Reklama

Reklama

Sziget Festival 2022: trzeci dzień. Orkiestra robi nam paparara

Główna scena została odczarowana. Mniejsze sceny nadal nie zawodzą. Ogarniam prawie cały teren festiwalu. Kurz dostał się już chyba wszędzie. Mamo, jest mi tu dobrze.

Główna scena została odczarowana. Mniejsze sceny nadal nie zawodzą. Ogarniam prawie cały teren festiwalu. Kurz dostał się już chyba wszędzie. Mamo, jest mi tu dobrze.
Justin Bieber wstąpił na głównej scenie Sziget Festival 2022 /Joseph Okpako/WireImage /Getty Images

Czarną serię anemicznych koncertów na głównej scenie przerwał występujący jako pierwszy Azahriah, znany też jako Paul Street. Karierę zaczynał jako youtuber, za publikowanie muzyki wziął się dopiero w 2019 roku. Po dwóch latach został wybrany na MTV EMA najlepszym węgierskim artystą. 

Niestety lub stety coraz więcej youtuberów wpada na pomysł, żeby na poważnie zająć się muzyką. Azahriah to ten dobry przykład wyjścia z Youtube'a do publiczności. Nie taki jak np. znana na polskim poletku płyta wydana przez grupę, której z przyzwoitości nie chcę pokazywać palcem. Ale nazwa zaczyna się na "eki", a kończy na "pa".

Reklama

Jako drudzy - niemiecka grupa Meute. Dla tych, którzy ich nie znają, opis: "niemiecka orkiestra marszowa składająca się z jedenastu muzyków wykonujących muzykę w stylu techno" może brzmieć trochę abstrakcyjnie, ale naprawdę warto sprawdzić - zdziwicie się, co można wydobyć z tych instrumentów. W trakcie koncertu, jak to orkiestra, nie są zbyt rozmowni, ale fajnie, że nawet takimi małymi symbolami, jak napis "peace" i pacyfka na membranie bębna, czy czapka z napisam "Gay’s okay", pokazują, co im tam w duszy gra.

Później na scenę weszli Les Twins, czyli pochodzący z Francji tancerze, którzy zaczynali na paryskich ulicach. Teraz duet występuje z projektem "przeciwko dyskryminacji". Przedostatni koncert to Stromae, który na Szigecie wystąpił po raz pierwszy w 2014 roku. Sławę przyniósł mu singel "Alors on danse". Nic więc dziwnego, że do tych dźwięków było tańczone nie tylko pod sceną, ale też wszędzie tam, gdzie było słychać, co dzieje się na mainstage'u.

Główną scenę tego dnia zamykał Justin Bieber. Ja wiem, że "haha, Bieber, bejbe, bejbe, ooo", ale to już nie te czasy. "Baby" poszło już w zapomnienie, a na jego miejsce jest kawał niezłego, dojrzałego popu. Dodatkowo, Bieber jeszcze w czerwcu musiał odwoływać koncerty z powodu paraliżu prawej części twarzy. Na tym koncercie po chorobie już nie było śladu.

Pod czerwonym namiotem Freedome występy rozpoczął 19-letni Brytyjczyk Alfie Templeman, wykonujący muzykę z nurtu alternatywnego rocka już od... 9 lat! Tam też poznałam irlandzki The Murder Capital. Dziennikarz "The Guardian" pisał, że Irlandczycy czerpią z muzyki Joy DivisionPixies czy PJ Harvey. Jeśli ktoś lubi klimaty post-punka spod znaku Shame, to The Murder Capital będzie dla niego.

Pierwsze koncerty na scenie HAJÓGYÁR Petőfi Stage zostały zdominowane przez elektronikę. Na start popowa Solére, po niej bardziej chilloutowe Belau. Tę linię przerwał pop-rockowy Zaporozsec. Ci ostatni nie mieli łatwego zadania, bo grali jako konkurencja dla Justina Biebera, ale przed sceną i tak miał kto pomachać rękami.

Spod tego namiotu udało mi się w końcu trafić na ibis x ALL Europe Stage, akurat na koncert fińskiego, rockowego The Holy. Czy koncert zakończony zeskoczeniem z gitarą do publiczności, rozmontowaniem perkusji i rzuceniem talerzem o podłogę może być zły? No właśnie.

W innej części festiwalu stoją dropYard powered by BOLT i Music Box presented by Marie Claire. Bolt postawił na hip-hop. Na tej scenie jeszcze przed koncertami odbywają się bitwy taneczne i pokazy jazdy na BMX-ach. Tam też wystąpili tego dnia m.in. YNC - GFU, GSON (z Korei Południowej!) oraz Arnar Freyr Frostason i Helgi Sæmundur Guðmundsson, czyli islandzki duet Úlfur Úlfur. Úlfur Úlfur tworzą wyłącznie po islandzku, ale ich "Brennum Allt" dawno wyszło poza granice małej wyspy.

Na deskach Music Box trafiłam na dwa zupełnie odmienne koncerty. Pierwszy to Jazzbois - trio łączące jazz i hip-hop. Coś w sam raz, żeby położyć się na trawie, zamknąć oczy i pozwolić sobie odpłynąć. Warto sprawdzić np. ich debiut "Jazzbois Goes Blunt", ale jeszcze bardziej warto wybrać się na koncert, kiedy tylko nadarzy się okazja. Drugi występ z bardzo dużą dawką energii zaserwował pochodzący z Francji Will Barber. Zaczynał w zespołach grających kalifornijski punk i metal, co teraz doskonale słychać w jego solo actach.

Mało było czasu, by zahaczyć o Global Village, choć i tak zobaczyłam tam kawałek występu grupy z Senegalu. A dziś, 13 sierpnia, właśnie na tej scenie pojawią się też polskie kapele - Bubliczki i Vołosi

Oliwia Kopcik, Budapeszt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL