Reklama

Reklama

Elżbieta Zapendowska o zarzutach Górniak. "To jest jej problem"

Ciąg dalszy sporu Edyty Górniak i Elżbiety Zapendowskiej. Tym razem to trenerka głosu zdecydowała się odpowiedzieć wokalistce.

Ciąg dalszy sporu Edyty Górniak i Elżbiety Zapendowskiej. Tym razem to trenerka głosu zdecydowała się odpowiedzieć wokalistce.
Elżbieta Zapendowska nie ma najlepszych relacji z Edytą Górniak /Mariusz Grzelak /Reporter

Znów jest głośno o konflikcie Edyty Górniak i Elżbiety Zapendowskiej. Po zarzutach gwiazdy wobec trenerki głosu, długo nie trzeba było czekać na odpowiedź. O co poszło?

W skrócie, po negatywnych komentarzach Zapendowskiej wobec Górniak, ta druga wyznała, że stworzyła legendę Zapendowskiej jako trenerki głosu, od której uczyła się śpiewać. Teraz tego żałuje, bo cała historia była kłamstwem.

Piosenkarka sądzi, że zawdzięcza Elżbiecie Zapendowskiej jedynie to, że namówiła jej rodziców do wyprowadzki do stolicy, by rozwijać karierę. Później kobiety miały mieć już ze sobą niewiele wspólnego - oprócz tego, że Górniak załatwiła jej posadę przy musicalu "Metro".

Reklama

"Ela rozpoznała mój talent. Ona zrobiła wtedy bardzo ważną rzecz, bo przekonała moich rodziców, że warto puścić mnie do Warszawy. Potem dzięki temu przez wiele lat utrzymywałam rodziców. Natomiast ja za to dedykowałam jej moją pierwszą płytę 'Dotyk'. Wtedy żył jeszcze mój śp. menadżer Wiktor. Ja chciałam Eli pomóc. Poprosiłam go, żeby on dał jej pracę przy 'Metrze'. Żeby ona robiła rozśpiewki z fortepianem. Mimo że mieliśmy nauczycieli, to przekonałam Wiktora. Więc on ją ściągnął z Opola do Warszawy, dał jej mieszkanie, za które płacił, dał jej pracę - zarabiała i miała pełną opiekę mojego menadżera, a ja wszystkich przekonywałam, że to Ela mnie nauczyła śpiewać. To jest nieprawda. Wszystkie programy, do których poszła Ela Zapendowska jako mój coach i mój nauczyciel, były oparte na tej legendzie, którą sama zbudowałam. Zbudowałam w taki sposób kilka osób, ale większość z nich wykorzystała szansę pozytywnie" - wspominała Górniak.

"To, że Ela, mając tyle lat i żyjąc tyle na świecie - rozumiem różne etapy, rozumiem jej zwątpienie, rozumiem, że może być nieszczęśliwa, niespełniona, zła, może potrzebuje uwagi. Ale nigdy nie dałam jej powodu, żeby mówiła cokolwiek złego publicznie przeciwko mojej osobie, albo przeciwko mojemu jedynemu synowi. Ja nie biorę sobie tych słów do serca i Allan też nie. Dlatego, że z całym szacunkiem, to nie jest dla mnie autorytet, jeśli chodzi o uwagi techniczno-wokalne. Ale postanowiłam po 15 latach jej atakowania powiedzieć wam prawdę" - mówiła w rozmowie z Jastrząb Post.

Elżbieta Zapendowska początkowo nie chciała zabierać głosu i dolewać oliwy do ognia. Ostatecznie zdecydowała się na dość lakoniczną w treści wypowiedź, którą wbiła Górniak szpilę. "Całe życie pracowałam przy różnych produkcjach i nie muszę się bronić. Czekałam na to, kiedy ona mnie zaatakuje" - powiedziała w rozmowie z "Co za tydzień". 

"Wypowiedziałam się o jej rodzicach, a ja znam tę historię, ponieważ mieszkałam kiedyś w Opolu i byłam świadkiem wielu spraw, więc czekałam tylko na jej odpowiedź. Spodziewałam się tego. Jeżeli ona tak pragnie gadać, to jest jej problem, nie mój" - stwierdziła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL