Nagrał duet z Justyną Steczkowską, a teraz musi się tłumaczyć. "Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało"
Niedawno do sieci trafił nowy singiel Staszka z Gór, zatytułowany "Pójdę tam", do którego zaproszona została Justyna Steczkowska. Wokalista rodem z Zakopanego przyznał, że po oddaniu utworu w ręce słuchaczy usłyszał sporo zarzutów. Fani eurowizyjnej gwiazdy wręcz oskarżyli go o chęć wzbogacenia się na sławie Justyny. Wreszcie Staszek przerwał milczenie i tłumaczy całą sytuację.

25 lipca do sieci trafił nowy singiel Staszka z Gór, zatytułowany "Pójdę tam". Kryjący się pod tym pseudonimem Staszek Karpiel-Bułecka zaprosił do współpracy Justynę Steczkowską. Dla artysty jest to niezwykle ważna kompozycja - sam napisał tekst, a przy muzyce pomagali mu Jerzy Runowski i Arek Dziedzic.
Do piosenki powstał także specjalny teledysk, który zrealizowano w pięknych, zakopiańskich dolinach i na szczytach wysokich gór. Klip pokazuje silne przywiązanie Staszka do swojego regionu, natury i korzeni.
"Utwór jest osobistą opowieścią o tęsknocie za miejscem, które daje ukojenie - za Tatrami, naturą i wewnętrzną ciszą, którą można odnaleźć tylko 'tam'. W warstwie muzycznej słyszymy góralskie motywy splecione z ambientowym popem, a emocjonalny ładunek wzmacnia gościnny udział Justyny Steczkowskiej. Anielski głos Justyny wprowadza wzruszający i duchowy wymiar" - można przeczytać w opisie utworu.
Fani zarzucają Staszkowi z Gór, że specjalnie zaprosił Justynę Steczkowską do duetu. Chciał wykorzystać jej sławę?
Choć zarówno Justyna Steczkowska, jak i Staszek z Gór twierdzą, że są zadowoleni ze współpracy, wokalista nie ukrywa, że przysporzyła mu ona także kilku kłopotów. Okazuje się, że już od momentu wydania duetu na świat, piosenkarz zmuszony jest odpowiadać na liczne pytania fanów oraz dziennikarzy, którzy zarzucają mu zbyt małą obecność Steczkowskiej - w teledysku, jak i całym utworze.
Przy okazji ostatniej wizyty w Radiu Złote Przeboje Staszek postanowił wyjaśnić całą sytuację. Odpowiadając na spekulacje, jakoby miał zaprosić Justynę do duetu wyłącznie z powodu jej ogromnej sławy, zaprzeczył tym doniesieniom. Jasno podkreślił, że nie chciał dzięki eurowizyjnej gwieździe zdobyć rozgłosu czy się wzbogacić, a jej głos zwyczajnie pasował mu do przygotowanego kawałka.
"'Dlaczego nie ma Justyny w teledysku? Dlaczego nie ma tamtego?'. Ja oczywiście się z tego tłumaczę. (...) Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało teraz, ale więcej czasami nie znaczy lepiej. (....) Oczywiście nie podchodziłem do tego, że ja muszę mieć Justynę, bo przez to marketingowo będzie super. To jest zawsze pewne i jasne, ale ja podszedłem do tego tak, że po prostu Justyna mi do tego numeru pasowała" - wytłumaczył Staszek Karpiel-Bułecka.
Justyna Steczkowska wstawiła się za kolegą z branży. Wprost odpowiedziała na zarzuty słuchaczy
Justyna Steczkowska również zabrała głos w sprawie - na antenie radia nie szczędziła ciepłych słów w kierunku Staszka. Diwa przyznała, że w momencie rozpoczęcia współpracy, była pod wrażeniem wielkiej charyzmy, jak i ciekawej osobowości kolegi z branży. Pochwaliła także jego twórczość.
W odpowiedzi na zarzuty słuchaczy stwierdziła, że na pierwszym planie w "Pójdę tam" wręcz powinien być Staszek z Gór, ponieważ to jego piosenka. Justyna sama przyznała, że jedynie wzbogaciła utwór, użyczając wokaliście swojego głosu do kilku wersów.
"Piękna ballada z bardzo pięknym tekstem też, więc pomyślałam: 'Akurat do tego to mój głos się nadaje'. I wymyśliłam te wokalizy, tak żeby mój głos nie przeszkadzał, ale był jak gdyby 'kolorem' w tej piosence. Bo to jest piosenka Staszka z Gór, a ja jestem tam gościem, mam nadzieję, na tyle miłym, że państwu się podoba" - podsumowała artystka.









