Reklama

Sonar: Niedoskonałość w muzyce też jest piękna

Sonar debiutuje /Filip Blank /materiały promocyjne

- Konfrontacja muzyki stworzonej w studiu z publicznością na koncertach jest pięknym zwieńczeniem całego procesu - mówił w rozmowie z Interią Łukasz Stachurko. Z nim oraz z wokalistką zespołu Sonar, Leną Osińską, porozmawialiśmy m.in. o tworzeniu materiału na ich debiutancki album "Pętle", doborze gości, których słyszymy w nagraniach oraz radości, jaką daje prezentowanie muzyki na żywo.

Reklama

Sonar powstał z inicjatywy współtwórcy Rys, Łukasza Stachurki, który do współpracy zaprosił perkusistę Rafała Dutkiewicza i pianistę Artura Bogusławskiego. Muzykę przez nich tworzoną spina wokal debiutantki Leny Osińskiej, którą widzowie mogą pamiętać z piątej edycji programu "The Voice of Poland".

W październiku tego roku premierę miała debiutancka płyta grupy zatytułowana "Pętle", która przyniosła zespołowi wiele pozytywnych opinii zarówno ze strony recenzentów, jak i słuchaczy. Do fanów formacji zalicza się m.in. popularny youtuber, Krzysztof Gonciarz

Reklama

Justyna Grochal, Interia: - Mówi się, żeby nie oceniać po okładce, ale ta wasza, do "Pętli" (zdjęcie poniżej - przyp. red.) zachęca, intryguje. Jaka historia kryje się za tym zdjęciem?

Łukasz Stachurko: - Powiedzenie wydaje mi się trafne tylko w odniesieniu do książek, bo w ich przypadku twórca nie ma z reguły wpływu na kształt okładki. W przypadku płyt sprawa ma się inaczej. Okładka jest immanentną częścią składową dzieła, jakim jest album. To autor muzyki decyduje o jej wyborze, często stojąc za koncepcją. Tak było w przypadku "Pętli". Miron Chomacki, który jest autorem pomysłu i zdjęcia, dostał ode mnie wytyczne, aby Lena była na okładce, ale zarazem żeby jej nie było. Wywiązał się z zadania doskonale. Przestrzeń Dworca Śródmieście była już moim pomysłem. Ma w sobie dynamizm, piękno płynące z funkcjonalności i czar przestrzeni, w której spotykają się tysiące anonimowych ludzi ze swoimi planami, troskami, nadziejami. Całkowity brak typografii na froncie oraz wykonanie zdjęcia średnim formatem bez jakiejkolwiek postprodukcji miały na celu uszlachetnienie pomysłu i nadanie mu klasycznego sznytu.

Łukaszu, Sonar to bardziej organiczna, subtelna i liryczna odsłona twojej twórczości. Czego w muzyce potrzebowałeś, a nie dały ci inne projekty - Rysy czy Sonar Soul?

Łukasz: - Jako artysta mam potrzebę bycia w ciągłym ruchu. Jak tylko gdzieś za długo zagrzeję miejsce, to mnie nosi i chcę czegoś innego. Poszukiwanie to podstawowy element mojej muzycznej osobowości. Rysy to projekt, w którym bardzo słychać producencką rękę Wojtka (Urbańskiego - przyp. red.) i naszych wspólnych fascynacji muzyką klubową. Sonar jest kontynuacją moich brzmieniowych poszukiwań jako Sonar Soul, ale jest bardziej określony brzmieniowo. To wynik spotkania aż czterech muzycznych osobowości. Jest odpowiedzią na moją potrzebę posiadania zespołu w takim starym stylu. W składzie, poza niezwykle inspirującą Leną, mam dwóch genialnych instrumentalistów - perkusistę Rafała Dutkiewicza i pianistę Artura Bogusławskiego. To wirtuozi, którzy wznoszą Sonara na najwyższy muzyczny poziom. Czuję, że dzięki tym trzem różnym projektom mam przestrzeń do eksplorowania różnych stylistycznie światów. Światów, które w ponadgatunkowym kontekście łączy specyficzna emocjonalność, zawieszenie i eksperyment brzmieniowy.

Dla ciebie, Lena, nowością jest występowanie na scenie, prawda? Jak odnajdujecie się w tej nowej dla was przestrzeni?

Lena Osińska: - Tak naprawdę do sceny zdążyłam się przyzwyczaić już jako dziecko. Jeździłam na zawody taneczne, w szkole muzycznej musiałam podchodzić do stresujących egzaminów i konkursów. Koncerty to jednak zupełnie inna bajka. Trzeba zadbać o kontakt z publicznością, stworzyć klimat od początku do końca, poczuć się jednocześnie częścią zespołu i frontmanem. Pamiętam nasz pierwszy koncert na Spring Breaku, jakby to było wczoraj. W małym, poznańskim klubie sala wypełniona była po brzegi. Ludzie zareagowali na nas momentalnie, z entuzjazmem, którego się nie spodziewałam. Schodząc ze sceny praktycznie unosiłam się nad ziemią. Moje wyobrażenia i nadzieje nagle stały się rzeczywistością! Później jednak przyszedł czas na koncerty na o wiele większych festiwalach, Weekenderze, Open'erze, Tauronie. Doszedł ogromny stres, brakowało mi kontaktu z publicznością zaraz pod sceną, zapomniałam, by po prostu dobrze się bawić. Ale zagraliśmy dopiero kilka koncertów, wszystko jeszcze przed nami. Bardzo czekam na koncert, podczas którego ludzie zaczną śpiewać razem ze mną.

Łukasz, a jak to wygląda z twojej perspektywy? 

Łukasz: - Na scenie solo występuję tylko jako DJ. W wielu muzycznych projektach, które współtworzyłem na przestrzeni lat, zawsze występowałem z ludźmi. Taka forma bardzo mi odpowiada, bo dzięki temu uwaga publiczności nie koncentruje się wyłącznie na mnie. Dobrze odnajduję się w roli "szarej eminencji" stojącej za, a nie na froncie projektu.

A co wam daje więcej radości: sam proces tworzenia i eksperymentowania z dźwiękami czy spotkanie z publicznością i prezentowanie tej twórczości na żywo?

Łukasz: - Studio i scena to zupełnie dwa różne światy. Studio jest bardzo intymne, ale też wymagające. Szacuję, że ok. 5% czasu spędzonego w studiu to kreatywny lot, bycie "in the zone", poszukiwania i przełamywanie barier, czyli wszystko to, co uosabiane jest z etosem bycia twórcą. Pozostałe 95% to niezbyt efektowna, dość mozolna praca, wymagająca sporego samozaparcia. Daje ogromną satysfakcję, ale na efekty trzeba długo czekać. W studiu jest się architektem, natomiast scena jest jak jazda na deskorolce, dużo bardziej intensywna. Przygotowania do koncertów nie zajmują aż tyle czasu co praca nad materiałem. Efekty są natychmiastowe, za każdym razem inne. To właśnie najpiękniejsze w koncertach, że dają tak wiele emocji w krótkim czasie. Nie da się stwierdzić, czy studio, czy scena daje więcej radości. To po prostu inne rozdziały tej samej bajki. Konfrontacja muzyki stworzonej w studiu z publicznością na koncertach jest pięknym zwieńczeniem całego procesu.

Wróćmy na chwilę "do studia". "Pętle" utkane są z detali, mnóstwo tam przeróżnych smaczków - można za każdym odsłuchem odkrywać nowe rzeczy. Łukaszu, powiedziałeś, że "nic byście w tej płycie nie zmienili". Zamykając prace nad albumem mieliście poczucie, że to już ten ideał, do którego zmierzaliście, czy stwierdziliście raczej, że nie ma sensu dalej w to brnąć, bo poprawiać można bez końca?

Łukasz: - Podczas mojego wieloletniego zmagania się z muzyczną materią największą umiejętnością jaką udało mi się posiąść, jest zdolność zamykania rzeczy. Łączy się to ze świadomością, że to co robisz, jest zapisem jakiegoś chwilowego stanu oraz akceptacją siebie i miejsca, w jakim się obecnie znajdujesz. Nie ma obiektywnych wskaźników, które jednoznacznie mogą określić, że coś jest doskonałe. Niedoskonałość w muzyce też jest piękna, wynika z prób poradzenia sobie z naszymi ograniczeniami. To bardzo ludzkie i szczere. Ludzie to kochają w muzyce, mimo że często nie wiedzą, co za tym stoi. W "Pętlach" miałem świadomość, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Nie jest też tak, że wszystko nagraliśmy za pierwszym razem i nie było okupione licznymi kompromisami i walką. Stwierdzenie "nic byśmy nie zmienili" znaczy tyle, że włożyliśmy w ten album maksimum serca i naszych umiejętności i jesteśmy z niego bardzo dumni. No i gotowi na kolejne wyzwania. (śmiech)

Sprawdź tekst utworu "Vaga" w serwisie Teksciory.pl!

Recenzenci oceniający wasz album, zwracają uwagę na nieco mroczny klimat i "nocny" charakter tych kompozycji. Czy to w jakimś stopniu było waszym zamierzeniem - miała to być płyta do słuchania po zmroku?

Łukasz: - Każdy odbiera muzykę bardzo indywidualnie. Zależało mi, żeby album nie był jednowymiarowy. Koncepcja całości jest taka, że pierwsza połowa płyty jest cieplejsza i nazwijmy to bardziej "dzienna". Od połowy zanurzamy się w bardziej mroczne zakątki. Wydaje mi się, że taki odbiór może być podyktowany nieco vintage’owym brzmieniem i odwołaniami do trip hopu, który jest dość mroczną stylistyką. Sam jestem nocnym markiem i bardzo lubię pracować i obcować z muzyką po zmroku. Być może w jakiś naturalny sposób to udało się przenieść na słuchacza.

W takim razie gdzie i o jakiej porze najlepiej zapętlać "Pętle"? 

Łukasz: - Z relacji osób, do których dotarły "Pętle" wynika, że najlepiej słuchać nas po zmroku, jadąc autem, bądź przemieszczając się pieszo w słuchawkach. Podobno tułanie się bez sensu po mieście też bardzo sprzyja percepcji naszej twórczości. (śmiech)

Te nocne, mroczne odniesienia znaleźć możemy również w waszych teledyskach - podobno zilustrowany ma zostać każdy kawałek z płyty...  Jak ważna jest dla was wizualna strona projektu?

Łukasz: - Od początku wizualna strona była dla nas niezwykle istotna. Na koncie mamy trzy klipy stworzone przez różnych artystów. Okładkę i ostatni klip stworzył Miron Chomacki, którego estetyka bardzo nam odpowiada i z którym planujemy kolejne teledyski. Obecnie pracujemy nad teledyskiem do utworu "Światła Miasta", za którego realizację odpowiedzialny jest znakomity fotograf Paweł Zanio. Koncepcja na stronę wizualną Sonara jest taka, żeby powierzać zaufanym artystom pieczę nad konkretnymi pomysłami i nie wtrącać się możliwie w ich realizację. Zależy nam na pracy z ludźmi, którzy czują naszą muzykę i mają podobną wrażliwość. Chcemy, żeby poszczególne teledyski były ich osobistymi wypowiedziami. Nie muszą być bardzo efektowne, ważne, żeby były szczere. 

Myślę, że polskie teksty są cichym bohaterem waszego albumu. Za teksty "Pętli" odpowiada Mateusz Holak. Dlaczego on? Daliście mu w tym wolną rękę, czy w jakiś sposób nakierowywaliście jego pracę?

Lena: - Holak to przede wszystkim nasz dobry przyjaciel, stąd pomysł, by to on był odpowiedzialny za teksty. W listopadzie zeszłego roku mieliśmy jedno bardziej oficjalne spotkanie, na którym próbowaliśmy ustalić jakąś ogólną tematykę czy klimat albumu. Zwykle jednak nasz proces twórczy wygląda tak, że wysyłam moje pomysły na wokal Mateuszowi, a on pod te melodie układa tekst. I nie dość, że robi to świetnie, to jeszcze błyskawicznie. Bywało, że wystarczyło mu zaledwie kilka godzin.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy płaszczyźnie słownej "Pętli", która zdaje się, ma dla was bardzo duże znaczenie. Wśród gości, których zaprosiliście do współpracy są raperzy. Czy właśnie z tego powodu - przez wzgląd na tę istotę warstwy słownej?

Łukasz: - Zaproszenie do współpracy raperów było rzeczą naturalną i pojawiło się od razu po decyzji nagrania albumu w całości po polsku. Jako producent wywodzę się z tego środowiska. Mój warsztat oparty jest na hiphopowych technikach produkcji i wiem, że moja twórczość trafia do co bardziej świadomych raperów. Potwierdzeniem tego jest fakt, że czterech z mojej ścisłej czołówki przyjęło propozycję współpracy z entuzjazmem. Mes, Holak, Ras i Otsochodzi mają swoje odmienne światy muzyczne, ale to co ich łączy, to wyrazisty, oryginalny styl, wymykanie się schematom i najwyższy poziom techniczny.

Podczas waszego koncertu na Redbull Music Academy Weekender Warsaw wystąpiliście w imponującym, kilkunastoosobowym składzie. Wiem, że trudno o taki komfort w warunkach polskiego rynku muzycznego. Jak będą wyglądały wasze koncerty promujące "Pętle"?

Łukasz: - Trzon zespołu to cztery osoby. Częstym gościem będzie Holak grający na gitarze i rapujący zwrotki swoje i zaproszonych gości, których w miarę możliwości też będziemy zapraszać. W wyjątkowych sytuacjach skład możemy poszerzyć o kwartet smyczkowy i sekcję dętą, ale na ten moment chcemy skoncentrować się na graniu w podstawowym składzie. Daje to nam maksymalną frajdę i jest uzasadnione z punktu widzenia możliwości naszego rynku.

A czy zamierzacie zostawić sobie miejsce na improwizacje na żywo? Czy aranżacje będą ściśle trzymać się tych płytowych wersji?

Łukasz: - Formy są zamknięte, ale w obrębie tych zamkniętych form mamy bardzo dużo przestrzeni na interpretację. Możliwości muzyków są ogromne, więc każdy koncert jest wyjątkowym, niepowtarzalnym wydarzeniem. Unikamy całkowicie otwartych improwizowanych form z uwagi na to, że nie są one aż tak intensywne, jak przyjęta przez nas koncepcja.

Czy trasa koncertowa promująca "Pętle" jest w przygotowaniu? Kiedy możemy spodziewać się występów w polskich miastach? 

Łukasz: - Póki co mamy kilka dat na grudzień. Z dużych rzeczy 17 grudnia zagramy z kwartetem smyczkowym, Holakiem i Rasem na festiwalu WroSound. Planowana jest trasa na początku przyszłego roku. O wszystkich wydarzeniach informujemy na naszym fanpage'u, do obserwowania którego serdecznie zachęcamy.

Sprawdź tekst utworu "Między wierszami" w serwisie Teksciory.pl!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje