Only The Poets: Kiedy zakładasz zespół, nagranie pierwszego albumu jest wszystkim, o czym marzysz [WYWIAD]
W piątek, 30 stycznia, brytyjski zespół Only The Poets wydał swój debiutancki album zatytułowany "And I'd Do It Again". Choć grupa jest doskonale znana fanom poprockowych brzmień, koncertuje już od kilku lat (supportując takie gwiazdy jak Louis Tomlinson) i ma na swoim koncie wiele singli, dopiero teraz udało im się wypuścić wyczekiwanego longplay'a. W rozmowie z Interią Muzyka Tommy, Marcus oraz Andrew opowiedzieli o kulisach powstawania krążka, nadchodzącej trasie koncertowej, a także swoich ulubionych wspomnieniach związanych z naszym krajem. Brytyjczycy na przestrzeni lat stworzyli wyjątkową więź z polskimi fanami.

Weronika Figiel, Interia Muzyka: Na wstępie - gratulacje z okazji wydania debiutanckiego albumu "And I'd Do It Again", ponieważ właśnie dlatego się dziś spotykamy. Jakie to uczucie?
Tommy Longhurst, Only The Poets: Niesamowite. Byliśmy zestresowani, ale też podekscytowani. Ale teraz, gdy w piątek o północy mogliśmy usiąść razem i tego posłuchać... Myślę, że jesteśmy po prostu bardzo dumni i podekscytowani. To interesujące, bo długo żyliśmy tym albumem, jest jak nasze dziecko, a teraz oddajemy go w świat i każdy może wziąć z niego, co tylko chce. To właśnie to, co nas trochę przeraża, ale jednocześnie cieszy.
Marcus Yates, Only The Poets: Kiedy zakładasz zespół, nagranie pierwszego albumu jest wszystkim, o czym marzysz. Więc to narastało stopniowo, ale do teraz wydaje się nam surrealistyczne - że w końcu jesteśmy w tym miejscu.
Jakie było największe wyzwanie, z którym musieliście się zmierzyć podczas nagrywania debiutanckiego krążka?
TL: Generalnie szło w porządku, bardzo płynnie - w porównaniu do wcześniejszych doświadczeń. Nie mieliśmy problemu z tym, aby wybrać, które piosenki powinny wejść na płytę. Myślę, że to była raczej zabawa ze szczegółami. Przykładowo piosenka "You Hate That I'm In Love" została nagrana w dziesięciu wersjach, aby wreszcie brzmiała dla nas odpowiednio. Podobnie było z utworem "Bad" - zaczęło się od pomysłu, od którego odeszliśmy, ale później znowu się przed nami pojawił. Te dwie piosenki wyróżniają się spośród pozostałych i mieliśmy z nimi trudność, ale tylko dlatego, że chcieliśmy, żeby brzmiały dobrze. Cieszymy się z tego, jak ostatecznie wyszły.
MY: Dokładnie. Ale też jest to nasz pierwszy album, więc nie mamy jak tego porównać. Z następnym może być nawet jeszcze łatwiej... Albo, kto wie, może trudniej? Jedno jest pewne - mieliśmy w tym dużo zabawy.
Najnowszym singlem z waszego albumu jest "Monumental" i już przedsmak piosenki opublikowany na Instagramie sprawił, że fani oszaleli. Widziałam komentarze sugerujące, że to "banger". Myślicie, że to faktycznie może być największy hit na albumie?
TL: Zdecydowanie jest w czołówce. To jedna z moich ulubionych piosenek. Powstała na długo przed tym, jak album pojawił się na horyzoncie - trzymaliśmy ją w tajemnicy. Tak bardzo pokochaliśmy ten utwór i poczuliśmy, że powinien otwierać erę albumu. Wierzymy, że fani będą rezonować z tą piosenką. I to dlatego chcieliśmy, żeby ukazała się tego samego dnia, co album.
Andrew Burge, Only The Poets: Jesteśmy najbardziej podekscytowani czekając właśnie na reakcje dotyczące piosenek, których fani jeszcze nie słyszeli. Przez cały proces tworzenia nasi faworyci ciągle się zmieniali i na koniec po prostu czekaliśmy na to, aby wszyscy mogli ich posłuchać.
Wspomnieliście wcześniej o piosence "Bad". Ma ona nieco bardziej mroczny, tajemniczy klimat. Jaka stoi za nią historia?
TL: Faktycznie, ma ten mroczny element w sobie. Myślę, że nie ma tego zbyt dużo na albumie. Andrew zawsze mówi, że jest idealnym obrazem tego, jakie są nasze koncerty i kim my jesteśmy, jako zespół. Ten utwór oddaje sedno Only The Poets. Myślę, że jest unikatowy.
AB: Kiedy ludzie przychodzą posłuchać nas na żywo, okazuje się, że jest bardziej "z charakterem" niż myśleli, że będzie. Nie wydaliśmy jeszcze żadnej piosenki, która ukazywałaby nasz zespół z tej strony, więc miło jest takową wypuścić i pokazać, że zawsze to w nas drzemało.
Poprzedni singiel - "Thinking Bout Your Ex" - też ma nocny, mroczny klimat. Chcieliście, żeby ta atmosfera przeważała na albumie?
TL: Tak! Myślę, że to, co kochamy w tym utworze - zarówno w samej piosence, jak i wszystkim, co dookoła niej, czyli też produkcji - to poczucie, że wkraczamy na nowe terytorium. Otworzyliśmy się na brzmienia R&B i tego typu klimaty. Postawiliśmy na muzykę, której sami chcielibyśmy słuchać i stworzyliśmy ten album bez lęków czy obaw. Jeszcze dwa lata temu nawet nie myśleliśmy, że tak może brzmieć odpowiadający nam styl.
MY: To piosenka, której nigdy by się nie podejrzewało o bycie piosenką Only The Poets. Rozbudziła w nas kreatywność na resztę albumu i dzięki niej pomyśleliśmy: "Oh, możemy zrobić coś w takim stylu". Jeśli byśmy chcieli, żeby ten mrok był wszędzie, to byliśmy w stanie to zrobić, ale ostatecznie jesteśmy zadowoleni z tego, jak wyszło.
Pierwszy singiel promujący wydawnictwo, "I Keep On Messing It Up", oddaliście w ręce fanów prawie rok temu. Co myślicie o tej piosence po takim czasie? Wciąż wybralibyście ją na singiel wiodący?
TL: Ja osobiście uważam, że jest to jeden z najlepszych utworów na krążku. Był to dla nas ważny etap w procesie. Spośród rzeczy, które napisaliśmy, ten utwór najlepiej oddawał ducha zeszłego roku. Był nową, kreatywną perspektywą i piosenką, która natychmiast sprawiła wrażenie innej niż te dotychczasowe. Od razu podeszliśmy do niej z entuzjazmem. Nie żałujemy tej decyzji sprzed roku - myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
W kwietniu wyruszycie w trasę koncertową z "And I'd Do It Again". Czego możemy spodziewać się po nadchodzących koncertach?
AB: Chcemy pobudzić ten album do życia. Nie chcemy zdradzać zbyt wiele, ale próbujemy podjąć kroki, aby te koncerty były wciągającymi i angażującymi doświadczeniami. Sam album ma mocno filmowy charakter i pewien motyw przewodni, który przez niego prowadzi. Chcemy to przenieść także na koncerty - stworzyć filmowe, immersyjne show, coś, czego od zawsze byliśmy fanami.
W lutym gracie także specjalny koncert - wasze pierwsze solowe show w Brixton Academy w Londynie. Bilety na to wydarzenie kosztowały zaledwie funta. Co zainspirowało was do tak niezwykłej inicjatywy?
TL: Od zawsze jesteśmy wierni przekonaniu, że muzyka powinna być dostępna dla wszystkich. Już podczas naszej pierwszej w dziejach trasy koncertowej można było kupić bilety za jednego funta. To wspaniałe uczucie, móc zatoczyć pełne koło i ponownie zrobić coś takiego - tym razem na wielką skalę. Wszyscy bywaliśmy w Brixton Academy niezliczoną ilość razy, to nasza ulubiona hala koncertowa na świecie i od zawsze marzyliśmy, żeby tam zagrać. Chcieliśmy przy tym zrobić coś wielkiego - rozpocząć tę wyjątkowo ważną dyskusję o tym, że muzyka na żywo nie powinna być luksusem, powinna być dostępna. Myślę, że możemy być dumni z podjęcia tego tematu. Reakcje okazały się niezwykłe, sprawa poniosła się o wiele dalej niż sobie wyobrażaliśmy, bo wszyscy się w to włączyli i nas wsparli. Możemy być dumni, bo myślę, że udało nam się zostawić choć trochę śladu po sobie, pomagając tak, jak potrafiliśmy. To coś, na co będziemy mogli kiedyś patrzeć wstecz z dużą satysfakcją.
Po zagraniu w Brixton Academy - co jest waszym największym marzeniem koncertowym?
AB: Chcielibyśmy zagrać jako headliner Reading Festivalu. To wydarzenie, na którym dorastaliśmy i bycie tam główną gwiazdą byłoby prawdziwym spełnieniem marzeń - właściwie dziecięcych marzeń. Chodziliśmy tam co roku, jako dzieciaki.
TL: To by było niewiarygodne! I jeszcze granie ogromnych koncertów na całym świecie, na arenach.

Byliście już w Polsce wiele razy i wygląda na to, że zbudowaliście wyjątkową więź z polskimi fanami. Jakie macie wrażenia na temat naszej publiczności?
TL: Niewiarygodna. Mnóstwo pasji, dużo energii. Bardzo głośna, wręcz wykrzykująca teksty piosenek. Niewiarygodna... Pamiętam, jak pierwszy raz przyjechaliśmy do Polski, podczas jednej z naszych pierwszych solowych tras - dosłownie zmiotło nas z nóg. Ja właściwie popłakałem się na scenie! Jest z tego nagranie, jak płaczę. Obaj płakaliśmy.
MY: Tak! To zawsze było bardzo wyjątkowe miejsce dla nas. To były nasze największe... W tamtym czasie nasze pierwsze duże koncerty odbywały się w Polsce. Fani zawsze byli bardzo, bardzo wspierający. Uwielbiamy to!
TL: Jesteście kochani, tak w ogóle! Zawsze bardzo uprzejmi. Uwielbiamy pierogi i lubimy Tyskie oraz Grześki.
MY: I ludzi.
Macie ulubione wspomnienie z koncertów w Polsce albo z podróży po naszym kraju?
TL: Zagraliśmy kiedyś letnią trasę, w sześciu różnych miastach, co było bardzo fajnym doświadczeniem. W sumie to ja złamałem stopę w Polsce, w Katowicach. Więc, zabawa była przednia...
MY: Moim ulubionym wspomnieniem jest koncert w Warszawie, w klubie Palladium, gdzie graliśmy dla dwóch tysięcy ludzi. Było to pod koniec naprawdę szalonego dla nas roku - supportowaliśmy Louisa Tomlinsona w Europie, graliśmy nasze solowe koncerty, byliśmy tuż przed podpisaniem kontraktu płytowego i graliśmy w Polsce dla dwóch tysięcy ludzi!
TL: I każdy z nich śpiewał nasze teksty piosenek! Myśleliśmy sobie wtedy: "To się dzieje naprawdę?".
MY: Pamiętam, że gdy byliśmy na scenie, zrobiło się tak emocjonalnie, że ty, Tommy, zacząłeś płakać. Ja wtedy podszedłem do ciebie i zacząłem się z ciebie śmiać.
TL: Wyobrażasz to sobie?
MY: Zeszliśmy ze sceny na przerwę, wróciliśmy na bis i wtedy to ja zacząłem płakać! To wszystko było tak szalone. To jest nasze najbardziej wyjątkowe wspomnienie, nigdy tego nie zapomnę.
TL: Wszyscy płakali.

Co chcielibyście powiedzieć polskim fanom przy okazji premiery albumu i przed koncertem w Warszawie?
TL: Kochamy was!
AB: Bardzo byśmy się cieszyli, gdybyście przyszli nas zobaczyć i posłuchać albumu na żywo.
MY: Dziękujemy za całe wsparcie przez ostatnie lata!
AB: Dziękujemy za tę podróż, jest naprawdę wspaniała.
TL: Koncert w kwietniu będzie najlepszym show, jakie do tej pory zagraliśmy. Kupujcie ostatnie bilety, które zostały, bo będzie naprawdę świetnie.








