Co tu dużo proszę państwa kryć, zbyt frapująco nie jest. Przeklinam raperów równych, stabilnych i przewidywalnych, nawet jeśli są dobrzy. A może zwłaszcza wtedy. Paluch jest płodny, szczególnych albo i nieszczególnych wolt stylistycznych od lat nie robi, nie jest też przy tym AC/DC, żeby umieć serwować powtórki z rozrywki na stałym poziomie energii. Choć tu się wypada zatrzymać z generalizowaniem, bo nowy krążek akurat wjeżdża z buta. Wręcz pojawia się wrażenie, że którąś z pozycji w przygotowywanej topce roku będzie się musiała posunąć, założyć maseczkę i pójść sobie na spacer.
Kawałek tytułowy, pierwszy w kolejności, łapie gospodarza na melodyjnym, trapującym bicie, na którym jest trochę reportażystą, trochę socjologiem, a przede wszystkim zręcznym frazeologicznie adwokatem pokrzywdzonych. To optymalny tryb dla Palucha, a że szczęśliwie jego akurat nie nadużywa, to nadal robi wrażenie.
Potem wjeżdża "Kaszel", trap niszczący, psychoaktywny i agresywny, w którym przeciągnęte "aaaaaa", patent jako żywo przypominający sławetne "uuuuuungh" królującego (w swoim czasie) na amerykańskim Południu Mastera P, wczepia się w ucho jak kleszcz i terroryzuje mózg słuchacza swoją boreliozą. I ta wyliczanka, i skrecz w drugiej części utworu to świetne pomysły, w tej pierwszej wystarczy branżosceptycyzm i charyzma.
"Mali ludzie" spuszczają nieco powietrza łagodnym, świetnie położonym refrenem, od retrospekcji skaczą do diagnozy i zaskakują gościnną zwrotką Okiego. Ten na featuringu pasuje, bo ma ambicję, żeby coś przy tej żonglerce rymami powiedzieć, a nie tylko sobie poprzyspieszać. Można?
Ale choć pierwsze uderzenie wchodzi, "Nadciśnienie" po nim odpuszcza, zwalnia i mięknie, zamiast wyprowadzić kolejne ciosy i położyć na deski. "Czwarta kawa", w założeniu hit ze względu na udział Gedza i Włodiego, pokazuje że nazwiska nie grają, zwłaszcza jak lecą na autopilocie. We "Wszystko nowe" nic nie jest nowe, bit jest zaledwie bicikiem, zaś wers "Paluch pięć minut w dekadę wydłużył" brzmi w tym kontekście jak samozaoranie, pociśnięcie po własnej, niedostatecznej kreatywności.
Coś w tym zdecydowanie jest. Z każdym kolejnym, zlewającym się, cykającym utworem ma się wrażenie, że zmęczony spacerami po Polach Elizejskich, okradany przez państwo raper wpadł na podkłady popracować i razem z nim nie możemy doczekać się fajrantu. Śpiewany epilog bezsilnych nawet w refrenie "Potrzeb" należy traktować jako coś, czego kontrola jakości nie powinna przepuścić.
"AWF" to niby hit, niemniej lekko zdziadziały - świeży byłby w czasach początku współpracy Gurala z Matheo i dominacji G-Unit. A jak ktoś się nudzi, co niestety prawdopodobne, może sobie na przykład policzyć ile takich kołczujących, nieprzypadkowo radiowych utworów jak "Nie ma życia" Paluch i KęKę nagrali wcześniej (osobno oczywiście). Muzyka sytych i zarobionych.
Szczęśliwie dla słuchaczy "Nadciśnienie" jeszcze się budzi, Palec przestaje być obrączkowy, serdeczny, zaczyna być wskazujący i środkowy. Sam Szpaku pisał na swoim Insta, że dzwonił zapytać, czy "Części zamienne" są o nim. Nie wnikam w rapową politykę, skoro to budzi wątpliwości, to znaczy, że takie było odgórne założenie, nie da się jednak ukryć, że temperatura i ciężar wersów rośnie, a poznaniak zaiste nie musi krzyczeć, by był efekt. Nawija jakby miał przed oczami konkretne twarze.
"Normalnie nie" jest jadowite, wrednie opowiadane, kąśliwie ironiczne w refrenie. Kawa trafia na ławę, i to dobre, przyspieszające krążenie świństwo, nie pierniczkowe latte z bitą pod kołdrą śmietaną. A skoro trzymam się tej żałosnej kofeinowej metafory to "Cztery kostki lodu" są macerowanym na zimno cold brew z dawką Jaggera. Zachęcają do klubowej akcji, wejścia na parkiet krokiem młodego Travolty.
Kto wie, czy najwięcej do myślenia nie dał mi "120 na 80", łamany w rytm wyspiarskiego garage (z trapowym finiszem), śpiewany stylowo, swobodnie, bez mrugnięcia okiem przeskakujący w rap, po czym równie naturalnie wracający do wokaliz. Piątkowski szaman prezentuje się tu bardziej jak Ten Typ Mes z warszawskiego Wyględowa, a utwór mógłby znaleźć się na składance Flirtini, czyniąc ją zarazem mniej bezpłciową. To bardzo udana, sponsorowana przez Julasa ucieczka Palucha od standardowego Palucha i więcej bym sobie takich życzył. To już ten moment kariery, gdzie można odbić, poszaleć i dać się ponieść bez strachu. Warsztat pozwala, dyskografia każe.
Paluch "Nadciśnienie", Biuro Ochrony Rapu
6/10






![Deathknell: Odnajdujemy się w rzeczach chaotycznych [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000NA8BEKWVQ1WHO-C401.webp)



