Reklama

Reklama

Marian Lichtman o Krzysztofie Krawczyku. "On właściwie umarł w ubóstwie"

W najnowszym wywiadzie Marian Lichtman wspomina pierwsze kroki w zespole Trubadurzy, ale także grupie Izomorf 67. Dziennikarka nie mogła uniknąć także tematu słynnego kolegi Lichtmana, Krzysztofa Krawczyka i jego relacji z synem, Krzysztofem Igorem.

Marian Lichtman i Krzysztof Krawczyk w 2011 r.

Krzysztof Krawczyk niemal do końca życia koncertował, a w jego występach brały udział całe rzesze fanów. Na koniec koncertów zawsze przedstawiał poszczególnych muzyków, a zdarzało mu się także pieszczotliwie zwracać się do współpracowników jak do rodziny. W rozmowie z Plejadą perkusista i wokalista Marian Lichtman (sprawdź!) został spytany o nastawienie wobec wypowiadanych ze sceny przez Krawczyka słów. 

Reklama

"Nie mogłem zdzierżyć, gdy Krzysztof na scenie przedstawiał obcego człowieka, jako swojego syna. Mówił tak o kilku osobach. Zapytałem go, czy się nie wstydzi, na co odpowiedział, że to tylko sceniczny żart. Taki żart z jednym synem. Zwróciłem też na to uwagę Ewie (Krawczyk), na co też powiedziała, że to tylko żarcik sceniczny. Tego nie wymyślił Krzysztof. On został przez kogoś opanowany. Gdyby mój syn widział, że kogoś obcego przedstawiam właśnie jako syna, a o nim się nawet nie zająknę, to on nie chciałby mnie chyba znać do końca życia" - stwierdził Lichtman.

Muzyk Trubadurów (sprawdź!) znał się z Krzysztofem Krawczykiem niemal całe życie, a dziennikarka Plejady spytała go o to, jakie stosunki panowały na co dzień w rodzinie Krawczyka z jego perspektywy. Marian Lichtman cofnął się w czasie do rodziców Krawczyka. "Krawczykowie (rodzice Krzysztofa Krawczyka) mieli naprawdę wspaniałą rodzinę. To była rodzina inteligencka, artystyczna - aktorów, malarzy... Krzysztof na pewno chciał mieć też taką rodzinę. Myślę, to jest moje zdanie, że gdyby on został ze swoją pierwszą żoną, to byłby multimilionerem" - przypomniał Lichtman. 

Trubadur dość odważnie przytacza także słowa, które miał mu powiedzieć Krawczyk. "Serce mnie boli, dlatego, że on właściwie umarł w ubóstwie. Dlaczego w ubóstwie? Bo syna nie miał, pieniążków nie miał, brata nie miał, nikogo bliskiego. Gdy pytałem go, po co koncertuje, skoro było już widać, że słabnie, to zawsze odpowiadał mi: "Bo widzisz, ja muszę utrzymywać 22 osoby. Gdy byłem z wami, to nas było czterech i zawsze mogłem sobie odpocząć, a tutaj 22 osoby czekają, aż ja pojadę na imprezę i te pieniążki przywiozę". Zacząłem wtedy czuć niesmak, ale nie mogłem się wtrącać do jego życia prywatnego" - twierdzi Lichtman.

Na koniec rozmowy perkusista Trubadurów wspomina dawną rozmowę z Krawczykiem i stwierdza, że został on "odcięty" od swojego własnego syna. "Pamiętam, że gdy rozmawiałem pewnego razu z Krzysztofem i patrzył na moje dzieci, bo on zawsze bardzo lubił moją córkę i syna, to prawie leciały mu łzy. Patrzył do góry. Widać byli w tym wszystkim ludzie silniejsi od niego. Widać, że przy tym jego charakterze wspaniałym i silnym, on został przełamany. To, że nie miał kontaktu ze swoim jedynym synem, to jest jakiś ewenement. 

Człowiek, który w początkowych latach naszej kariery potrafił powiedzieć dyrektorowi prosto w oczy, że źle działa, nagle został tak złamany. Moim zdaniem to była jego największa tragedia - że nie mógł mieć syna przy sobie. Starzał się, był coraz słabszy. Ja byłem coraz silniejszy, bo miałem dzieci, wnuczki, które były przy mnie. To wszystko działało, a Krzysztof został sam. Nigdy nie pozwolę powiedzieć, że tata juniora był człowiekiem, który nie kochał swojego syna. On go kochał, lecz został od niego odcięty i to ma wymiar wielkiej tragedii" - kończy Trubadur.

--------

Tylko w Polsat Box Go możecie zobaczyć wyjątkowy materiał "Adele: One Night Only". Wokalistka w ramach promocji nowej płyty "30" rozmawiała z Oprah Winfrey i dała kameralny występ.

Zobacz "Adele: One Night Only" tylko w Polsat Box Go!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Krawczyk | Licht-Man

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL