Reklama

Reklama

"Unia czyli sny..."

Kiedy ustawiałem wywiad z Sonatą Arcticą otrzymałem numer telefonu do tour managera, żeby skontaktować się z nim na miejscu, pod klubem. Manager miał na imię Jorg. Dotarłem na miejsce, dzwonię do gościa, mówi, że zaraz wyjdzie mnie odebrać. Po chwili otwierają się drzwi, równie szeroko jak drzwi otwiera się moja gęba, kiedy widzę, że Jorg to Jorg Michael (m.in. Running Wild, Pell, Rage, Saxon, Stratovarius, Mekong Delta).

"Hehe, ale jaja, jesteś tour managerem Sonaty?" - No próbuję, hehe... Początek był więc dość zaskakujący, potem było trochę gorzej, bo okazało się, że wokalista, kompozytor i założyciel Sonaty Arctiki Tony Kakko, z którym miałem rozmawiać, miał bardzo niewiele czasu i na większość pytań odpowiadał bardzo krótko, niestety.

Zaczęliśmy od ostatniego albumu "Unia", który do teraz mi "nie wszedł", po wielokrotnym przesłuchaniu. To po prostu nie to, czego oczekiwałem od Sonaty. Nieważne, kapela osiągnęła bardzo wiele na power metalowym podwórku, obecnie odeszła od tego stylu, ale nadal ma liczne grono fanów, o czym przekonałem się potem w klubie, wypełnionym po brzegi. Z Tonym Kakko rozmawiał Wojtek Gabriel z magazynu "Hard Rocker".

Reklama

"Unia" wyszła prawie rok temu, ale to nadal wasz aktualny album, więc porozmawiajmy o nim trochę. "Unia" to po fińsku "sny". Wybraliście taki tytuł dlatego, że album jest wolniejszy i spokojniejszy niż poprzednie?

Nie, właściwie nie. Oryginalny tytuł był całkiem inny, ale musiałem go zmienić, a fińskie "Unia" - sny, to najlepsze co udało mi się wtedy wymyślić, stąd nazwa. Ludzie by to przekręcali, to było coś jak gra słów. To nie było słowo "gay", każdy wie, że to znaczy wesoły, ale kiedy słyszysz słowo "gay", o czym najpierw myślisz? To nie jest "wesoły", to coś innego. To było coś w podobnym stylu, więc musiałem zmienić tytuł.

Mieliście trzy czy cztery robocze tytuły. Możesz mi powiedzieć jakie były pozostałe?

Nie, haha!

Wiesz, byłem trochę zdezorientowany kiedy pierwszy raz przesłuchałem album. Słuchałem Sonaty przez parę lat, przyzwyczaiłem się do stylu, a tu nagle coś całkiem innego. Słychać, że to nadal ten sam zespół, ale styl i sposób aranżacji znacząco się zmieniły. Dlaczego?

Czuliśmy, że nic się nie dzieje. Zaczynaliśmy się nudzić tym co robiliśmy. Nie było rozwoju w żadnym kierunku. Kapela była gotowa do zakończenia działalności. Zrobilibyśmy ten album, potem kolejny i kiedy wypełnilibyśmy kontrakty rozwiązalibyśmy zespół, żeby zacząć coś całkiem nowego. Nie chcieliśmy tego, więc inną opcją było zrobienie tego, co chcieliśmy robić. Stąd zmiana.

Ale tak właściwie co popchnęło cię do napisania tak innego albumu? Miałeś sen, czy usłyszałeś coś, co cię zainspirowało?

Nie, kiedy miałem gotowe kilka kawałków, i tak jak w przypadku poprzednich albumów zauważyłem, że brakuje tych wszystkich utworów w stylu ta-ta-ta-ta i stwierdziłem, pieprzyć to, chcę utworów, które powstają w naturalny sposób, chcę się rozwijać muzycznie i dobrze się bawić. Tak więc kontynuowałem pisanie, stworzyłem 17 czy 18 utworów, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Zazwyczaj pisałem 10 czy 11. Po prostu świetnie się bawiłem.

Brzmienie gitar wydaje się cięższe. Tak miało być?

Tak, dlatego gitary zrobiliśmy w innym studio. Mastering zrobiliśmy w Cutting Room Studios w Sztokholmie. Mają sposób na zrobienia gitar naprawdę dobrze. Mieliśmy taki cel, przy nagrywaniu i wszystkim, żeby mieć na albumie cieplejsze brzmienie. Pierwsze klika albumów brzmiało cienko i chłodno. Teraz dźwięk jest bardziej mięsisty, co nam się podoba.

Macie w kilku kawałkach prawdziwy chór, ale większość chórków zrobiłeś sam, inaczej niż na poprzednich albumach, gdzie śpiewała cała kapela. Dlaczego nie zrobili tego tym razem?

Obecnie mam w domu cały sprzęt nagraniowy i żadnych wokali nie robiliśmy w studio. Wszystko zrobiłem w domu. Stwierdziłem, po co? Brzmi w porządku. Łatwiej dla nich i łatwiej dla mnie, bo nie muszę ich uczyć co i jak robić.

Przed "Unią" znakiem rozpoznawczym Sonaty były szybkie power metalowe kompozycje. Trochę mi ich brakuje. Nie tęsknisz za nimi ani trochę?

Nie, ani trochę, nie. To już jak prehistoria. Mamy dość tych kawałków. Nie wydaje mi się, żebyśmy do tego wrócili.

Jak wspomniałeś, kiedy pisałeś materiał na "Unię" miałeś prawie 20 utworów, ale tylko 12 wylądowało na płycie. Reszta nie była wystarczająco dobra? Jakimi kryteriami się kierowałeś wybierając kawałki, które trafiły na płytę?

W chwili kiedy rozpoczęliśmy z zespołem próby przed sesją nagraniową, te kawałki były najbardziej gotowe. I oczywiście musieliśmy wybrać, które kawałki chcemy aranżować z całym zespołem, bo nie było szans na zrobienie 18 czy 20 utworów.

Wybraliśmy 12, które były najbardziej kompletne i łatwiej było doprowadzić je do stanu gotowości przed nagraniami. Co do reszty, być może dwa, które odrzuciliśmy, znajdą się na kolejnej płycie, ale resztę potnę na kawałki, które użyję później.

Pytanie o video "Paid In Full". Gdzie to kręciliście? Miejsce jest dość płaskie, jak zamarznięte jezioro.

To zamarznięte morze.

A skąd te potężne eksplozje?

2 kilo dynamitu na lodzie i buuum! Poleciało ze 20 metrów w górę. Stałem niedaleko i lód poruszał się jak (Tony gestykuluje pokazując falujący lód). Ludzie tam łowili pod lodem, poszliśmy i powiedzieliśmy, że będziemy detonować dynamit, że mamy pozwolenie i wszystko jest OK, ale niech się nie spodziewają żadnych ryb, haha! Wszystkie znikną.

Album wyszedł rok temu, więc pomimo koncertów pracowałeś zapewne nad czymś nowym. Czy kolejna płyta będzie podobna do "Unii", czy pójdziecie jeszcze dalej w eksperymentach?

Nie wiem, siedzę teraz w naprawdę dziwnym materiale, na mój solowy album. Może nawet cofniemy się o stopień w kierunku "Reckoning Night", nie wiem, to zależy. Na próbach nowego materiału nawet chłopaki pytają: "Hę? A tu co się dzieje?" Kawałki już są zbyt skomplikowane. Odetnę coś tu czy tam, żeby zrobić je łatwiejszymi do zrozumienia. Ale z pewnością nie będzie to power metal. Nie wydaje mi się.

Równocześnie z muzyką zmieniło się logo. Wiem, że nie macie takiego zamiaru, ale jeśli wrócilibyście kiedykolwiek do starego stylu, wróci również logo?

Wciąż używamy obu logówek obok siebie. Na części produktów wciąż mamy stare logo.

Nie widziałem was jeszcze na żywo po wydaniu "Unii", powiedz mi, kawałki są dużo bardziej skomplikowane, musieliście coś przearanżować, żeby dało się je grać na żywo?

Tak, oczywiście część musieliśmy sobie odpuścić, ale niewiele.

Ostatnie pytanie o "Unię". Kto chrapie na końcu albumu?

Nie jestem pewien czy będzie grzecznie odpowiedzieć na to pytanie, hehe... To jeden z naszych technicznych, nikt z kapeli.

Kiedy zaczynaliście 12 lat temu jako Tricky Beans nagraliście 4 demówki. Trzy pierwsze były miksem popu, hard i heavy, ostania była bardziej w power metalowym kierunku i kilka utworów z niej znalazło się na pierwszej płycie. Co było powodem zmiany? Dlaczego ostatnie demo było metalowe?

Z powodu albumu "Visions" Stratovariusa. Naprawdę mnie to wciągnęło. Stwierdziłem, że kawałki w takim stylu mógłbym robić równie dobrze ja. A po pierwszym albumie mieliśmy trasę ze Stratovarius, więc było to jak wymarzony start.

Mówisz, że mieli na was duży wpływ, co sądzisz o ostatnich wydarzeniach w ich obozie? Nie ma już Stratovariusa, Tolkki nagrywa nowy album pod inną nazwą, z innymi ludźmi, bez Jorga, haha...

Taa, dziwnie mieć go jako tour managera. Ale pracuje z nami już od dawna, więc się przyzwyczailiśmy, jest fajnie... Oczywiście przykro mi z tego powodu, tyle im zawdzięczamy, nie byłoby mnie tu gdyby nie Stratovarius. To jak ktoś naprawdę ważny by umarł, przestał istnieć.

Podpisaliście kontrakt, bo wasz znajomy wysłał demo do wytwórni. Gdyby tego nie zrobił, kiedy zdecydowalibyście się na ten krok sami, żeby ruszyć rzeczy do przodu?

Nigdy. W tamtym czasie wszyscy studiowaliśmy, robiliśmy inne rzeczy. Zresztą wszystko co robimy na własną rękę, to zawsze kupa, haha... Naprawdę jesteśmy szczęśliwi, że ludziom się podoba to co robimy. Jesteśmy naprawdę skromnymi i nieśmiałymi ludźmi. Jesteśmy Finami.

W którym momencie zdałeś sobie sprawę, że Sonata Arctica jest czymś naprawdę dużym? Kiedy zaczęliście żyć z muzyki, czy wcześniej?

Cóż, właściwie to był ten moment, kiedy wszyscy w kapeli mogli rzucić normalne prace, albo przerwać studia, co było trochę przykre, jak w moim przypadku - nie miałem już czasu na szkołę. To był taki moment, kiedy byłem naprawdę szczęśliwy, to było coś fajnego, przynajmniej w tamtej chwili, ale nigdy nie wiesz co się stanie w przyszłości, jak długo to potrwa.

Myślę, że zabezpieczyliśmy się, wiemy, że możemy utrzymywać się z muzyki również w przyszłości. Niezależnie od tego co stanie się z Sonatą, będziemy tworzyć muzykę i z tego żyć.

Wiem, że zacząłeś przygodę z muzyką w wieku 8 lat, kradnąc zabawkowy keyboard młodszej siostrze...

No jakoś tak, haha...

Ale przeczytałem również, że tak naprawdę zacząłeś grać i śpiewać dopiero po powstaniu Sonaty. Dlaczego tak późno?

Nie, od tamtej chwili grałem cały czas, dla zabawy. Wziąłem pierwsze lekcje dopiero w wieku 18 czy 19 lat, jakoś tak. Trwało to tylko rok czy dwa, nie uczyłem się, bo byłem za leniwy i odszedłem. Mówili mi: "Nie możesz tego robić w ten sposób", a ja na to "Pieprzyć, popatrz, biorę taki akord i działa, jest w porządku." Przejadło mi się, odszedłem i robię własną muzykę.

Zeszłego roku czytałem coś o grze komputerowej o Sonacie, ale potem ucichło. Wyszła już?

Nie, właściwie nie miałem od nich wieści przez prawie rok, nie wiem co się z nimi dzieje. Ostatnia rzecz, która przypomniała mi o grze była kiedy zobaczyłem demo do "Age Of Conan", gry online którą wydają. Są tam scenerie, cienie, które przypominają mi to, co mi pokazywali. Tak czy tak nie mam czasu na kontakt z nimi. Nie mam żadnych wieści.

Więcej w magazynie "Hard Rocker".

Hard Rocker
Dowiedz się więcej na temat: Snow | logo | tour | sny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy