogenicznego premiera. Orbán świetnie wychodzi na zdjęciach z Putinem. Pomyślcie o tym".

Piątego dnia zmęczenie już daje się we znaki, ale nie ma tego złego. Przynajmniej można trochę zwolnić i odkryć festiwal z innej strony.

Oliwia Kopcik, Budapeszt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL