Reklama

Reklama

"Krach gospodarczy mnie ucieszył"

- Naprawdę dobrze się bawiłem dnia, kiedy Wall Street i londyńskie City padło. Przyjemnie było oglądać tych pie***onych finansowych cwaniaków, którym wydawało się, że pozjadali wszystkie rozumy - niepokorny jak zwykle Justin Sullivan z New Model Army ma swoją teorię na temat kryzysu gospodarczego. Artysta przekonuje jednak, że po bessie przyjdzie hossa, bo takie są prawa kapitalizmu. Recesja to jeden z tematów przewodnich najnowszej płyty New Model Army (premiera 14 września) zatytułowanej "Today Is A Good Day", o której z Justinem Sullivanem rozmawiał Artur Wróblewski.

Album "Today Is A Good Day" zaczyna się wiadomościami na temat kryzysu gospodarczego. W jaki sposób recesja wpłynie na muzykę?

Wszyscy będziemy mieli mniej pieniędzy (śmiech)! Szczerze mówiąc nie wiem, co będzie dalej. To ciekawe pytanie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Ktoś powiedział, że show biznes muzyczny jest w kryzysie. Ale przecież rynek muzyczny jest w kryzysie od dłuższego czasu! Czyli mamy kryzys w kryzysie. Ludziom, którzy tworzą muzykę, by na niej zarobić, będzie trudniej. Jednak muzyka sobie poradzi. Dlatego za bardzo nie zaprzątam sobie tym głowy. Oczywiście, że trudniej teraz zarobić jako muzyk. Wszyscy przecież ściągają muzykę z internetu. Dodatkowo, z powodu kryzysu, mniej osób będzie przychodzić na koncerty. To oznacza, że kupią mniej koszulek. I tak dalej (śmiech). Cóż zrobić? Co się stało to się nie odstanie.

Reklama

Artysta głodny to artysta płodny...

(śmiech) To prawda. Ludzie żyjący wygodnie nie tworzą sztuki. To zabawne. 15-20 lat temu, kiedy wreszcie zarobiłem trochę pieniędzy, pomyślałem sobie, że wyprowadzę się z Bradford. Chciałem przenieść się nad morze do Kornwalii, gdzie jest przepięknie i bardzo cicho. To moje ukochane miejsce na ziemi. Zacząłem jednak się nad tym zastanawiać. Znam muzyków, którzy postąpili w ten sposób: kupili sobie wymarzone, piękne domy nad morzem. I zatrzymali się w miejscu. Rozumiesz? Osiągnęli to, o czym marzyli i przestali tworzyć. Po co mieli robić coś więcej? Według mnie najlepszym podłożem dla sztuki jest pożądanie. Niekoniecznie pożądanie pieniądza, ale na pewno miłość do swojego życia. Miłość do dziewczyny lub chłopaka. Albo potrzeba bycia nad morzem. Napisałem o tym cały album. Można też tworzyć sztukę z potrzeby wywołania rewolucji. Można tworzyć z wielu powodów. To, co powiedziałeś, to prawda.

Jeżeli jesteśmy przy temacie morza... Na "Today Is A Good Day" trafił utwór "Ocean Rising", który wcześniej znalazł się na twojej solowej płycie.

Zaczęliśmy grać ten utwór całym zespołem i wersja New Model Army jest trochę inna. Postanowiliśmy, że nagramy "Ocean Rising" i jeżeli zespołowa wersja będzie naprawdę inna i naprawdę dobra, to umieścimy ją na płycie. A jeżeli nie będzie wystarczająco inna i wystarczająco dobra, to nie trafi na "Today Is A Good Day". Myślę, że jest naprawdę inna i naprawdę dobra, dlatego znalazła się na albumie. Solowa wersja tego utworu jest jak oglądanie największego sztormu we wszechświecie. Ale z pewnej odległości. Natomiast to, co nagrało New Model Army, to mniejszy sztorm, ale taki, w którym się znalazłeś.

Porozmawiajmy o tytule płyty. Dlaczego dzisiaj mamy dobry dzień?

Utwór, który dał tytuł całej płycie, został zainspirowany krachem gospodarczym. Naprawdę dobrze się bawiłem tego dnia. Właściwie to kilka dnie, kiedy Wall Street i londyńskie City padło. To były wspaniałe dni. Nie zrozum mnie źle. Ludzie mówią mi: "Jak możesz wygadywać takie rzeczy? Przecież ludzie stracili pracę. Będzie straszna bieda". To oczywiście prawda, ale ten kryzys można było przewidzieć wiele lat temu. Musiał nadejść. Był jak balon, który pompowany do granic możliwości, musiał kiedyś pęknąć. Męczyłem się oglądając, jak pęcznieje. Dlatego jego pęknięcie przyniosło ulgę. Przyjemnie było oglądać tych pieprzonych finansowych cwaniaków, którym wydawało się, że pozjadali wszystkie rozumy. Wydawało im się, że musimy darzyć ich szacunkiem, bo potrafią stworzyć majątek z niczego. Budowali zamki na cienkim lodzie. Wreszcie prawda wyszła na jaw. Oni nie tworzyli pieniędzy z niczego, tylko tworzyli długi. A dług to nie jest zysk. Dług to dług. Stąd pojawił się ten balon.

Kapitalizm to w ogóle interesujący temat. Według mnie kapitalizm jest dla świata czymś naturalnym. W naturze wszystko się zmienia drogą ewolucji. A kapitalizm zezwala na takie przemiany. Problem z komunizmem był taki, że chciał zamrozić pewien moment historii. To jest sprzeczne z zasadami natury. Z tego powodu komunizm musiał upaść. Wracając do kapitalizmu. To system, w którym z założenia muszą następować bessy. Ostatnie 20 lat, od zburzenia Muru Berlińskiego, kiedy Polska też stała się krajem z gospodarką wolnorynkową, ludzie z Wall Street i City wmawiali nam, że rynek jest wspaniały i cudowny. Że zmierza tylko w jednym kierunku: do góry i do góry. To tak, jakby wmawiali nam, że po lecie będzie kolejne lato. A później kolejne lato. I już nigdy nie będzie jesieni i zimy. A teraz... Nawet prości ludzie wiedzą, że raz zbiory są obfite, ale musi też przyjść klęska nieurodzaju. A po lecie nadchodzi jesień i zima. Dlatego ciekawe było to, że ludzie akceptowali i przyjmowali bez oporów to, co im się wmawiało. Bo przecież wiemy, że nie możemy mieć niekończącego się lata. Zima kiedyś musi nadejść. I właśnie nadeszła. Ale trzeba to zaakceptować, bo to naturalny proces.

Kapitalizm jest jak wirus, który ewoluuje. Ale ludzie też są jak wirusy...

Co powiesz o wersie "Everything is beautiful cause everything is dying". To bardzo wzruszające słowa.

(śmiech) Musisz przyznać, że kiedy pod koniec tego utworu wchodzi chór śpiewający te słowa, jest to bardzo zabawne. Uśmiechasz się pod nosem.

To prawda. Przyznam nawet, że czuję się wtedy lekko podbudowany...

Taki był zamiar, podbudować słuchacza na duchu. Uwielbiam taką kombinację. Z jednej strony to piękny i budujący utwór, ale również mroczny. Ale takie jest właśnie życie. Bardzo to katolickie podejście, przyznasz. Takie polskie (śmiech). Dlatego Polacy tak dobrze rozumieją New Model Army.

(śmiech) To rzeczywiście bardzo polskie. A przed czym ma uchować cię Bóg w "God Save Me"?

Musimy umieć żyć ze sobą samym. To jest nasze wielkie wyzwanie. Niektórzy ludzie nienawidzą siebie. I to bardzo. Wtedy życie musi być naprawdę trudne. Ludzie, którzy nie otrzymali wystarczająco dużo miłości, kiedy byli dziećmi, nie potrafią kochać siebie samych. To jest potężne przekleństwo. Ja, tak jak chyba większość ludzi, byłem kochany jako dziecko. I dobrze czuję się w swojej skórze. Akceptuję siebie. Ale czasami przychodzą takie chwile, kiedy myślę o sobie: "Do cholery!". Pożądam czegoś bardzo, ale wmawiam sobie: "Nie, nie chcesz tego!". Ale chcę tego! Rozumiesz? To może być cokolwiek. Ambicje. Pożądanie do osoby, której nie kochasz, ale która cię pociąga. Wszystko, czego pożądamy, ale wiemy, że jest dla nas niedobre. Narkotyki czy alkohol. A ostatni wers w tej piosence: "Boże uchowaj mnie przed rzeczami, które powinienem powiedzieć" to wyraz żalu. Żałujesz czegoś. Zazwyczaj ludzie potrafią sobie wybaczyć. Jeżeli zapieprzyłeś coś czynem lub mową... Wszyscy tak robią. To potrafisz sobie wybaczyć. Natomiast nie potrafimy sobie wybaczyć i odżałować, że czegoś nie zrobiliśmy. Że nie zrobiliśmy czy powiedzieliśmy czegoś, co powinniśmy zrobić i powiedzieć. "God Save Me" to po prostu piosenka o byciu sobą i ze sobą. Walce z samym sobą. Staram się nie pisać piosenek o mnie. Nie lubię takich piosenek.

Dlaczego?

Wydaje mi się to nudne. Nie lubię kompozytorów, którzy piszą wyłącznie o sobie. Lubię piosenki opowiadające jakąś historię. Historie innych ludzi. I nawet kiedy pisze piosenki zaangażowane politycznie, to staram się kontekst umieścić w jakiejś opowieści o innej osobie. Często używam techniki pisarskiej, rozpoczynając pisanie tekstu od słowa "Ja". Ale tak naprawdę piszę o kimś innym. New Model Army nagrało więcej niż 200 piosenek. A 200 piosenek o tym, co dzieje się w mojej głowie... To może być trochę nudne. Dlatego lubię opowiadać historie. Istnieje gatunek rockowych tekstów, które opisują wewnętrzny gniew twórcy. Potwornie mnie to nudzi. Lubię piosenki, które są jak miniaturowe filmy. Jest w nich pogoda, na przykład dzień. Mają światło, jest jakiś obraz. I coś się dzieje. Mała opowieść lub fragment małej opowieści. Takie teksty piosenek lubię najbardziej.

Porozmawiajmy o występie New Model Army w Jarocinie. To był wasz drugi koncert na tym festiwalu.

Tak, ten pierwszy miał miejsce w 1993 roku. Ale i ostatni występ zapadnie mi w pamięć. Z dwóch powodów. Pierwszy to oczywiście nieustannie padający deszcz, który utrudniał koncert. Może nie nam, ale publiczności na pewno. Drugi powód to niespodziewane zmniejszenie składu. Staliśmy się kwartetem w miejsce kwintetu, bo naszemu gitarzyście odcięło dźwięk. Dlatego na gitarze zagrał nasz klawiszowiec. Poszło mu całkiem dobrze. W ogóle ten festiwalowy wieczór był świetny ze względu na koncert Armii. Najlepszy jaki miałem okazję widzieć. Ich nowy perkusista [Tomasz "Krzyżyk" Krzyżaniak - przyp. AW] jest niesamowity. Sporo ryzykowali, bo nie prezentowali swoich przebojów, ale zagrali cały koncept album ["Der Prozess" - przyp. AW]. To było naprawdę świetne. Podobał mi się również IAMX. Nie znam ich twórczości, bo nie siedzę w tego typu muzyce, ale koncert był bardzo dobry. Natomiast wcześniejszy dzień był do niczego (śmiech). Nigdy wcześniej nie widziałem Editors, a bardzo chciałem obejrzeć ich koncert. Chciałem ich polubić, ale nie dali mi szansy. Byli okropni. Wyglądali jak zespół, który ten zestaw utworów zagrał już zbyt wiele razy. Pokazują pasję bez prawdziwej pasji. To najgorsze co można robić. Jestem pewien, że mając swój dzień potrafią dać fantastyczny koncert. Ale w Jarocinie nie mieli swojego dnia. To było jak przedstawienie, ale nie było w tym ani krzty szczerości. Teatr.

New Model Army ponownie wyruszają w trasę. Nie masz czasami dość tego życia na walizkach?

Eee... Czasami bywam zmęczony. Ale zmęczony tylko fizycznie. Wiesz, koncerty dzień w dzień. Wygląda to tak, że przez 22 godziny każdego dnia na trasie umieram ze zmęczenia, ale przez 2 godziny koncertu daję z siebie wszystko. Wciąż jestem w stanie tak żyć. Ale te pozostałe 22 godziny... Tak jak by mnie nie było. W połowie jestem w realnym świecie, a druga połowa jest gdzie indziej. Jestem połową osoby (śmiech).

W tym roku w Polsce was już nie zobaczymy. A co z przyszłym rokiem?

Na pewno wrócimy. Mogę cię zapewnić, że zagramy cztery, może pięć koncertów na przełomie lutego i marca. Nie znam jeszcze dokładnych terminów, ale przyjeżdżamy na pewno.

To świetna informacja. Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje