Reklama

Reklama

Paluch "Kompot": drodzy parafianie, zarapuję wam kazanie [RECENZJA]

Co słychać na poznańskich blokowiskach? Stara bida, ziomek. Hejt na rapowych celebrytów, czerwone dywany i konfidentów, ale props dla wuchty dobrej wiary. Parafianie kościoła Palucha będą wniebowzięci, pozostali ciągle nie będą w stanie zrozumieć fenomenu. I co najważniejsze, obydwie frakcje mają swoje racje.

Co słychać na poznańskich blokowiskach? Stara bida, ziomek. Hejt na rapowych celebrytów, czerwone dywany i konfidentów, ale props dla wuchty dobrej wiary. Parafianie kościoła Palucha będą wniebowzięci, pozostali ciągle nie będą w stanie zrozumieć fenomenu. I co najważniejsze, obydwie frakcje mają swoje racje.
Okładka albumu "Kompot" Palucha /materiały prasowe

Paluch, dziecko rapu stojące między dresem a wczutym poetą, tak luźno chwytając się wersów z obecnych na "Kompocie" numerów, kręci się w swojej monotematyczności. I ciągle da się go słuchać, co samo w sobie jest swego rodzaju ewenementem na naszej scenie. Od czasów "10/29" poprzeczkę zawiesza sobie coraz wyżej, aż nastał czas "Nadciśnienia", po którym pierwszy raz miało się trochę dość tych miejskich opowieści. Jednak takiej marce trzeba dać szansę i "Kompot" (albo "Kopmot", pozdrowienia dla preorderowiczów) jest swego rodzaju remedium, zwłaszcza w kontekście brzmienia.

Reklama

Niemniej trzeba zacząć od gospodarza. "Lil" to nic innego jak rozliczanie branży i uderzanie w bananowców ("Nastolatki chcą dziś życia jak Young Leosia / Choć na pierwszym zakręcie obleją testy łosia / Każdy ch*** chce pensję, kucnąłby na rozkaz / Ale mają w ch*** pretensje o zwroty dla Miłosza" - to mu się udało), ale też życiowe, przemycane setki razy prawdy - "Życie to nie Instagram" albo "Takie czasy dzisiaj liczy się zarobek / Dziękuje ziomom, że mam komu zaufać / Przychodzę z czasów, gdzie liczył się człowiek / I przez to łatwiej rozpoznaje karalucha" z "Na chłodno". To ważne przesłanie, które można powtarzać do znudzenia i szykować rękaw na dziarkę. Ale już nie ironizując, są tu też pozytywne akcenty.

Paluch potrafi dobrze oddawać emocje w numerach o relacjach - "Na jutro" spokojnie wchodzi na playlistę z jego "the best". Chwalić też muszę za pojedyncze wersy, które mogłyby zostać marzeniem każdego truskulowca, chociażby "Ciągle lecę za wysoko, zgarnij z taśmy bagaże / Wielu kusiło transferem, ale nie są PSG / W moim klubie mamy tylko z jedwabiu bandaże / Nie potrzebuję fryzjera, a i tak r*** grę" z "Profesora". Nie dość, że zgrabnie i błyskotliwie napisane, to świetnie poukładane rymy. Jakością imponują też refreny, jak zwykle u szefa B.O.R. mocarne, może pomijając do bólu prosty, lecz chwytliwy "Każdy blok". "Buty z betonu" czy "Głębszy oddech" są tak melodyjne, że aż same proszą się o nucenie.

Sporo kolorytu wnoszą goście. Wszystkich po kątach rozstawia Kaz Bałagane z "Nie mam wolnych wakatów / A nawet gdybym miał / Nie powierzyłbym ci nawet kodu do osiedla". Masło maślane, ale boskie. Niczym nie ustępuje mu Avi z obrazowym "To idzie w kraj dla wszystkich moich braci i sióstr / Może się w nich gotować i tak nie puszczą pary z ust / Wczoraj do toastu ziomek wydłubał sobie Esperal / Dziś stawia pierwszy krok z dwunastu, a ja będę go wspierał". Kubiszew to ciągle jedna z bardziej niedocenionych postaci w Wielkopolsce, a Vito Bambino na swojej sinusoidalnej komercyjnej ścieżce ciągle stoi w rozkroku między wczesną Bitaminą a nijaką solówką.

Hymny osiedlowe, peany dla bloków i ziomali, werbalny liść na odmułę dla lamusów, czyli liryczna klasyka. Liczy się też to, jak jest podana, a podkłady są takie, że palce lizać. To właśnie dzięki nim "Kompotu" słucha się tak dobrze, a peany lecą do takich ludzi jak m.in. PSR, Worek, AWGS, Chris Carson i Julas.

To dobry test dla wszystkich systemów audio - pełny, nisko uderzający bas, przestrzeń, pełno detali skrytych pomiędzy trapowymi cykaczami. "Każdy blok" zaczyna się niczym powrót do czasów "Syntetycznej mafii", po czym następuje reggaetonowy wiraż do 2022 roku, więc szybko dostajemy energetycznego kopa. Nuta orientu w "Na słodko", syntezator miziający się z basem w "Puchu" czy gitara w "Niedopasowanym" to tutejsze highlighty i akcenty wzbudzające zazdrość konkurencji. Plus te "Ruchome schody", okraszone świetnymi skreczami, padające blisko boombapu z dłuższym terminem przydatności bez śladów najntisowej rdzy.

Dla jednych konsekwencja, dla innych te same treści w innej formie. Jak zapewnia sam Paluch, bloki dają mu 10/10, ja aż tak entuzjastyczny być nie mogę, chociaż wielu powodów do narzekań też przecież nie mam. Do bólu przewidywalna, ale na maksa stylowa, czyli esencja poznańskiego rapera. Czasami to wystarczy, pytanie tylko, na ile?

Paluch "Kompot", B.O.R. Records

6/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL