Kenny Lush (The Real Mckenzies) : "To spełnienie moich marzeń" [WYWIAD]
Legendarni przedstawiciele szkockiego punku - The Real McKenzies, powracają do Polski z dwoma koncertami. Pionierzy gatunku, założeni przez Paula McKenziego w 1992 roku, po trzydziestu latach intensywnego koncertowania i wydaniu 12 albumów studyjnych nie zwalniają tempa. Z tej okazji porozmawialiśmy z gitarzystą Kennym Lushem, który zdradził nam ich plany wydawnicze, ale również na co najbardziej nie może się doczekać w związku z powrotem do Polski.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Mijają już prawie trzy lata bez nowej muzyki od was. Macie jakieś plany na najbliższe miesiące, by wydać coś nowego?
Kenny Lush, The Real Mckenzies: - Właściwie to już kończymy nasz kolejny krążek. Zostały nam tylko takie rzeczy jak mix i master, okładka itd. Mamy ogromną nadzieję, że uda nam się wydać go pod koniec tego roku.
Co spowodowało tą przerwę?
- Dużo koncertowaliśmy, do tego Paul McKenzie nie był w najlepszym stanie psychicznym do pisania tekstów. Teraz jest już z nim znacznie lepiej - ma więcej czasu na pisanie, czytanie książek i robienie rzeczy, które go najzwyczajniej inspirują. Powoli zaczęliśmy więc pracować nad piosenkami i faktycznie nagraliśmy album ponad rok temu i teraz musimy tylko dokończyć poza muzyczne rzeczy,
Z jakim odbiorem waszego ostatniego krążka "Songs of the Highlands, Songs of the Sea" się spotkaliście?
- Myślę, że całkiem dobrym. To był album dość mocno naznaczony covidem - Mario i Paul pracowali nad nim głównie w czasie pandemii, żeby mogli czymś się zająć, gdy nie było koncertów. Natomiast odbiór był jak najbardziej pozytywny. Nasi słuchacze lubią takie klasyki z punk-rockowym twistem.
Gdy kilka lat temu dołączyłeś do The Real Mckenzies, byłeś już wtedy zaprawiony w tradycyjny szkocki punk?
- Muszę się przyznać, że nigdy nie byłem wielkim fanem szkockiego czy celtyckiego punku, dopóki oczywiście nie dołączyłem do zespołu. Nigdy wcześniej nie słuchałem Dropkick Murphys czy innych legend tego gatunku. Zawsze mnie ciągnęły klimaty nieco bardziej hardcore'owe jak Comeback Kid czy Terror.
Czujesz, że stajecie się lepsi z każdym nowym albumem, z każdą nową trasą?
- Raczej z każdą nową trasą. Moje ulubione albumy to wciąż te z Fat Records, jak na przykład "10,000 Shots". Mam jednak nadzieję, że nowy przynajmniej w pewny stopniu będzie nawiązywać do tamtej ery zespołu.
Zgodzisz się w takim razie ze stwierdzeniem, że koncerty są dla was znacznie ważniejsze od pracy w studio?
- Myślę, że każdy z nas zdecydowanie woli grać muzykę na żywo, niż pracować w studiu. To trochę jak typowa praca biurowa - długa i żmudna. Dlatego każdy wyjazd poza nasz rodzinny Vancouver naszym vanem czy wspólne pływanie w hotelowym basenie, niezwykle nas cieszy.
Wracając do tematu Fat Records… Traktujesz podpisanie z nimi kontraktu, jako przełomowy moment dla waszego zespołu?
- Oczywiście, że tak. Podpisanie tego kontraktu pomogło w budowaniu dziedzictwa naszego zespołu. Dla mnie osobiście bycie w zespole będącym częścią Fat Records, to spełnienie moich marzeń z dzieciństwa, ponieważ to był mój ulubiony label. Tyle dobrych zespołów tam było wtedy - Good Riddance, Propagandhi, Lagwagon…
Jak wspominasz dzielenie sceny z zespołami takimi jak Sex Pistols?
- To zawsze jest fajne uczucie grać na festiwalach i grać z zespołami, których słuchałeś gdy byłeś młodszy. Moim ulubionym wspomnieniem jest to, jak graliśmy koncerty z NOFX. Moglibyśmy wtedy być z nimi na backstage i zamienić kilka słów - nastoletni ja byłby taki szczęśliwy (śmiech).
Jakie największe wyzwania napotkaliście, jako zespół, w ciągu waszej prawie 30-letniej kariery?
- Coraz trudniej jest być w zespole, ze względu na koszty. Benzyna jest droższa, hotele są droższe, więc musisz podnosić ceny biletów. Ale wiesz, ludzie nie dostają więcej pieniędzy w pracy, więc te koncerty stają się dla nich coraz bardziej niedostępne. Myślę, że to jest największy problem, szczególnie w zespole takim jak my - zawsze musimy latać, by móc zagrać trasę. Koszty lotów, wynajem vana czy wielu pokoi hotelowych też powoli staje się problemem - to już niestety nie te czasy, gdzie mógłbym spać na podłodze. Moje punkowe lata niestety minęły (śmiech).
Nie wspomniałeś w ogóle o zredefiniowanym rynku muzycznym… te zmiany jakkolwiek was - jako zespół - dotknęły?
- Cały czas się zastanawiam, czy wydawanie albumów ma jeszcze jakikolwiek sens. Możesz wydawać po jednym utworze i ma to w zasadzie takie samo znaczenie, jak przygotowanie całego albumu. Więc cała ta era streamingowa wywróciła to wszystko do góry nogami.
Postrzegasz to jednak jako potencjalną szansę, czy rozwalanie tego rynku?
- No właśnie nie wiem czy mogę narzekać, skoro kiedy jestem w sześciogodzinnej podróży i mogę posłuchać dosłownie wszystkiego co chcę. Dawniej miałem tylko tablet z tym, co sobie na niego pobrałem. Więc widzę sporo korzyści, ale z artystycznego punktu widzenia, to trochę dołujące.
Skupmy się teraz na koncertach - jesteście w trakcie trasy koncertowej po Europie. Zdążyła was tutejsza publiczność jakkolwiek zaskoczyć?
- Europa naprawdę kocha muzykę - zawsze spotykamy tutaj najlepszą publiczność przed jaką było nam dane zagrać. Chociaż to my powinniśmy być im wdzięczny za przyjście na nasz koncert, to oni okazują nam ogrom wsparcia. Ale granie w zespole to zawsze dobra okazja, by zwiedzić mniej "mainstreamowe" destynacje, jak Polska, do której prawdopodobnie nigdy bym nie przyjechał.
Jest coś na co szczególnie nie możesz się doczekać, myśląc o przyjeździe do Polski?
- Zdecydowanie chciałbym spróbować waszego piwa, ale słyszałem też, że jedzenie jest u was bardzo dobre. Ostatnio jak dwa lata temu byliśmy w Warszawie, nie mieliśmy zbyt dużo czasu - teraz jednak czekają nas dwa koncerty w Polsce, więc mam nadzieję, że uda się trochę pozwiedzać.
Na sam koniec, chciałbyś coś przekazać waszym polskim fanom?
- Koniecznie przyjdźcie na nasze koncerty: 3 sierpnia w Krakowie i dzień później w Warszawie. Gwarantuję, że będziecie się bawić znakomicie.


![Kinga Głyk i „The Chapters Tour”: She is funny, she is kind, she is pretty [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MIV38RMWOM6YC-C401.webp)


![Maruja: Jeżeli uda się zmienić życie jednej osoby, to już było warto [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MIODJNWNILITJ-C401.webp)


