Przebiśniegi: "Wspólne tworzenie daje nam wolność i poczucie satysfakcji" [WYWIAD]

Wiktor Fejkiel

Półtora roku od pierwszego spotkania trio Przebiśniegi wydało debiutancki album "Letnie myśli”, który potrafi momentami zaskoczyć. Coraz mniej w muzyce jest miejsca na autentyczność i akustyczność, oni natomiast wychodzą temu naprzeciw. Z tej okazji porozmawialiśmy z nimi o kulisach powstawania tego albumu i o drodze, która zaprowadziła ich do miejsca, w którym teraz są.

Zespół Przebiśniegi wydał album "Letnie myśli"
Zespół Przebiśniegi wydał album "Letnie myśli"Amelia Eksnermateriały prasowe

Wiktor Fejkiel: Jakie emocje towarzyszą dookoła premiery waszego debiutanckiego albumu "Letnie myśli"?

Joanna Jewuła: - Mi towarzyszy pewnego rodzaju zaskoczenie, że udało się to zrealizować w tak ekspresowym tempie. Poznaliśmy się zaledwie półtora roku temu i już udało nam się wydać płytę. Nie czuję na razie stresu, bo jeszcze nie dowierzam, że to się dzieje. Wydaje mi się to bardzo nierzeczywiste. Na pewno czuję ogromną wdzięczność za tę wspólną podróż i nie mogę się doczekać kolejnych.

Jan Bąk: - Myślę, że u mnie głównym uczuciem jest satysfakcja, że ten projekt udało się dokończyć. Nam, jako zespołowi, dużo łatwiej przychodzi generowanie piosenek, pomysłów - gorzej jest już natomiast z ich ukończeniem. Dlatego właśnie dużo satysfakcji daje ten moment, kiedy wszystko jest zakończone, ta świadomość, że już nigdy nic w tych piosenkach nie zmienimy.

Markus Żamojda: - Ja próbuję zabić stres, przygotowując produkcje pod następny album (śmiech).

Co zainspirowało was do nadania albumowi tytułu "Letnie myśli"? Czujecie jakiś szczególny sentyment do lata?

JB: - Dla mnie lato ma w sobie coś pociągającego, a równocześnie niebezpiecznego. Natomiast sam tytuł krążka wywodzi się po prostu od piosenki "Letnie myśli", która otwiera cały album. Chcieliśmy poniekąd oddać jej hołd, ponieważ jednogłośnie uważamy, że jest po prostu najlepsza. W samej idei letnich myśli podoba mi się ambiwalencja, która z nich wypływa i wywołuje inny stan umysłu. Zauważamy to, że latem człowiek staje się inny.

Jakie były wasze główne inspiracje muzyczne i liryczne podczas pracy nad albumem?

JJ: - Każdy z nas nie tylko otacza się muzyką, ale i poezją. Jeśli chodzi o wspólne tworzenie, to czerpaliśmy ze wszystkiego, co nas otaczało. Wszystkie te dzieła muzyczne czy literackie, które kiedyś nas zachwyciły, również miały wpływ na naszą twórczość. Ale z otaczających nas krajobrazów czy z nocnych rozmów czerpaliśmy najwięcej. Za genezę każdej z piosenek możemy uznać takie oczarowanie chwilą obecną, które towarzyszyło nam, gdy je pisaliśmy.

MŻ: - Mnie osobiście bardzo inspirowały inne utwory, głównie polskie, ale nie tylko. Nie słuchamy na co dzień tej samej muzyk, dzięki czemu możemy się wymieniać nowościami. Sporo inspiracji dociera do nas również z tej strony. Co więcej, zawsze staramy się ubierać nasze piosenki w historie, w których występuje jakiś bohater. Nadajemy im warstwę fabularną.

JB: - Z takich nieoczywistych inspiracji dodałbym tutaj produkcje Timbalanda.

Jak to jest pracować w trio, gdzie każdy z was wnosi coś innego do muzyki? Mieliście problem, by złapać wspólny język muzyczny?

JB: - Wydaje mi się, że takich problemów nie było. Bardzo pomaga tutaj założenie, jakie daliśmy sobie na początku, że wszystko ma się odbywać na zasadach dialogu. Bardziej niż w przypadku innych formacji może udawać nam się unikać starć. Tutaj mamy przestrzeń, w której nie ma innej opcji niż działanie wspólne.

Na waszym koncercie zwróciłem szczególną uwagę na sposób, jak często się wymieniacie między piosenkami tym, kto gra na którym instrumencie, do kogo należą wokale itd. W podobny sposób wyglądała praca w studio nad albumem "Letnie myśli"? Każde z was wnosiło po równo do tworzenia liryki, produkcji czy kompozycji?

JJ: - Zarówno pisanie tekstów, jak i tworzenie kompozycji jest wspólnym terytorium. Natomiast jeśli chodzi o produkcję - za nią odpowiedzialny przede wszystkim jest Markus.

MŻ: - Wszystkie procesy dookoła produkcji muzycznych są moją pasją, więc to było dość naturalne, że to mi przypada ta rola. Ale jeśli chodzi o grę na instrumentach, najbardziej udziela się tu Janek. Mimo wszystko cały proces nagrywania i tworzenia jest u nas wspólny, więc gdzieś tam te obowiązki naturalnie dzielimy między siebie.

Przy pracy nad tym albumem i w branży muzycznej, fakt, że jesteście zespołem, jest dla was ułatwieniem czy utrudnieniem?

JB: - Staramy się, by każdy z nas był przekonany z osobna do działań, jakie podejmujemy w trójkę. Przy takich założeniach, podkreślając też tę wspólnotowość, o której mówiłem, praca w grupie jest dla nas zdecydowanie ułatwieniem. Zależy nam, by nikt nie czuł się pokrzywdzony. Mimo wszystko w branży muzycznej, która jest tak bardzo nastawiona na indywidualizm, zespół jest jakimś wyzwaniem, któremu musimy sprostać.

JJ: - Zgadzam się z Jankiem. Wspólne tworzenie daje mi pewien szczególny rodzaj wolności i poczucia satysfakcji. Nasze tak różne energie i osobowości mieszają się, każdy dodaje coś od siebie, w wyniku czego powstaje coś, czego osobno nie bylibyśmy w stanie stworzyć. Droga solowego artysty jest często samotna, ale owszem również piękna. Na pewno dużo więcej energii trzeba włożyć solowo pracując nad utworami. Każdy z nas odbył tę drogę i wcześniej pracował sam. Nasze spotkanie na "Tekstmisji" było dla mnie nieoczekiwanym spełnieniem marzenia, którego nawet nie byłam świadoma (śmiech).

Z pięciu singli, które zapowiadały wasz album, "Ostatni dom" poniósł się najbardziej. Spodziewaliście się takiego obrotu spraw?

JB: - Mówiąc szczerze, trochę tak. Mając 3/4 albumu, wytypowaliśmy ten utwór jako najbardziej reprezentatywny. Najlepiej nas przedstawia i jest też dość przebojowy, co działa na plus. Z ciekawostek, to właśnie "Ostatni dom" jest pierwszym utworem, jaki skończyliśmy. Tak właśnie czuliśmy, że się poniesie. I jak widać, mieliśmy rację.

Czujecie, że ze względu na styl, w jakim gracie, wasza muzyka nabiera duszy, wykonywana na żywo?

MŻ: - Myślę, że jest ona stworzona do grania na koncertach. Bardzo przyjemnie nam się ją śpiewa. Refreny są napisane tak, że publiczność szybko je łapie, przez co wytwarza się bardzo miła atmosfera. Wierzę, że tych koncertów będzie coraz więcej, bo dają mi one ogromną satysfakcję.

JB: - Już od samego początku naszej znajomości podejrzewałem, że energia koncertowa będzie tą dominującą. Granie na scenie zdecydowanie sprawia mi więcej radości niż praca w studiu. To wszystko jest bardziej spontaniczne, jest zupełnie inny tryb myślenia. O ile w studiu projektujesz jakieś doświadczenie, to na scenie naprawdę go doświadczasz.

JJ: - Uwielbiam bycie na scenie. Ten moment jest dla mnie szczególnie uwalniający. To żywe doświadczenie, w którym następuje wymiana energetyczna pomiędzy artystą a odbiorcą. Zawsze kiedy staję na scenie, czy w celu zagrania koncertu, czy spektaklu, czuję, że mogę wszystko. Jest w tym element performatywny. Pojawia się miejsce na improwizację. Co tu dużo mówić. Po prostu to kocham.

Jako debiutanci wprowadzacie do polskiej muzyki sporo gitarowych brzmień. Myślicie, że jesteśmy u progu pewnego trendu i pochyleniu się ku nim?

MŻ: - Zauważam w muzyce powrót do autentyczności. Ludzie zmęczyli się już tymi cyfrowymi brzmieniami, także wszystkie autotune’y i tego typu zabiegi będą w popie ustępować miejsca akustycznym brzmieniom i ambitniejszym tekstom. Powrót do prawdy.

JB: - Nie mogę się zgodzić. Jestem pesymistą i uważam, że z roku na rok będzie gorzej. Żadna autentyczność nie powróci. Może te gitary na chwilę zaliczą powrót, ale zmienność trendów będzie taka dynamiczna, że nie zdążymy się do nich przyzwyczaić, a one już odejdą w niepamięć.

JJ: - Obecnie twórczość muzyczna rozgałęzia się na wiele kierunków i styli. Moim zdaniem trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie odnośnie futurologii rynku muzycznego. Sądzę, że w dobie indywidualistów rozwijać się i ewoluować będą zarówno muzyka elektroniczna, jak i instrumentalna. Myślę, że w przyszłości pojawi się także sporo twórców korzystających z pomocy AI. To się właściwie już dzieje, może jeszcze nie na ogromną skalę, ale jest to kwestią czasu.

Mimo wszystko trudno jest mi przewidzieć jeden jedyny kierunek ruchu i wzrostu tych wszystkich gałęzi, ale to jest dla mnie piękne, bo o to chodzi w sztuce, żeby nas wciąż zaskakiwała i zmieniała sposób patrzenia na to, co może się wydarzyć. Cieszę się natomiast, że my jesteśmy postrzegani jako ten promyczek autentyczności i świeżości, który wnosi trochę optymizmu, bo dla mnie to jest priorytetowa wartość każdego dzieła sztuki.

Na zakończenie, czego sobie życzycie przy okazji premiery waszego debiutu?

MŻ: - Życzymy sobie wyprzedanych koncertów i pozytywnego feedbacku od ludzi. I mnóstwa motywacji do dalszego tworzenia.

JB: - Niech ta muzyka rezonuje w jak największej liczbie dusz.

JJ: - Abyśmy nigdy nie stracili autentyczności i inspiracji. Żeby to zawsze z nami było.

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas
{CMS: 0}