Reklama

Reklama

60 lat temu The Rolling Stones zagrali pierwszy koncert

Jeśli ktoś napatrzył się na The Rolling Stones jako ekipę dziadków, to jest to najlepsza okazja, by przypomnieć, że muzycy zaczynali jeszcze jako kilkunastolatkowie - Mick Jagger i Keith Richards mieli wówczas zaledwie 19 lat! Cała historia ma swój początek 12 lipca 1962 roku. Wyjątkowa rocznica plasuje ich na liście najdłużej występujących grup muzycznych świata.

Jeśli ktoś napatrzył się na The Rolling Stones jako ekipę dziadków, to jest to najlepsza okazja, by przypomnieć, że muzycy zaczynali jeszcze jako kilkunastolatkowie - Mick Jagger i Keith Richards mieli wówczas zaledwie 19 lat! Cała historia ma swój początek 12 lipca 1962 roku. Wyjątkowa rocznica plasuje ich na liście najdłużej występujących grup muzycznych świata.
The Rolling Stones w najsłynniejszym, pierwotnym składzie (1964) /Mark and Colleen Hayward / Contributor /Getty Images

Każdy, kto lubił jazz i bluesa znał adres 165 Oxford Street w Londynie. To tam istniał Marquee Club, w którym miłośnicy muzyki na żywo podziwiali muzyczne standardy, ale też coraz to nowe, młode zespoły. Jednym z nich było Blues Incorporated, zespół Alexisa Kornera. Aż do lipca 1962 roku co czwartek grał tam swój set.

Wtedy też BBC Radio's Jazz Club zaproponowało Kornerowi występ w programie, ale jako termin podano właśnie czwartek. Miało wówczas dojść do sprzeczki między nim a Haroldem Pendletonem, czyli właścicielem przybytku. "Jeśli wyjdziesz w ten czwartek, by zrobić tę audycję, nie zagwarantuję ci występu w następny czwartek" -  miał usłyszeć od Pendletona.

Reklama

W głowie muzyka narodził się plan, by muzyka nadal grała, choć nie chciał też palić za sobą mostów. Poprosił więc swoich znajomych: Micka Jaggera, Iana Stewarta, Keitha Richardsa i Briana Jonesa, aby zastąpili go na scenie w ten pechowy czwartek. Po pierwszym koncercie Jagger udzielił wywiadu magazynowi "Jazz News", w którym zapewnił o ich bluesowej duszy: "Mam nadzieję, że nie pomyślą, że jesteśmy rock'n roll'owcami".

Ta sama gazeta zapowiadała wydarzenie krótką notką: "Mick Jagger, wokalista R&B, zaprezentuje swą grupę rhythm & bluesową w Marquee jutro wieczorem, podczas gdy Blues Incorporated zagrają koncert w Jazz Clubie. Nazywa się The Rollin' Stones. Skład to: Mick Jagger (wokal), Keith Richards & Elmo Lewis (gitary), Dick Taylor (bas), Ian Stewart (fortepian), & Mick Avory (perkusja). Druga grupa pod kierownictwem Long Johna Baldry'ego, również tam będzie". 

Jak wspominali po latach muzycy, Mick Avory, który później stał się muzykiem The Kinks, nie pojawił się na koncercie 12 lipca 1962 roku. Nikt nie mógł też sobie przypomnieć, czy w ogóle był tam perkusista - wiadomo, że Charlie Watts po wielu namowach dołączył do grupy dopiero pół roku później. 

Zachowała się też spisana ręcznie setlista. Wśród wykonanych piosenek były covery Jimmy'ego Reeda, Elmore'a Jamesa, Chucka Berry'ego i Fatsa Domino: "Kansas City", "Confessin' The Blues", "Bright Lights Big City", "Down The Road A Piece" "Dust My Broom". Niestety nie zachowało się żadne nagranie z wiekopomnego wydarzenia, ale wybór utworów wiele mówi o ich ówczesnych inspiracjach. 

Koncert spowodował, że zespół musiał w końcu zdecydować, jak będzie się nazywać. Według Dave'a Godina, który znał nastoletnich Jaggera i Richardsa, pomysł zrodził się z płyty Muddy'ego Watersa, "Rolling Stone Blues"

Na pięćdziesięciolecie zespół urządził wielki powrót i trasę koncertową - wówczas zaproszono gości, czyli byłego basistę Billa Wymana czy byłego gitarzystę Micka Taylora. W koncertowych setlistach po dziś dzień nie brakuje bluesowych piosenek i wstawek (m.in. utworów z "Blue and Lonesome"), czy też najbardziej bluesowej piosenki z repertuaru zespołu - "Midnight Rambler". "To wciąż ta sama nazwa. Keith i ja jesteśmy tymi samymi ludźmi, tak myślę. Próbowałem dowiedzieć się, kiedy był pierwszy koncert Charliego i nikt z nas tak naprawdę nie pamięta i nikt tak naprawdę nie wie. Ale to niesamowite osiągnięcie" - mówił w 2012 roku frontman. 

W ubiegłym roku zmarł Charlie Watts, ale grupa nie zrezygnowała z koncertowania. Wciąż jest w trasie - tym razem pod nazwą "Sixty". Za sobą ma już triumfalny powrót do Londynu, a przed muzykami koncerty w Wiedniu, Paryżu czy ogłoszony niedawno termin w Berlinie, który zamknie tour. Nie wiadomo, co dalej zamierzają muzycy, bo na koncertach żegnają się z fanami słowami "Dziękujemy!", a nie jak w przeszłości "Do zobaczenia wkrótce".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL