Sombr w Warszawie: tak brzmią stare, dobre czasy w wykonaniu 20-latka [RELACJA]
"Myślę, że istnieje tęsknota za muzyką z prawdziwymi instrumentami, z prawdziwych studiów nagraniowych, gdzie jest intro, zwrotka, refren, przedrefren i tradycyjny bridge. Wszystkie te elementy, które mają klasyki, a których dziś brakuje w większości popowych utworów" - mówił Sombr w jednym z wywiadów. 15 lutego 2026 r. odbył się pierwszy polski koncert nominowanego do nagrody Grammy 20-latka, którym udowodnił, że nie rzuca słów na wiatr. Show w warszawskiej Stodole nazwałabym raczej retro koncertem, podczas którego królowały instrumenty, melodyjne przeboje, rockandrollowa energia i taniec.

Po wejściu do warszawskiej Stodoły i ujrzeniu sceny, pierwsze, co rzucało się w oczy, to wielka kula dyskotekowa, połyskująca nieśmiało przy suficie czekając na odpalenie reflektorów, które pobudzą ją do życia. W tle dostrzec można było kontury nowojorskich wieżowców, które również wydawały się czekać z niecierpliwością na rozbłysk i start imprezy. Wreszcie, gdy stroboskopowe światła zaczęły niemal oślepiać publikę, a pierwsze dźwięki gitar i perkusji budowały napięcie, na scenę wbiegł on - 20-letni Sombr, który od blisko roku jest na językach wszystkich. Artysta nominowany do Grammy, wydający hity, które trafiają na szczyty globalnych list przebojów i z łatwością wyprzedający koncerty na całym świecie wreszcie wystąpił w Polsce. Choć jest na tyle młody, że nie może pamiętać czasów, w których to nie fajerwerki czy rozbudowane choreografie taneczne stanowiły wyznacznik widowiskowego show, to udowodnił, że uczył się od najlepszych. Pokazał tym samym, że bycie retro naprawdę jest na czasie i warto czasem postawić jedynie (albo aż) na muzykę oraz czystą energię, które same się obronią.
Co działo się na pierwszym koncercie Sombra w Polsce?
Koncert amerykańskiego artysty w Stodole był całkowicie wyprzedany (bilety podobno zniknęły w zaledwie dziesięć minut od startu sprzedaży), co słychać było już przy pierwszych piosenkach. Na start wybrzmiało rockowe intro, aby za chwilę wokalista wykazał się w "quit you", "we never dated" oraz "savior", których wszystkie wersy zostały dzielnie wyśpiewane także przez tłum fanów. Nie zabrakło solówek gitarowych i energetycznych popisów na pianinie, które okazały się wizytówką całego show. Sombr przywiózł ze sobą do Warszawy bowiem liczne instrumenty i rozbudowany zespół, dzięki którym koncert zamienił się w wielowarstwowe doświadczenie, tak potrzebne na scenie w dzisiejszych czasach.
Artysta zaprezentował się polskiej publiczności w stroju wprost wyrwanym z lat, gdy na parkietach królowało disco. Błękitna koszula we wzory i białe spodnie garniturowe dodawały mu szyku, choć z każdą piosenką strój coraz bardziej oddawał prawdziwe oblicze muzyka. W momencie, gdy dotarł do czwartej pozycji z setlisty - "perfume" - żaden guzik od koszuli nie był już w stanie utrzymać w ryzach eleganckiej stylizacji. Młodzieńcza, a zarazem rockandrollowa energia, zaczęła buzować. Sombr powalił mikrofon na ziemię w amoku i zaczął biegać po całej scenie - w tej chwili zrozumiałam, że nie będzie to występ, który łatwo zapomnieć.
Podczas show wybrzmiały utwory takie jak "do i ever cross your mind" oraz "in your arms" - sprzed płytowego debiutu Sombra - czy "come closer" - jeden z bardziej energicznych kawałków na hitowym albumie "I Barely Know Her". Młody gwiazdor sprytnie mieszał spokojne ballady z melodyjnymi, bardziej rytmicznymi utworami, dzięki czemu publika miała szansę na doświadczenie szerokiego wachlarza emocji, taniec i odpoczynek. Wreszcie z głośników wybrzmiało wyczekiwane przeze mnie "undressed", które w wersji na żywo pokochałam jeszcze mocniej. Rockowe wstawki gitarowe i prawie stadionowy śpiew ludzi dodały piosence niepowtarzalnego klimatu. Nawet nie mam śmiałości marzyć, aby móc słuchać numeru właśnie w takiej aranżacji także poza koncertem (tutaj puszczam oczko do Sombra z prośbą o wydanie krążka live).
Swój pierwszy wielki hit napisał mając zaledwie 16 lat! Tak brzmiała "caroline" w Warszawie
"Jak się czujemy, Polsko? Jak się czujemy, Warszawo?" - wykrzyczał w pewnym momencie do mikrofonu 20-latek, wywołując pisk wśród kłębiących się pod sceną fanów. Przyznał, że spędzając czas w stolicy naszego kraju, uznał ją za niesamowite miejsce. W kolejnej przemowie między piosenkami wspomniał swoje początki, wyrażając ogromną wdzięczność za wsparcie, które otrzymuje od słuchaczy. Zapowiedział wówczas balladę "caroline", którą napisał mając zaledwie 16 lat. Nagrał ją własnymi siłami, wypuścił do sieci i tak zaczęła się jego kariera. W błyskawicznym tempie zyskał sławę i możliwość podpisania kontraktu z wytwórnią, a następnie wydawał już tylko przebój za przebojem.
W setliście znalazło się także specjalne miejsce na niespodziankę dla polskiej publiczności. Fani usłyszeli z ust artysty cover utworu "Poland", wydanego kilka lat temu przez amerykańskiego rapera Lil Yachty'ego. "To jest wasza piosenka, Polsko!" - krzyczał pomiędzy powtarzającymi się wersami Sombr, zachęcając tłum do wspólnego śpiewania na własną cześć. Nic tak nie umila wieczoru, jak wykrzyczenie słów do kawałka o syropie na kaszel produkowanym w Polsce - uwierzcie mi! Na scenie pojawiła się wtedy także biało-czerwona flaga z napisem wyrażającym uwielbienie dla gwiazdora oraz jego zdjęciem, podpisana przed koncertem przez miłośników. Sombr złapał rzucony przez fanów podarunek, a następnie rozwiesił go na kołyszącym się na boki statywie od mikrofonu.
W Stodole wybrzmiało następnie euforyczne "dime" z potencjałem na śpiewanie tego przez tysiące ludzi na wielkich arenach, a nie tylko setki w kameralnych klubach. Później gwiazdor zaprezentował intymne "would've been you", po pierwszym refrenie schodząc ze sceny i wykonując resztę piosenki przy barierkach, jak najbliżej publiczności. Nie mogło zabraknąć także najnowszego "Homewrecker", wydanego nieco ponad tydzień wcześniej. Mimo stosunkowo krótkiego czasu na zapoznanie się z tekstem, większość widzów znała wersy utworu od deski do deski. Tak zaangażowanej publiczności mógłby pozazdrościć 20-latkowi niejeden weteran sceny.
Sombr okazał wdzięczność fanom. "To był najlepszy pierwszy koncert w Polsce w dziejach"
Usłyszeliśmy jeszcze "canal street", "crushing" oraz "under the mat" i choć piosenek tych nie podejrzewałabym o tak rockowy charakter, Sombrowi oraz zespołowi udało się pokazać drzemiący w nich potencjał. Napięcie w Stodole powoli rosło, a uczestnicy koncertu mogli spodziewać się, że wielkimi krokami nadchodzi finał. Artysta skakał po głośnikach i dziękował Polakom za przyjście. "To był najlepszy pierwszy koncert w Polsce w dziejach" - wyznał w pewnym momencie. Następnie wyraził wdzięczność również dla supportującej go koleżanki z branży - Charlotte Lawrence - oraz dla wszystkich członków swojego zespołu. W ciepłych słowach wspomniał o fanach, którzy wydali sporo pieniędzy na bilety, aby usłyszeć jego utwory na żywo, a także wyczekali wiele godzin w kolejce w minusowej temperaturze, licząc na zdobycie pierwszych rzędów pod sceną. "Dziękuję rodzicom, którzy przyprowadzili swoje dzieci i dziękuję dzieciom, które przyprowadziły swoich rodziców" - dodał piosenkarz.
Momentem kulminacyjnym wieczoru okazały się dwie ostatnie piosenki, będące obecnie największymi przebojami Sombra. "back to friends" oraz "12 to 12" odśpiewane zostały z podwójną mocą. Na scenie rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo, a wśród publiki nie było osoby, która nie tańczyłaby do znanych melodii. Refren ostatniego kawałka powtarzany był w kołko jak mantra, z coraz większą energią - tak jakby Sombr chciał mieć pewność, że wszyscy wyjdą z klubu ze świstem w uszach.
Gdy wokalista zszedł ze sceny, zostałam w tłumie z nadzieją. 20-letni Sombr pokazał mi, że nowe pokolenie muzyków wciąż ma w sobie to coś. Nie było to popowe show, podczas którego liczyło się jedynie widowisko i odśpiewanie radiowych przebojów. Największe znaczenie miała muzyka, nieposkromiona energia i miłość do występów na żywo. Młody artysta połączył duszę rockandrollowca z atmosferą tańca i disco oraz gitarowym brzmieniem, tworząc koncert na miarę "starych, dobrych czasów".




![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)