Reklama

Open'er Festival 2022

Open'er Festival 2022: Maneskin i Imagine Dragons porwali tłumy [RELACJA, ZDJĘCIA, WIDEO]

Festiwalowe emocje powróciły do Gdyni! Open'er Festival miał pandemiczną przerwę, ale po dwóch latach w końcu na lotnisku Kosakowo rozbrzmiały dźwięki muzyki. Pierwszego dnia największej imprezy w Polsce na głównej scenie pojawili się ASAP Rocky, Imagine Dragons, Maneskin czy Ralph Kaminski.

Festiwalowe emocje powróciły do Gdyni! Open'er Festival miał pandemiczną przerwę, ale po dwóch latach w końcu na lotnisku Kosakowo rozbrzmiały dźwięki muzyki. Pierwszego dnia największej imprezy w Polsce na głównej scenie pojawili się ASAP Rocky, Imagine Dragons, Maneskin czy Ralph Kaminski.
Imagine Dragons na Open'er Festival 2022 /Ewelina Eris Wójcik /INTERIA.PL

Zanim otwarto festiwalowe bramy, w okolicach południa, setki osób czekały, by zająć jak najlepsze miejsce. Po 15 w końcu można było krzyknąć "Wróciliśmy!", bo przestrzeń portu lotniczego Gdynia-Kosakowo z każdą minutą coraz bardziej się zapełniała.

O TYM, CO DZIAŁO SIĘ NA TENT STAGE I ALTER STAGE PRZECZYTASZ TUTAJ!

Ralph Kaminski rozpoczął koncerty na głównej scenie

Wykonawcą, który rozpoczął koncerty na Main Stage'u był Ralph Kaminski, którego "Bal u Rafała" po raz pierwszy wybrzmiał w pełnej krasie. Energetyczny występ był otwarciem nowego etapu w karierze wokalisty z Jasła - spragniona festiwalowych emocji publiczność usłyszała kilka premierowych utworów, a także znane już "Duchy","Krystynę", "Kosmiczne Energie" i "Bal u Rafała". Częścią jego setu był przebój Ireny Santor "Już nie ma dzikich plaż", który zabrzmiał wyjątkowo nostalgicznie - nie tylko z racji bliskiej odległości Bałtyku, ale też aranżacji, w której było słychać tęsknotę za latami 80. 

Reklama

Publiczność szalała, dosłownie. Ralph śpiewał o tym, że kiedyś będzie legendą, a patrząc na gigantyczny tłum ludzi, których porwał do zabawy można już nastawiać się, że będą to prorocze słowa. Materiał z "Balu u Rafała" spodoba się z pewnością miłośnikom minionych lat, bo pod względem lirycznej prostoty i melodyjności rodem z ery MTV skrywa się naprawdę wartościowa opowieść o smutku i odnajdywaniu swojego miejsca. Całość rozpoczyna monolog wygłoszony przez samego Ambrożego Kleksa (Piotr Fronczewski) - chyba Polakom żaden inny aktor tak bardzo nie kojarzy się z dzieciństwem i popkulturą polskich lat osiemdziesiątych.

Od Eurowizji po największe festiwalowe sceny

Na głównej scenie występowali również Włosi z Maneskin. Rockowa rozwałka była jednocześnie najmocniejszym uderzeniem tego dnia festiwalu. Było "Zitti E Buoni", z którym wygrali Eurowizję, a także najnowsze "Supermodel" i cover 'Womanizer' oraz "I Wanna Be Your Slave". Charyzmatyczne zapędy lidera Damiano Davida doprowadziły do tego, że na jedną prośbę cała publiczność "klękała na pie*rzone kolana", a do ekipy muzyków dołączyło około dwadzieścia osób z publiczności. Muzycy Maneskin lubią chyba surfowanie, bo gitarzysta Thomas jak i Damiano chcieli się przekonać, jak daleko uniesie ich rozgrzany polski tłum. Na scenie nie zabrakło także flagi Ukrainy.

"Bez was bylibyśmy nikim". Imagine Dragons wrócili do Polski

Chyba pół Polski zjechało się na Imagine Dragons. Zresztą nie tylko publiczność tęskniła za amerykańskim zespołem - lider Dan Reynolds także wyznał, że bardzo brakowało mu kontaktu z widzami. "Upłynęło zbyt dużo czasu" - mówił ze sceny. Zaczęło się od przeboju "Believer", a w ruch momentalnie poszły maszyny do konfetti i fajerwerki. Był też bardzo mocny przekaz o tożsamości, życiu w zgodzie z samym sobą, a także flaga LGBT+ podczas "It's Time".

Wokalista bardzo szczerze opowiadał o swoich przeżyciach i widać było, że autentycznie stęsknił się za polską publicznością. Wyznał, że to muzyka utrzymała go przy życiu w najgorszym chwilach. "Dzięki niej żyję. Muzyka to mój nauczyciel, religia" - mówił. Komplementował też fanów nawiązując z nimi w ciągu tych dwóch godzin wyjątkową relację. "Bez was jesteśmy nikim. Jesteśmy Imagine Dragons tylko dzięki wam" - dziękował za wsparcie Reynolds. Choć nie nastawiałem się bardzo na ten występ, to byłem bardzo zaskoczony energią, wokalem i jego jakością. I oczywiście niezwykle żywiołowym odbiorem zgromadzonych w Gdyni fanów. Ostatnią piosenką wieczoru był hit "Radioactive".

ASAP Rocky w końcu dotarł

Niektórzy mówili, że póki nie zobaczą, to nie uwierzą. ASAP Rocky ze swoim świdrującym beatem dotarł na scenę po piętnastu minutach opóźnienia. I powiem szczerze, że ja także, gdy widziałem jak ucieka czas, a raper nie pojawia się na scenie, to obawiałem się, że w ostatniej chwili koncert zostanie odwołany. Tak się jednak nie stało, a w towarzystwie dźwięków budowy oraz hymnu USA pojawił się on - wyczekiwany przez polską publiczność od wielu lat. 

Na scenie lądowały staniki, a ASAP niczym władca marionetek zarządzał tłumem wedle własnej woli. Wyznawcy rapera bawili się świetnie, ale był to performance dość specyficzny i tak, jak przy okazji Imagine Dragons mogły się bawić całe pokolenia, tak tu było widać, że mniej lubujący się w tej stylistyce prędko szli na inne koncerty lub opuszczali przestrzeń.

Mateusz Kamiński, Gdynia