Big Time Rush "In Real Life Worldwide Tour": nostalgiczne spotkanie po latach [RELACJA]
Naprawdę to zrobili. Naprawdę im się to udało. 42 piosenki, wszystkie utwory ze wszystkich sezonów serialu Nickelodeona. Amerykański boysband wrócił po raz drugi do Polski, tym razem do Krakowa, na specjalną, wspominkową trasę.

Zacznijmy od supportu, który tym razem był równie sentymentalny, co właściwy koncert. Wieczór otworzył Stephen Kramer Glickman - dla fanów natychmiast rozpoznawalny jako Gustavo Rocque z serialu Big Time Rush. Wyszedł na scenę z pięciopiosenkowym setem złożonym w całości z coverów, każdy utrzymany w rockowym stylu dopasowanym do jego charakterystycznego, głębokiego wokalu. Usłyszeliśmy między innymi "Bad Guy" Billie Eilish czy "Toxic" Britney Spears. Stephen wyznał też, że połowa jego rodziny to Polacy, co oczywiście wywołało euforię wśród publiczności. Po Glickmanie wystąpiła Katelyn Tarver (Jo Taylor w serialu) ze swoim autorskim sześciopiosenkowym setem, który wprowadził bardziej elegancki, dopracowany popowy klimat. W serialu nie miała za bardzo możliwości pokazać się ze strony muzycznej, ale na scenie okazało się, że ma naprawdę imponujący wokal! Jej występ pozostawił subtelne wrażenie, które sprawiło, że wracałem z ciekawości do jej muzyki w drodze do domu.
Zobacz również:
Gdy światła przygasły i rozbrzmiały pierwsze dźwięki kultowego motywu Big Time Rush, atmosfera natychmiast zgęstniała od ekscytacji. Ogromne ekrany wideo budowały napięcie, aż na scenę weszli Kendall, James, Logan i Carlos, witani gromkim okrzykiem, co ja piszę - rykiem - tłumu. Już od pierwszych piosenek chłopaki - dziś już po trzydziestce - tańczyli z tą samą charyzmą i entuzjazmem, które czyniły ich gwiazdami i bożyszczami nastolatek ponad dekadę temu. Energia ani na chwilę nie spadała. Trasa słynie z imponującej listy utworów, obejmując wszystkie klasyczne hity z serialu. Zespół śpiewał utwór po utworze, zachowując czyste wokale i nienaganną harmonię.
Interakcji tego wieczoru było wyjątkowo dużo. Zespół podkreślał swoją więź z Polską - każdy z członków przyznał, że uwielbia pierogi, a połowa rodziny Stephena, jak już wspomniałem, to Polacy. Podczas koncertu: przedzierali się przez środek tłumu pod sceną, zmierzając na drugą scenę, przybijali fanom piątki i pozowali do szybkich zdjęć, dbali o to, by nawet najdalsze sektory mogły doświadczyć koncertu z bliska. Jak już przedarli się przez tłum fanów na drugą scenę po przeciwnej stronie, rozpoczęła się akustyczna część koncertu, tworząc atmosferę intymnego jam session. W utworze "Count On You" do chłopaków dołączyła - zastępując Jordin Sparks w oryginalnym wykonaniu - ponownie Katelyn Tarver. Razem z Kendallem przytulali się do siebie, co było gratką dla fanów "Jendall". Podczas fortepianowej części na scenę dołączył też ponownie Stephen, pozostając w roli wirtuoza tego instrumentu, a każdy z członków zespołu wykonał wybrany przez siebie solowy utwór.
Dla fanek jednym z najciekawszych momentów było wyłonienie "dziewczyny 'Worldwide'". Wracając z mniejszej sceny na główną, każdy z chłopaków wybrał po jednej fance. Następnie otrzymały one tytuł "Dziewczyn Świata" i zostały zaproszone na scenę, gdzie zadedykowano dla nich piosenkę "Worldwide".
Mam wrażenie, że większość osób czekała na "Boyfriend", który wybrzmiał na sam koniec i tym bardziej pozostawił uczucie: "ja nie chcę do domu!!!". Brakowało tylko Snoop Dogga - jedyny drobiazg, który mógłby uczynić moment kompletnym.
Koncert miał charakter spotkania po latach i został stworzony specjalnie dla prawdziwych "Rusherów", a ja zauważyłem tam już nowe pokolenie. Nostalgia mieszała się z dojrzałością zespołu, który - mimo upływu czasu - zachował wulkan energii. Publiczność doświadczała całego wachlarza emocji: od głośnego, podekscytowanego wrzasku, przez wzruszenia podczas "Worldwide", aż po czystą radość z powrotu zespołu. To był naprawdę bardzo dobry powrót do przeszłości. Kiedy zabrzmiały ostatnie nuty i opadło ostatnie konfetti, jedno było jasne: Big Time Rush to nie tylko zespół nostalgiczny - to dopracowany, profesjonalny i autentycznie angażujący zespół, który potrafi utrzymać publiczność przez ponad 40 utworów, nie tracąc przy tym energii. Zapełnienie tak dużych aren, jak krakowska Tauron Arena, potwierdza, że ich muzyka oraz fani pozostają wciąż lojalni i pełni entuzjazmu.












