Reklama

Vesna Leszczyńska i "Mental": Wszyscy jedziemy na tym samym wózku [WYWIAD]

Vesna Leszczyńska z Alicją Borkowską /Kamil Piklikiewicz/Dzień Dobry TVN /East News

Piosenkę przewodnią do nowego serialu Polsatu "Mental" nagrała 18-letnia Vesna Leszczyńska, córka zmarłego dziennikarza Roberta Leszczyńskiego i śpiewającej aktorki Alicji Borkowskiej. "Widziałam dużo rzeczy mrożących krew w żyłach. Widziałam, jak bardzo brakowało personelu i miejsc dla potrzebujących, których trzeba było odsyłać do domu" - opowiada w rozmowie z Interią.

Mental dzieci i młodzieży bez tabu. Startuje akcja Interii #niechzobaczą#niechusłyszą, która wspiera dzieci i młodzież z problemami psychicznymi, a także popularyzuje telefony zaufania dla młodych Polaków.

Akcja Interii została uruchomiona w związku z premierą serialu "Mental" na platformie Polsat Box Go. Nowatorska produkcja Telewizji Polsat to słodko-gorzki obraz przedstawiający losy czworga młodych bohaterów, których drogi skrzyżowały się w zakładzie psychiatrycznym. "Mental" w przystępny dla widza sposób porusza ważne społecznie tematy takie, jak: depresja, uzależnienia, lęki i zaburzenia odżywiania. W obsadzie serialu znajdują się Janusz Chabior, Michał Czernecki oraz obiecujący, młodzi aktorzy: Sandra Drzymalska, Martyna Byczkowska, Mateusz Górski i Kacper Olszewski.

Reklama

Piosenkę przewodnią nagrała 18-letnia Vesna Leszczyńska, córka zmarłego dziennikarza Roberta Leszczyńskiego i śpiewającej aktorki Alicji Borkowskiej. Ojciec Vesny - popularny juror "Idola" pokazywanego w Polsacie - zmarł 1 kwietnia 2015 r. w wieku 48 lat. Jego ciało znaleziono w domu. Przyczyną śmierci były zaburzenia metaboliczne w przebiegu cukrzycy. W organizmie Leszczyńskiego nie stwierdzono obecności żadnych narkotyków ani alkoholu.

"To jest moje największe marzenie, żeby zostać aktorką. Zaczęłam bardzo dużo nad sobą pracować w tym zakresie. Otaczałam się wieloma bardzo inspirującymi ludźmi - wśród nich byli malarze, ludzie teatru, aktorzy, dziennikarze i wsiąknęłam bardzo głęboko w to" - mówiła Vesna w "Dzień Dobry TVN".

"Wokal i teatr zajmują najwięcej miejsca w moim sercu i myślę, że tak już będzie na zawsze" - dodała. Nastolatka zajmuje się również śpiewem i grą na skrzypcach. 

Obecnie występuje na scenie Studia Buffo. W musicalu "Metro" pojawiła się razem z mamą Alicją Borkowską. Piosenkarka opowiedziała, jak jej córka dostała angaż u Janusza Józefowicza.

"Ja wchodzę do teatru, a tu wychodzi Józek. Mówi do mnie: 'A to twoja córka. To dlaczego ona jeszcze do mnie nie przyszła? Co to jest?'" - zdradziła.

"Robiłam wszystko, żeby ona tego nie robiła. To jest kompletny brak stabilności. I jak sobie pomyślisz, że twoje dziecko ma mieć takie samo życie, wiesz, ile cię to kosztuje nerwów, zdrowia, wszystkiego, to myślisz sobie: Nie, tylko nie to" - dodała. Sama Vesna stwierdziła, że taka droga była jej pisana. "To było mi trochę przeznaczone. Jeśli mama była, to ja też będę" - komentowała.

Kasia Gawęska, Interia: Zacznijmy od serialu "Mental", do którego nagrałaś piosenkę. Co to za utwór?

Vesna Leszczyńska: - To jest projekt pokroju muzyki, która od jakiegoś czasu bardzo mnie kręci, czyli post punk z elementami muzyki psychodelicznej oraz elektroniki. Trzech wykonawców, którzy popchnęli mnie w tym kierunku to Depeche Mode, Molchat Doma i Nagrobki.

Dlaczego uznałaś, że to dobry pomysł nagrać utwór do tego serialu?

- Dlatego, że to serial poruszający prawdziwe problemy, echa naszego społeczeństwa. Swoją drogą, uważam, że jest zrobiony genialnie pod względem technicznym. "Mental" nie spłyca tematyki, której dotyczy, pokazuje realne problemy, które dotykają zapewne ponad połowę młodych ludzi, czyli wykluczenie, brak sensu życia, nihilizm, myśli samobójcze. To wszechobecne kwestie. Udawanie, że nie istnieją, nie sprawi, że znikną. Cieszę się, że mogłam być częścią projektu, który ma za zadanie pokazać, że zaburzenia psychiczne są obecne w naszym społeczeństwie.

Więcej na temat serialu "Mental" w serwisie Świat Seriali!

Ciekawi mnie też ta druga strona - czy wiesz albo domyślasz się, dlaczego to ty zostałaś zaproszona do tego nagrania?

- Nie mam najmniejszego pojęcia, niemniej jednak bardzo się cieszę z tej szansy i oczywiście dam z siebie wszystko. Mam nadzieję, że rezultaty spodobają się zarówno twórcom serialu, jak i widzom.

Oczywiście domyślam się, że twoi rodzice zawsze byli dla ciebie inspiracją i wsparciem, ale podoba mi się to, że do świata show-biznesu weszłaś samodzielnie, że twoja kariera nie rozwinęła się z dnia na dzień ze względu na twoje nazwisko. Zawsze byłaś taka niezależna, kreowanie własnej kariery jest dla ciebie istotne?

- Oczywiście, że weszłam do niego całkiem samodzielnie, natomiast zawsze miałam łatkę dziecka moich rodziców. Nieraz było to dla mnie koszmarem, bo zawsze było mi to wypominane w jakichś złych sytuacjach, natomiast jest to rzecz, która z pewnością mnie nie definiuje, ponieważ nie wybieramy sobie rodziców. Mam to szczęście, że moja mama jest bardzo wspierającą osobą, a tata był supergościem. Ale samo funkcjonowanie w świecie show-biznesu nie jest dla mnie żadną wartością, a tym bardziej nie powinno być dla nikogo wyznacznikiem, czy coś jest dobre, czy złe, czy ktoś odniósł sukces, czy nie.

Oczywiście dążenie do ustanowionych sobie celów jest dla mnie cholernie ważne. Na dzień dzisiejszy poświęcam się jednak dość przyziemnym sprawom. Obecnie chciałabym zdać maturę i obrać jakiś kierunek w moim dorosłym już życiu. W przeszłości, kiedy miałam około 12 lat, na płaszczyźnie kontaktów międzyludzkich często frustrowało mnie to, że w wielu miejscach można było przeczytać coś o moich rodzicach i było mi to wypominane przez rówieśników. Jestem oczywiście bardzo szczęśliwa i wdzięczna moim rodzicom za tak dobry start i za takie możliwości, ale mocno cenię sobie moje prywatne, własne, proste życie, w którym mogę się uczyć, chodzić do pracy, spotykać się przy piwie ze znajomymi. Myślę, że to właśnie te drobne rzeczy powinny być w życiu najważniejsze, niekoniecznie kariera.

Mimo wszystko geny chyba odegrały tu swoją rolę. Opowiesz mi o tym, jaki wpływ twoi rodzice mieli na ciebie jako na artystkę? Zarazili cię miłością do konkretnych artystów, gatunków muzycznych, form sztuki, instrumentów?

- Jest to dość ciekawe, ponieważ w głośnikach w samochodzie mojej mamy zawsze rozbrzmiewała Ella Fitzgerald, a tata często puszczał mi Nirvanę. Miałam okazję dotknąć dwóch kompletnie różnych gatunków muzyki, które się ze sobą nie łączą. Oczywiście za dzieciaka trochę się buntowałam, więc słuchałam zupełnie innej muzyki niż rodzice, głównie elektroniki. Natomiast dzisiaj na pewno doceniam to, co wtłaczali mi do głowy.

Gdyby nie oni, myślisz, że dzisiaj też chciałabyś tworzyć?

- Myślę, że tak. Obracam się w bardzo twórczym towarzystwie, gdzie jest to dla nas naturalne. Dotarłam do tego, podążając własnymi ścieżkami, jestem taka, jaka jestem, dzięki sobie. Właściwie wszyscy powinni tworzyć, bo kreatywne działania dają wyraz naszym uczuciom i wewnętrznym demonom. To niezwykle terapeutyczne zajęcie. W twórczości nie ma czegoś takiego, jak jakieś uprzywilejowanie, bycie czyjąś córką - nic takiego nie wchodzi w grę. Sztuka nie ma rasy, płci, klasy społecznej. Jeśli ktoś twierdzi tudzież robi inaczej, to chyba nie do końca wie, czym jest sztuka. Równocześnie nie kupuję sobie jakichkolwiek praw do wypowiadania się o sztuce, gdyż nie mam takich kompetencji, ale też nie o kompetencje chodzi, tylko o to jak my, zwykli ludzie, odbieramy to zjawisko.

Dlaczego show-biznes nie jest w kręgu twoich zainteresowań?

- Jest sygnałem zepsucia naszego społeczeństwa. Choć można by pomyśleć, że partycypuję w show-biznesie, udzielając teraz tego wywiadu, to po prostu cieszę się, że mogę się wypowiedzieć w ważnym temacie, o którym wciąż za mało rozmawiamy - chodzi mi o zdrowie psychiczne. A sam show-biznes jest przede wszystkim niezwykle płytki, krzywdzący, jadowity, zepsuty do szpiku kości i niesprawiedliwy, więc na pewno nie będę dążyła do tego, żeby być jego częścią.

Czy praca przy piosence do "Mental" to dla ciebie jakiś nowy początek? Chodzi mi o tworzenie i wykonywanie twojej własnej muzyki. Chciałabyś wydać swoją płytę?

- To zlecenie zmusiło mnie do ogarnięcia różnych programów do tworzenia muzyki. Jestem beznadziejna, jeśli chodzi o sprawy komputerowe, więc jestem z siebie dumna, że na jakimś tam poziomie udało mi się to zrobić i najprawdopodobniej będę cisnąć temat i jak najbardziej wykorzystywać swoje umiejętności. Chciałabym się oczywiście dorobić własnej płyty, ale na to jest jeszcze czas.

"Mental" to serial o problemach ze zdrowiem psychicznych nastolatków. Jako osoba, dla której ta kwestia jest niezwykle ważna, zaczęłam się ostatnio zastanawiać, czy pokazywanie zaburzeń psychicznych w "lekki" sposób, chociażby za pośrednictwem seriali, naprawdę jest tak dobry, jak mi się zawsze wydawało. Z jednej strony świetnie, że o tym mówimy, że oswajamy te tematy, pokazujemy, że ludzie sięgający po pomoc nie są "gorsi" i "dziwni", z drugiej strony mam wrażenie, że wiele osób uznaje, że np. gorszy humor to depresja i wcale nie jest tak strasznie. A to przecież poważne choroby. Trochę doprowadzamy do sytuacji, w której nie dostrzegamy, jak ogromną walkę toczą każdego dnia ludzie wokół nas. Co ty o tym myślisz?

- Oczywiście zjawisko bagatelizowania zaburzeń psychicznych i ich objawów jest denerwujące i nieraz prowadzi mnie do frustracji. Ciężko jest wytłumaczyć drugiej osobie na czym polega depresja i dlaczego właściwie nie możesz wstać z łóżka i pójść pod prysznic. Chyba nawet niekoniecznie chodzi tutaj o wchodzenie społeczeństwa w nasze buty, w buty osób, które zmagają się z różnymi zaburzeniami psychicznymi. Ja na przykład nie mam pojęcia, jak mogą czuć się schizofrenicy i pewnie nie będę tego wiedziała, ale wiem, że jest to choroba realnie nieprzyjemna i bardzo trudna, która pochłania ogromną ilość ofiar.

Trzeba umieć zrozumieć, że dla niektórych ludzi pewne czynności są poza zasięgiem, że są nie do przeskoczenia i nie do zrobienia, nawet jeśli są uznawane za prozaiczne. Często pojawia się również problem romantyzowania zaburzeń psychicznych tudzież uzależnień. Wystarczy obejrzeć chociażby serialową realizację "My, dzieci z dworca ZOO". Nie trzeba jakoś bardzo znać się na psychologii, żeby widzieć gołym okiem, że uzależnienie wcale tak nie wygląda. Rzeczywistość jest o wiele gorsza. Telewizja ma taką manierę spłycania najrozmaitszych rzeczy i pokazywania ich w nie tak złym świetle, jak faktycznie wyglądają. Gdyby ludzie naprawdę zobaczyli to, co się z nami dzieje, nie chcieliby tego oglądać. Dlatego jestem tak podekscytowana udziałem w "Mental", serialu, który odsłania przemilczane aspekty zaburzeń psychicznych.

Przeżyłaś w bardzo młodym wieku tragedię, śmierć kluczowej postaci w twoim życiu. Co ci pomogło w tym trudnym procesie?

- Rzeczą, która z pewnością dała mi siłę wtedy, kiedy miałam zaledwie 11 lat, była ludzka potrzeba życia dla innych, życia mimo wszystko. Nie jestem w stanie przywołać w moich myślach całego procesu żałoby i godzenia się z tym, co się wydarzyło, ale myślę, że ten przymus dalszego funkcjonowania i dostosowywania się do tego, co się dzieje w życiu, jest kluczowy. Myślę, że coś, co czyni moje życie dużo bardziej wartościowym i lepszym, jest skupianie się na samorealizacji, a nie na dobrach materialnych.

Nie znam oczywiście jednego dobrego przepisu na poradzenie sobie ze stratą ukochanej osoby, bo nie przeszłam jeszcze całego procesu terapeutycznego związanego z tym traumatycznym wydarzeniem i myślę, że przede mną jeszcze długa droga. Kluczem do tego, żeby poradzić sobie ze swoimi traumami są na pewno rozmowy, podjęcie psychoterapii i pomoc psychologiczna. Tak jak niektórym pomaga na przykład wiara, mnie pomaga też doświadczanie przyjemnych rzeczy, takich jak smaczne jedzenie czy kupienie sobie jakiejś dobrej kasety.

Załóżmy, że jako nastolatka potrzebujesz teraz specjalistycznej pomocy. Gdzie się udajesz? Co robisz? Istnieją instytucje, do których masz zaufanie? Czy rzeczywiście mamy w Polsce kryzys psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej?

- Pierwszą instytucją, która przyszła mi do głowy, jest numer telefonu zaufania 116 111 dla dzieci i młodzieży, z którego również korzystałam w sytuacjach kryzysowych, będąc sama w domu, nie wiedząc, co mam ze sobą zrobić. Można tam sobie na spokojnie porozmawiać ze specjalistami, którzy właściwie cię nakierują. Powiedzą, co masz zrobić w danej sytuacji i odpowiedzą na wszystkie twoje pytania. Na fali tego, co się teraz dzieje, bardzo zachęcam do wspierania telefonu zaufania. To organizacja, która nie zawsze wiąże koniec z końcem, a jest bardzo potrzebna. Cieszę się, że mimo wszystko udało się ją uratować. Wiadomo, że dostanie się na psychoterapię na NFZ "na już" graniczy z cudem, a nie wszyscy mają na to pieniądze.

Jednym z pierwszych moich ruchów było udanie się na oddział dzienny szpitala psychiatrycznego, i tak, bez dwóch zdań mamy ogromny kryzys psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej, a właściwie psychiatrii ogólnie. Widziałam dużo rzeczy mrożących krew w żyłach. Widziałam, jak bardzo brakowało personelu i miejsc dla potrzebujących, których trzeba było odsyłać do domu. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że psychiatria w naszym kraju leży. To, co mogę polecić, to szukanie psychoterapii - jeśli nie prywatnie, to na NFZ - dzwonienie po różnych miejscach, umawianie się na pierwsze wolne terminy, a w międzyczasie właśnie korzystanie z telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży. Został on stworzony z myślą o nas, więc mamy prawo z niego korzystać.

Gdybyś popatrzyła na siebie i twoich rówieśników, czego najbardziej wam brakuje oprócz pomocy profesjonalistów? Co jako ludzie, osobne jednostki, moglibyśmy wam zapewnić? Większą empatię, wiedzę, akceptację? Jakie są wasze największe problemy?

- Myślę, że największym triggerem, który zaognia tudzież powoduje nasze problemy jest to, że jesteśmy po prostu w dobie izolacji z powodu pandemii. Nikt nie ma na to wpływu, ale coś, czego nigdy nie będzie za dużo, to uświadamianie ludzi. To jest coś, co można po prostu zrobić jako jednostka, oddolnie, od siebie dla innych. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, ponieważ każdy ma jakieś niezażegnane problemy, które go bolą, a rzeczą, której społeczeństwo od zawsze potrzebuje najbardziej, jest po prostu solidarność. I mam tutaj na myśli tak prozaiczne rzeczy jak na przykład słuchanie siebie nawzajem, upewnianie się, czy wszystko jest w porządku, jak również komunikowanie drugiej osobie swoich potrzeb.

Nie zastąpimy sobie nawzajem terapeutów, ale kluczowe jest mówienie o tym, co nas gryzie i bycie dobrym słuchaczem. Chodzi mi też trochę o takie aspekty jak dzielenie się z ludźmi rzeczami, których na przykład mamy w nadmiarze, ponieważ co człowiek, to inna sytuacja ekonomiczna. Mamy tendencję do oceniania innych ludzi. Jeśli widzę, że komuś się nie powodzi i prosi mnie o pomoc, chociażby o pieniądze na jedzenie, to mu je daję - jeśli tylko mam. Sama mogę znaleźć się kiedyś w takim momencie życia - wszyscy możemy. W skrócie chodzi mi o zmniejszenie swojego egoizmu i patrzenie szeroko na ludzi wokół nas. I na to jacy oni są. I co ja mogę do ich życia wnieść dobrego od siebie. Ale każdemu z nas należy się polepszenie stanu pomocy psychologicznej, czyli większa dostępność terapii, stopniowe ulepszanie placówek szpitali psychiatrycznych. To jest szalenie ważne. Są to ośrodki, bez których nasze społeczeństwo po prostu sobie nie poradzi. To studnia bez dna i potrzebuje ciągłego ładowania ogromu kapitału.

Na koniec nawiążę tutaj do wszystkich tematów, które poruszyłyśmy powyżej. Co musi się zmienić, żeby było lepiej? Czy sztuka, w Twoim przypadku muzyka, MUSI coś zmieniać (bo to przecież duża presja dla artystów - niektórzy po prostu chcą śpiewać o tym, że np. kogoś pokochali, a wydaje mi się, że ludziom często to już nie wystarcza) i czy naprawdę MOŻE coś zmieniać?

- Sztuka zawsze powinna być jakąś formą wyrazu niezadowolenia oraz buntu społecznego. Muzyka jak najbardziej powinna być społeczna. Oczywiście, że można śpiewać o miłości. Miłość jest wszechobecna, ale ja za bardzo wartościowych zawsze uważałam artystów, którzy jednak byli dość zaangażowani społecznie, którzy walczyli z biedą, z bezdomnością, z wyzyskiem i tak dalej. Robię to, co robię, żeby wyrazić mój bunt przeciwko temu, jak wygląda dzisiejszy system opieki psychologicznej dla dzieci i dorosłych i chcę mieć wokół siebie ludzi, którzy również wkładają w swoją sztukę cząstkę siebie i działają.

Nie uznaję tworzenia sztuki dla sztuki, więc według mnie jak najbardziej powinna czemuś służyć, być symbolem niezadowolenia czy buntu, na przykład wobec rządzących. Ci, którzy mieli okazję usłyszeć parę moich utworów czy zobaczyć moje obrazy mogliby pomyśleć, że to, co robię, jest nacechowane histerycznie. Nie robią tego, bo mnie znają i wiedzą, że realnie angażuję się w różne sprawy. Wiedzą, że moja twórczość nie ma służyć ludziom, którzy zarabiają na nas pieniądze, tylko ludziom pokrzywdzonym i wykluczonym, którzy mogą usłyszeć w tym swój głos, swój krzyk o pomoc.

Standardowe ostatnie pytanie: gdzie w najbliższej przyszłości zobaczymy/usłyszymy Vesnę Leszczyńską?

- Mam nadzieję, że jeśli będzie można gdzieś mnie zobaczyć, to będę szczęśliwa. O to teraz walczę. A wybiegając bardziej w przyszłość, myślę, że na jakiejś fajnej undergroundowej scenie z moją własną twórczością, w której się realizuję. Nie dla pieniędzy, tylko dla siebie i dla zabawy. Mam nadzieję, że będzie mi kiedyś dane i będę miała zaszczyt wnieść coś na scenę niezależną, scenę, która łączy ludzi wolnych od uprzedzeń. Głównie chodzi mi o scenę, która jest dla samej muzyki i łączenia ludzi, przyciągania rozmaitych subkultur, oraz ludzi, którzy po prostu lubią. A moim największym marzeniem jest po prostu bycie szczęśliwą i spełnioną.

Więcej o akcji przeczytacie na stronie Mental.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy