Open'er Festival 2024
Reklama

Spektakularne rapowe show, gitarowe ballady i elektroniczna impreza. Ostatni dzień Open'er Festivalu [RELACJA]

Open’er Festival zakończył się z przytupem. Co prawda nie było fajerwerków na niebie, jednak muzyczne wydarzenia czwartego dnia były na tyle wystrzałowe, że nikt nie wyszedł z terenu imprezy znudzony. Na Main Stage zaprezentowany został szeroki zakres artystów - od młodego pokolenia polskiego rapu, przez emocjonalny występ Irlandczyka z gitarą, aż po żywiołowy DJ set. Inne sceny również obfitowały w festiwalowe dźwięki, a żaden uczestnik nie chciał, żeby ta przygoda tak szybko się kończyła.

Open’er Festival zakończył się z przytupem. Co prawda nie było fajerwerków na niebie, jednak muzyczne wydarzenia czwartego dnia były na tyle wystrzałowe, że nikt nie wyszedł z terenu imprezy znudzony. Na Main Stage zaprezentowany został szeroki zakres artystów - od młodego pokolenia polskiego rapu, przez emocjonalny występ Irlandczyka z gitarą, aż po żywiołowy DJ set. Inne sceny również obfitowały w festiwalowe dźwięki, a żaden uczestnik nie chciał, żeby ta przygoda tak szybko się kończyła.
Hozier na Open'er Festival 2024 /Eris Wójcik /INTERIA

Czwarty dzień festiwalu rozpoczęliśmy od klimatycznego koncertu polskiej artystki. Kasia Lins otworzyła Alter Stage i zrobiła to w wielkim stylu. Zaprezentowała widzom szeroki przekrój swojej twórczości - pojawiły się utwory z pierwszego albumu "Wiersz Ostatni", a także z nowszych "Moja Wina" oraz "Omen". Wszystkiemu towarzyszyła atmosfera tajemniczości i niepokoju, ponieważ zarówno wokalistka, jak i jej muzycy z zespołu ucharakteryzowani zostali za pomocą sztucznej krwi.

Reklama

Na scenie Kasi Lins towarzyszyła czwórka zdolnych muzyków, bez których występ ten nie mógłby istnieć. Solówki gitarowe Karola Łakomca, obfitujące w wyszukane riffy, czy energiczne dudnienie w bębny Wiktorii Jakubowskiej skradły całe show. Do tego saksofon Arka Kopery i chórki Agi Bigaj - wszystko to współgrało z emocjonalnymi utworami artystki i jej niesamowitym głosem. Kasia Lins śpiewała bowiem z całego serca, a jej głęboki głos przeszywał uczestników koncertu na wskroś. Często zmysłowe i mocne teksty idealnie wpasowały się w duszną atmosferę, która tego dnia panowała na festiwalu. 

Kolejny występ na Alter Stage należał do Artemasa. Wokalista stał się rozpoznawalny dzięki przebojowi "i like the way you kiss me", którego oczywiście nie zabrakło w secie festiwalowym. Utwór stał się popularny dzięki częstym udostępnieniom na TikToku, co w krótkim czasie doprowadziło autora na największe światowe sceny. 

Występ Artemasa na Open’erze był skromnym koncertem, obrazującym jego alternatywne podejście do muzyki pop. Wokalista wyszedł na scenę ubrany cały na czarno, w okularach przeciwsłonecznych i po prostu zaczął śpiewać. Nie było tu żadnych chórków, układów tanecznych czy scenografii. Tylko on, niewielki zespół muzyczny i mikrofon. Połączenie elektronicznych brzmień, zmienionego komputerowo głosu artysty i wsłuchanego w to wszystko tłumu skutkowało koncertem na miarę tegorocznej edycji Open’era.

Artystyczne pożegnanie w wielkim stylu

Chwilę przed koncertem Taco Hemingwaya na "mainie", Mery Spolsky ostatni raz wykonała swój live act "Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj", który był wystawiany każdego dnia festiwalu w namiocie Domu Qultury.  

Pierwotna premiera live actu odbyła się kilka lat temu przy okazji premiery książki artystki o tym samym tytule. Powstał z tego muzyczny audiobook, który przekształcił się w teatralną sztukę. Pomimo że wokalistka aktualnie promuje swój album "Erotik Era" to zdecydowała się powrócić z przedstawieniem specjalnie na Open’er Festival. Była to jedyna niepowtarzalna okazja, aby znów zobaczyć "Marysię".  

Mery wraz ze swoim producentem, No Echoesem, poprzez własny monolog oraz utwory z audiobooka opowiedziała o śmierci, miłości i samoakceptacji. Wykonała, m.in. "Trapowe Opowiadanie", "Dupa Lipa", "Najsmutniejsza Dziewczyna Roku", czy "PAPA". Nie da się ukryć, że artystka ma genialny kontakt z publicznością. Chętnie wchodziła w rozmowy z uczestnikami, podczas jednej z piosenek przechadzała się pomiędzy tłumem. Zaś przy "Prośbie Do Następczyni" wzięła gitarę akustyczną i zaśpiewała wśród ludzi. Był to spektakl zdecydowanie wart przeżycia, nie tylko przez fanów Spolsky. 

Taco Hemingway zastąpił wielką gwiazdę na Main Stage

Miała to być niespodzianka, ale i tak większość osób przewidziała przyszłość. Taco Hemingway wystąpił na scenie głównej ostatniego dnia festiwalu. Początkowo raper nie został uwzględniony w line-upie tegorocznej edycji wydarzenia. Los zadecydował, że jednak zagościł na Open’erze, a jego występ na Main Stage przyciągnął tłum porównywalny do tego, który nadciąga pod barierki podczas koncertów headlinerów. Taco zastąpił bowiem nieobecną Tylę, która odwołała swój przyjazd do Gdyni kilka dni przed festiwalem. 

Raper dwa lata temu również występował na scenie głównej Open’er Festivalu. Wówczas miała miejsce pechowa edycja wydarzenia, podczas której pogoda pokrzyżowała plany koncertowe wielu artystów i uczestników. Dua Lipa, będąca główną gwiazdą, była zmuszona odwołać swój występ. Taco zagrał kolejnego dnia, a jako "smaczek" wplótł w swój koncert fragment piosenki nieobecnej gwiazdy pop. Podczas tegorocznej edycji ponownie zażartował sobie z nieobecności jednej z headlinerek. Zastępując Tylę wystąpił z plakietką przyczepioną do koszuli, na której podpisany został jej pseudonimem. Dodatkowo, w jednym ze swoich kawałków użył refrenu "Water", czyli największego przeboju Tyli. 

Koncert obfitował w najbardziej znane hity rapera, a także w nowości z albumu "1-800 Oświecenie". Artysta, doświadczony po niedawnych, ogromnych koncertach na stadionach, sprostał niełatwemu zadaniu, jakie zostało przed nim postawione. I to w jaki sposób! Były spektakularne ognie, dmuchane piłki, kolorowe konfetti i grupa tancerzy. Nie zabrakło także gości - na scenie u boku rapera wystąpili Bedoes 2115 oraz OKI

Taco Hemingway włożył w swój występ bardzo dużo energii oraz emocji. Miał niesamowity kontakt z fanami i biła od niego szczera wdzięczność za to, że mógł wystąpić. Widać było, że rapował nie tylko dla siebie i dla zabawy, lecz głównie dla swoich słuchaczy. Niejeden zagraniczny artysta mógłby uczyć się od niego, jak dać show, o którym uczestnicy będą pamiętać jeszcze conajmniej przez kilka tygodni.

Chwilę po koncercie Taco wszyscy tłumnie ruszyli w stronę Tent Stage, gdzie rozkręcała się Charli XCX. Zgromadziła tyle Openerowiczów, że nie byli w stanie zmieścić się w namiocie! Rozpoczęła remiksem piosenki "365", podczas której zeszła ze sceny, aby przebiec się wzdłuż barierek. I nie był to jedyny raz, kiedy tak zrobiła! Co ciekawe, jednej fance podpisała się nawet na dekolcie

Trzeba przyznać, że był to jeden z najbardziej energicznych koncertów w trakcie festiwalu. Nie brakowało hitów "Von dutch", "1999" i "Speed Drive", które znalazło się na ścieżce dźwiękowej filmu "Barbie". Charli wręcz rozniosła scenę swoim temperamentem. Gdy rozbrzmiał przebój "I Love It" to nawet uczestnicy, którzy nie zmieścili się w namiocie i oglądali koncert z telebimu, wpadli w wielką euforię. 

Hozier złapał za serce niejednego festiwalowicza

Headlinerem ostatniego dnia festiwalu został artysta, po którym nie można było oczekiwać spektakularnego show z tańcem czy fajerwerkami. Hozier jest skromnym wokalistą, który kupuje publiczność swoim głosem, grą na gitarze i ogromnymi emocjami, zawartymi w każdej linijce tekstu. Mimo to uczestnicy Open’era tłumnie zgromadzili się wieczorem pod Main Stage i dali się porwać magii, którą wykreował na scenie. 

Nikt tak pięknie nie śpiewa o miłości, jak Hozier. Występ Irlandczyka był fenomenalnym popisem, po którym uczestnicy wychodzili ze łzami w oczach i ciepłem na sercu. Artysta zaprezentował zarówno starsze, jak i nowsze kompozycje, z uwzględnieniem popularnego obecnie "To Sweet". Z jednym ze swoich najstarszych utworów - "Cherry Wine" - wystąpił blisko publiczności, na wybiegu sceny, niemalże acapella. Tylko on i gitara akustyczna oraz tysiące głosów z tłumu. 

W przemowie między piosenkami Hozier nie zapomniał wspomnieć o tym, jak wdzięczny jest za ugoszczenie go na Open’erze. Wyznał, że Polska jest według niego niesamowicie pięknym krajem. Podkreślił także, że ostatni raz gościł u nas wiele lat temu i cieszy się z powrotu. 

Oprócz miłosnych ballad na setliście artysty pojawiła się także piosenka nawołująca do pokoju na świecie, szerzenia tolerancji i protestowania w ważnych kwestiach. Artysta wygłosił emocjonalną przemowę, a w jego głosie czuć było przejęcie. Podczas kultowego już utworu "Take Me To Church" zawiesił na swoim mikrofonie flagę reprezentującą społeczność LGBTQ+. Swoim występem nie tylko wzruszył zakochanych, lecz także dodał otuchy i pokazał wsparcie dla osób, które są zmuszone mierzyć się z uprzedzeniami.

Po Hozierze rozpoczęło się oczekiwanie na finałowy koncert Skrillexa. Zanim jednak nadszedł ten moment, na Tent Stage wyszedł Two Feet, któremu towarzyszyło dwóch muzyków. Znany z rozbrajającego głosu i zmysłowych dźwięków gitary elektrycznej, wprowadził niepowtarzalny klimat na festiwalu, który mało kto potrafi podrobić. Mimo to dalej starał się wprowadzić także rockową energię, robiąc wielkie sprzężenie instrumentów na koniec niektórych utworów i tym samym pobudzając uczestników.  

To był również czas na wzięcie oddechu przed dubstepowym show, mającym się odbyć po północy. Ze sceny rozbrzmiały piosenki, które najbardziej spopularyzowały wokalistę, czyli "Love Is a Bitch", "I Feel Like I’m Drowning", czy "Go Fuck Yourself". Nie zabrakło również nowszych "Ella", "My Life" i "A.C".  

Impreza najwyższej klasy na zakończenie Open'er Festivalu

Zakończenie festiwalu poprowadził Skrillex - legendarny DJ, który zmienił świat elektroniki, zwłaszcza w obrębie dubstepu. To były niemal dwie godziny wielkiej imprezy, jednak o tyle specyficznej, że tylko najwytrwalsi potrafili "wytrzymać" tak mocne electro. Ale to nie oznacza, że było mało uczestników, wręcz przeciwnie - pod sceną dalej kręciły się tłumy.  

Usłyszeliśmy największe hity producenta - "Bangarang", "Where Are U Now" nagrane z Justinem Bieberem, "Scary Monsters and Nice Sprites" i "Rumble". Poza tym zaprezentował szereg EDM-owych miksów, m.in. od Megan Thee Stallion, Benny’ego Benassi i Travisa Scotta. Cały set był genialny i z każdym kolejnym "dropem" publiczność coraz bardziej szalała. Rozczarowujące było jedynie mało spektakularne zakończenie całego występu, jak na fakt zamykania festiwalu. Brakowało efektów specjalnych

Jednocześnie wszystkiemu sprzyjał klimat zbliżającego się końca festiwalu. Na szczęście imprezowicze mogli później odnaleźć się na strefach DJ-skich, które znajdowały się niemal na każdym kroku w strefach partnerskich. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Skrillex | Taco Hemingway | Hozier | Charli XCX | Open'er
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy