Reklama

Krzysztof Cugowski: Jakaś normalność być musi [WYWIAD]

Trudne chwile dla całej branży muzycznej są oczywiście pokłosiem szalejącej po świecie pandemii koronawirusa. Niektórzy z artystów zdecydowali się przełożyć premiery swoich płyt na lepsze czasy, przy czym nie za bardzo niestety wiadomo, kiedy one nastąpią. Inni nie zmienili planów i działają w utrudnionych realiach. O tym, jak wygląda rynek muzyczny teraz i jak może wyglądać w najbliższej przyszłości, z Krzysztofem Cugowskim, który wraz z Zespołem Mistrzów wydał ostatnio płytę "50/70" rozmawiał Adam Drygalski.

Krzysztof Cugowski kończy 70 lat

Krzysztof Cugowski (sprawdź!) w tym roku obchodzi podwójny jubileusz - 70. urodziny (30 maja) i 50-lecie swojej pracy artystycznej.

Reklama

Na podwójny album "50/70" składa się 14 utworów w nowych aranżacjach (pierwsza płyta) oraz zapis koncertu Krzysztofa Cugowskiego z Zespołem Mistrzów, który odbył się w 2018 roku w Radiu Lublin.

Grupę tworzą doświadczeni muzycy: gitarzysta Jacek Królik (m.in. eks-Brathanki, Grzegorz Turnau, Justyna Steczkowska, Chłopcy z Placu Broni), ceniony kontrabasista jazzowy Robert Kubiszyn, grający na klawiszach Tomasz Kałwak (m.in. Bracia, Dorota Miśkiewicz) i perkusista Cezary Konrad (m.in. Ana Maria Jopek, Grzegorz Turnau, Włodek Pawlik Trio).

Cugowski nagrywał również z zespołami SpisekCross, ma również w dorobku albumy solowe (ostatni jak dotąd to "Przebudzenie" z 2015 roku) oraz płytę "Zaklęty krąg" (sprawdź!), nagraną wspólnie z synami: Piotrem i Wojciechem, liderami grupy Bracia. Zespół Cugowscy zostawił także po sobie płytę koncertową "Ostatni raz".

Adam Drygalski, Interia: Niektórzy liczą po cichu, że może uda się zorganizować jakieś koncerty, nawet z ograniczeniami pod względem liczebności. Pan też?

Krzysztof Cugowski: - To jest jak wróżenie z fusów. Daj Boże, żeby można było grać, ale tego nikt nie wie.

To co pan teraz robi? Nawet wyborów prezydenckich nie było w pierwszym terminie, w ramach - nazwijmy to - dodatkowych atrakcji.

- Przeważnie siedzę w domu, ale czasem ruszę się gdzieś autem, żeby po prostu zobaczyć ludzi. To na pewno dobry moment na to, aby zrobić pewne rzeczy, na które nigdy nie było czasu, albo nie chciało się ich zrobić. Trzeba mieć cierpliwość i czekać na powrót do normalności. Taka normalność, do której jesteśmy przyzwyczajeni, pewnie jeszcze długo nie wróci, ale... jakaś normalność być musi.

Ale już teraz wiadomo, że branża rozrywkowa, uściślijmy muzyczna, poniesie olbrzymie straty.

- Niestety tak będzie i nikt nas chyba w tej sytuacji nie wspomoże. W PRL-u bycie muzykiem nie było postrzegane, jako zawód. Nie mieliśmy słynnych pieczątek w dowodzie. Być może to nastawienie przetrwało nawet zmiany pokoleniowe. Nie mam złudzeń, że jeśli sytuacja nie wróci do normy, to konsekwencje dla przemysłu muzycznego okażą się tragiczne.

Starsi wykonawcy będą w stanie przetrwać bez koncertu może i rok, i dwa, ale dla tych na dorobku nadeszły bardzo ciężkie czasy. Wiadomo, że na płytach zarabia się niewiele, ich nakłady są coraz bardziej symboliczne. Niekiedy za sukces uznaje się "wyzerowanie" płyty. Albumy nagrywa się po to, żeby przypomnieć ludziom o swoim istnieniu i żeby w ten sposób zachęcić ludzi do przyjścia na koncert. Natomiast w obecnej sytuacji mamy błędne koło, bo przecież koncertować nie ma jak.

I właśnie w tak trudnych czasach niedawno ukazała się płyta "50/70".

- Obie płyty, które znalazły się w tym wydawnictwie, są moim subiektywnym wyborem, bo oprócz tego, że jestem muzykiem to jestem też słuchaczem i kolekcjonuję krążki od ponad pięćdziesięciu lat. Wybrałem więc te kompozycje z ponad czterystu, jakie nagrałem w życiu, które najlepiej mi leżą. To odpowiedź na pojawiające się, co jakiś czas pytanie: A czemu to a tamto nie?

Płytę rozpoczyna "Blues George'a Maxwella".

- I teraz wreszcie nagrałem go potrafiąc śpiewać. Jeśli ktoś zada sobie trochę trudu, to znajdzie w internecie moje pierwsze podejście do tego kawałka. Co tu dużo mówić, teraz to powoduje u mnie salwy śmiechu, ale od czegoś trzeba było zacząć. Powiedziałem sobie, że tym razem muszę to zrobić na serio. Było śmiesznie, będzie poważnie. I szczerze, jako słuchaczowi, po przesłuchaniu tej płyty wiele razy, ten utwór najbardziej mi się podoba.

A wymieni pan tytuły utworów Budki Suflera, których pan wybitnie nie znosi?

- Chcąc być w porządku, nie mogę tego zrobić, ale oczywiście są takie, których słucham i nie działają na mnie w jakiś szczególny sposób. Być może nawet trochę mnie irytują. Ale to naturalna kolej rzeczy. Każdy wykonawca nagrywając ma najlepsze intencje pod słońcem, a w efekcie różnie to wychodzi. Nie raz z kapitalnie zapowiadających się produkcji, efekt jest mizerny i odwrotnie. Na szczęście nagrywanie muzyki to nie jest produkcja śrubek, gdzie na samym końcu nie ma żadnego zaskoczenia.

Który czas był najlepszy do tworzenia muzyki? PRL, którego wiele osób już nie pamięta? A może lata dziewięćdziesiąte, gdzie kwitło piractwo fonograficzne?

- Płyta "Nic nie boli, tak jak życie" w oficjalnym obiegu rozeszła w milionowym nakładzie a na Stadionie Dziesięciolecia poszło jej według różnych szacunków około pięciuset tysięcy. Cóż można było zrobić? Podobnie jest z przejściem muzyki do internetu i schyłkiem sprzedaży płyt kompaktowych. Nie ma się, co oszukiwać, to jest ogromny przewrót na rynku muzycznym, wytwórnie płytowe w swojej tradycyjnej formie powoli tracą rację bytu, wszystko przenosi się do internetu.

Spójrzmy na liczby. W latach 90., aby dorobić się złotej płyty, trzeba było sprzedać sto tysięcy kopii. Teraz - piętnaście tysięcy. Nagrywanie płyt teraz to jest, jakby na to nie spojrzeć, działalność hobbystyczna. Tak jak już wspomniałem, wysyłamy w ten sposób komunikat słuchaczowi, że żyjemy i coś robimy. Nic poza tym.

A PRL? To była zupełnie inna zabawa. Jeśli przypomnę sobie stawki za koncert, to mogłem wtedy sobie za jeden występ kupić bodajże... cztery butelki wódki. Gaże dla artystów ustalało w sobie tylko wiadomy sposób Ministerstwo Kultury. Powiedzieć teraz, która z tych dekad była najlepsza, a która najgorsza, w sumie się nie da. Każda była tak diametralnie inna, że nawet ciężko je do siebie porównać.

To na koniec o tym, nie co było, ale co będzie. Kroi się jakiś solowy album, albo płyta z Zespołem Mistrzów, ale z nowym materiałem?

- Czasy teraz nie sprzyjają nowym wydawnictwom, ale nie jest powiedziane, że jesienią nie spróbujemy czegoś nagrać. W każdym razie jesteśmy na to przygotowani. Nie będzie to raczej od razu cała płyta. Może jeden, dwa nowe utwory? W każdym razie jest w planach niespodzianka dla słuchaczy.

Oto szczegóły płyty "50/70. Moje najważniejsze":

1. "Blues George'a Maxwella"
2. "Twoja łza"
3. "Głodny"
4. "Demony Wojny"
5. "Nowa wieża Babel"
6. "Woskowe dusze"
7. "Zostać w tobie"
8. "Przebudzenie"
9. "Wielki kpiarz"
10. "I tylko gwiazda - blask jej znikomy"
11. "Wino, śpiew i łzy"
12. "Fraszka dla Staszka"
13. "Zamiast kołysanki"
14. "Lubię ten stary obraz"

"50/70. The best of - live":

1. "Intro"
2. "Sen o dolinie"
3. "Geniusz blues"
4. "Noc nad Norwidem"
5. "Twoje radio"
6. "Cisza jak ta"
7. "Ratujmy co się da"
8. "Kluski postraszone oranżadą"
9. "Pieśń niepokorna"
10. "Młode lwy"
11. "Memu miastu na do widzenia"
12. "Jest taki samotny dom"
13. "Cień wielkiej góry"
14. "Krzysztof Cugowski dziękuje".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Cugowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama