Reklama

Reklama

Don McLean odcina córkę od swojej fortuny. "On oszalał"

"American Pie" to najbardziej znany utwór folkowego piosenkarza Dona McLeana. Stał się hymnem lat 70. w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że muzyk nie jest tak łagodny, jak jego głos. Po tym, jak córka oskarżyła go o agresywne zachowanie, artysta zdecydował się ją wydziedziczyć.

76-letni Don McLean ze swoją niemal 50 lat młodszą partnerką

Don McLean od kilku lat borykał się z oskarżeniami o przemoc domową oraz znęcanie się psychiczne nad żoną i dziećmi. Teraz, gdy jego 31-letnia córka zabrała głos, on zdecydował się odciąć ją od swojej gigantycznej fortuny. 

Jackie McLean w niedawnym wywiadzie powiedziała, że Don od dziecka znęcał się nad nią psychicznie i emocjonalnie. Kobieta opowiedziała o "niekończącym się strachu", jaki odczuwała w rodzinnym domu, gdy dorastała. Zwróciła uwagę także na to, że piosenkarz "zamieniał się w szaleńca" w przypadku błahostek, nawet gdy była dzieckiem. 

Reklama

"Gdy ktoś przełożył jakiś przedmiot na inne miejsce, a on nie mógł go znaleźć, to wpadał w szał na całe godziny. Wszyscy byliśmy na krawędzi z powodu tego chaosu" - zaznaczyła córka w wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone".

Don McLean: "Mszczą się na mnie"

76-letni muzyk, który w 2016 roku rozwiódł się z Patrishą McLean, matką swoich dzieci, zaprzecza wszelkim oskarżeniom. "Mam też syna, on dorastał w ten sam sposób i uważa, że jestem świetnym ojcem i nigdy nie mówił takich rzeczy. Ale powiedziałem córce, że jeśli mówisz o mnie, babrasz mnie w błocie, to cię wydziedziczę" - mówi Don. 

"Przestałem wspierać moją córkę w ubiegłym roku. Została automatycznie wypisana z mojego testamentu - to prawie 3 miliony dolarów funduszu powierniczego, który przepadł" - przekazał w rozmowie z "Daily Mail".

"Zawsze ją wspierałem - 30, 40, 50 tysięcy dolarów rocznie, to dwa razy więcej niż zarabia jej mąż. Chciałem być pewien, że moje wnuki będą miały to, czego zapragną" - dodał.

Była żona McLeana: "Przerażał mnie gniew i szaleństwo w jego oczach"

Patrisha McLean była żoną Dona McLeana w latach 1987-2016. Ich dzieci to wspomniani: córka Jackie i syn Wyatt. Małżeństwo rozpadło się, gdy muzyk został aresztowany i oskarżony o wykroczenia związane z przemocą domową. Przyznał się wtedy do czterech z sześciu zarzutów i w ramach ugody nie otrzymał kary więzienia. 

W policyjnym oświadczeniu czytamy słowa ówczesnej małżonki Dona: "Don terroryzował mnie przez cztery godziny, aż do wezwania 911 [numer ratunkowy w Stanach - przyp. red.], które moim zdaniem uratowało mi życie. Przerażał mnie intensywnością swojej wściekłości i szaleństwem w oczach".

Muzyk odpiera zarzuty

Don natomiast twierdzi w rozmowie z "Daily Mail", że to on "znosił fizyczne ataki" ze strony Patrishy i zdecydował o odejściu od żony, ponieważ chciał "zrobić coś innego z tym ostatnim rozdziałem" swojego życia. Na informacje o rzekomych atakach Patrishy na Dona kobieta zareagowała słowami: "To jest przymuszanie. To jest to, co robią domowi oprawcy". 

Teraz McLean spotyka się z 27-letnią aspirującą modelką, Paris Dylan. Jego zdaniem była żona oraz córka nie chcą zaakceptować nowej, młodszej o prawie 50 lat partnerki. Kobietę poznał pięć lat temu, gdy zatrudniono ją do opieki nad social mediami muzyka. Jak sama mówi o sobie - jest miłośniczką lat 60. 

Don zachwyca się nią na każdym kroku i przyznaje, że Paris "uwielbia nosić bikini, jest najwspanialszą pin-up girl w Ameryce" i dodaje jeszcze wbijając szpilę swojej żonie i córce: "Oczywiście, doprowadza to moją byłą żonę i córkę do szału, ale nie obchodzi mnie to, bo ja nie obchodzę ich".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Don McLean

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje