Dziwna Wiosna w Krakowie: Hit me baby one more time [RELACJA]
Słyszałam porównania Dziwnej Wiosny do Kings of Leon, no i… Na pewno łączy ich to, że są zespołem i mają gitary, różni natomiast, że Kings of Leon daje najnudniejsze koncerty we wszechświecie, a Dziwna Wiosna to jeden z najlepszych koncertowych zespołów w Polsce.

Dotarło do mnie, że nigdy nie pisałam o koncercie Dziwnej Wiosny jakoś dłużej. Może to dlatego, że trudno relacjonować występ, w który jest się bardzo emocjonalnie zaangażowanym. W końcu ile osób może się pochwalić tym, że był tego ciepłego lipcowego wieczora cztery lata temu na pierwszym ever koncercie w warszawskiej Komunie? Tego koncertu i świętowania po nie zapomnę nigdy. No i dobrze to brzmi, że się wierzyło w jakiś zespół od początku, no nie?
Sentyment to pewnie jeden z powodów, przez które zawsze chętnie Dziwną Wiosnę pooglądam, ale, po drugie, to trio na scenie jest niepowtrzymane i jeśli myślicie, że na żywo po prostu odgrywają kawałki z albumów, no to nie jest tak. Wojtka Traczyka oprócz Dziwnej Wiosny spotkacie też - co pewnie nie wszyscy wiedzą - w jazzowych składach, Michał Młyniec, który zastąpił za bębnami Łukasza Moskala, również kombinuje muzykę z innymi zespołami, Dawid Karpiuk natomiast nawet jak miał napisać piosenkę do reklamy o domu i ogrodzie, to mu wyszedł przebój. Oni naprawdę wiedzą, co robią.
Tym razem w Zaścianku koncert zaczął się małym incydentem z jednym zbyt mocno rozmiękczonym panem, który brzydko wyraził się o kobietach, na co Dawid krótko odpowiedział mu, żeby lepiej wyszedł. I nie wspominam tego, żeby mieć dobry materiał do tytułu, bo wyobrażam sobie, że wyrzucanie człowieka z własnego koncertu nie jest ani łatwe, ani przyjemne - piszę o tym, bo autentyczność jest chyba największym atutem tego zespołu. Czuć to zawsze i na koncertach, i po koncertach, kiedy ludzie mogą się z zespołem szklanką stuknąć i zapalić przed klubem. No i myślę, że mało jest już osób, które są w stanie mówić, co myślą, i nie przejmować się za bardzo, czy ktoś przez to przestanie kupować płyty. Nigdy nie sądziłam, że zdanie "Zwrócę mu za bilet, ale niech wyp…ala" może być aż tak urzekające.
Dostaliśmy i trochę starszych rzeczy, jak "Niepewność", "Ostatnia noc lata" czy przepiękne jak zawsze "Maria, Maria", trochę tych z poprzedniej płyty - choćby "Płonę, płonę", "Chłopcy" czy "Ogień". Dostaliśmy też - co dla mnie najważniejsze - kilka piosenek z albumu wcześniejszej formacji, czyli Superhuman Like Brando. Najstarsi górale z redakcji mi świadkiem, ile szukałam tej płyty, żeby mieć ją w domu. Dlatego wspaniale było usłyszeć na żywo "Taksówkarza", "Deszcz" czy "Ocalonego".
Było też "Stracone" z wersem "Marzyciele umrą na końcu", który zawsze wywołuje ciary i wytatuowałabym go sobie, ale nie chcę wyjść na psychofankę, dlatego tylko często powtarzam go w głowie. Były też "Samoloty", za które podobno byli mocno krytykowani, że "Rudy próbuje grać pop", ale jak to ktoś z publiki powiedział: "Żeby tak wyglądał pop". No niby rudy, a mu wychodzi. Były zawsze wzruszające "Odolany", mocno rozbudowane "Szybko / Ciemno" oraz nowe "No no no" i "Gospel". I Hendrixa uświadczysz, i "…Baby One More Time" też. Dlaczego Britney, spytacie? No bo mogą. Pewnie dlatego.
Z całą odpowiedzialnością mogę powtórzyć, że to jeden z najlepszych koncertowych zespołów w Polsce. Płyty mają specjalne miejsce w moim serduszku, ale nie da się ich porównać z tym, co dzieje się na żywo. Ach, no i jeszcze zapomniałam o słowach uznania za wyciągnięcie na scenę menago, świetlika, dźwiękowca i kierowcy, żeby pokazać ludziom, że zespół to nie tylko ci, co mają instrumenty w rękach.
Poważnie, jeśli jeszcze nie byliście, to idźcie usłyszeć Dziwną Wiosnę na żywo, najlepiej w klubie. Może dostanie wam się Dawid Karpiuk śpiewający "Hit me baby one more time".













