Reklama

Dolly Parton jest przeciwna idei budowy jej pomnika w Nashville

Włodarze stanu Tennessee, z którego pochodzi Dolly Parton, wpadli na pomysł uhonorowania tej piosenkarki pomnikiem. Monument miałby stanąć w stolicy tego stanu, Nashville. Królowa muzyki country próbuje wyperswadować to lokalnym politykom, bo - jak argumentuje - są teraz ważniejsze sprawy, którymi powinni się zająć.

Dolly Parton jest ikoną muzyki country

Według projektu, który jest procedowany w parlamencie stanu Tennessee, pomnik na cześć Dolly Parton miałby zostać postawiony przed halą koncertową Ryman Auditorium w Nashville, gdzie piosenkarka wielokrotnie występowała. Inicjatywa pojawiła się w związku z tym, że Parton 19 stycznia tego roku skończyła 75 lat.

Reklama

Ikona muzyki country odniosła się do projektu uczczenia jej jubileuszu na swoim Twitterze. "Jestem zaszczycona pomysłem polityków z Tennessee, ale poprosiłam, by wycofali projekt spod obrad. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na świecie, stawianie mnie na piedestale nie jest stosowne w tym momencie. Mam nadzieję, że za kilka lat albo po mojej śmierci, jeśli uznacie, że wciąż na to zasługuję, stanę dumnie w naszej stolicy jako wdzięczna mieszkanka Tennessee. Tymczasem dalej będę wykonywać pożyteczną pracę ku chwale Tennessee" - napisała. Nie wyraziła tego wprost, ale wszystko wskazuje na to, że ma na myśli pandemię koronawirusa.

Parton ma już jeden pomnik - w mieście, w którym się urodziła, czyli w Sevierville, również w stanie Tennessee. Statua z brązu z podobizną Dolly stanęła tam w 1987 r. Jest ona obowiązkowym punktem programu wycieczek dla fanów country. 

Jak wyjawiła Parton w niedawnym wywiadzie, gdy jej ojciec jeszcze żył, miał w zwyczaju nocą podjeżdżać pod pomnik swoim pick-upem, z wiadrem wody i mydłem, po czym zabierał się za jego mycie, by nie było na nim śladów gołębich odchodów. Długo robił to w tajemnicy przed rodziną.

Dolly nie należy do osób łasych na wyróżnienia. Niedawno okazało się, że w czasie prezydentury Donalda Trumpa jego urzędnicy dwukrotnie zwracali się do piosenkarki pytaniem, czy przyjmie Prezydencki Medal Wolności, najwyższe cywilne odznaczenie w USA. "Za pierwszym razem nie mogłam go przyjąć, bo mój mąż był chory. Później zapytali mnie raz jeszcze, ale wtedy nie podróżowałam z powodu koronawirusa" - powiedziała w programie śniadaniowym amerykańskiej telewizji NBC - "Today".

W ostatnich tygodniach w sprawie odznaczenia kontaktował się z nią następca Trumpa w Białym Domu, Joe Biden. "Teraz wydaje mi się, że gdybym je przyjęła, uprawiałabym politykę, więc jeszcze nie wiem, co zrobię" - stwierdziła. "Nie pracuję dla nagród. To byłoby miłe, gdybym została wyróżniona, ale nawet nie jestem pewna, czy choćby zasługuję na Prezydencki Medal Wolności. Komplementem jest już sam fakt, że ktoś mógłby pomyśleć, że na niego zasługuję" - stwierdziła Parton.

Piosenkarka ma spore zasługi nie tylko na polu muzyki, ale również dobroczynności. W kwietniu 2020 r. przeznaczyła milion dolarów na badania nad szczepioną na COVID-19 na Uniwersytecie Vanderbilt. Pieniądze ofiarowane przez nią pomogły opracować szczepionkę firmy Moderna. 

Przede wszystkim jednak od 26 lat w ramach założonej przez siebie Biblioteki Wyobraźni ofiarowała potrzebującym dzieciom około 100 milionów książek. Powołała tę inicjatywę w hołdzie dla swojego ojca, który, mimo że był analfabetą, potrafił utrzymać wielodzietną rodzinę.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dolly Parton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje