Reklama

Marcin Maciejczak: Od zawsze inaczej patrzyłem na świat [WYWIAD]

Marcin Maciejczak został zwycięzcą trzeciej edycji "The Voice Kids" /Kamil Piklikiewicz/DDTVN /East News

- W naszym kraju dosyć często osoby, które ubierają się w taki, a nie inny sposób, spotykają się nawet z przemocą - opowiada Interii Marcin Maciejczak, 15-letni obecnie zwycięzca trzeciej edycji "The Voice Kids". Młody wokalista właśnie wypuścił swój debiutancki album "Tamte dni".

Marcin Maciejczak na początku 2020 roku został zwycięzcą trzeciej edycji "The Voice Kids". Podopiecznemu Dawida Kwiatkowskiego wiele osób wróży karierę na miarę Roksany Węgiel Viki Gabor, które wygrały Eurowizję Junior odpowiednio w 2018 i 2019 r.

Debiutancki singel artysty - "Jak gdyby nic" (posłuchaj!) - szybko stał się jednym z największych przebojów w Polsce. Później opublikował m.in. utwory "Deszcz i bez" (sprawdź klip!), "Kaj" oraz "Ciepły front", duet z Natalią Nykiel.

Reklama

Kasia Gawęska, Interia: "Teraz", czyli intro do całej płyty, to podniosłe brzmienie, momentami przerażające, a z drugiej strony słychać tam śpiew ptaków... To dobre podsumowanie tego, co słuchacz znajdzie dalej?

Marcin Maciejczak: - Postrzegam tę piosenkę trochę jako portal do mojego świata. Takie dźwięki słyszę, gdy do tego świata wchodzę, więc myślę, że to idealne intro do płyty. Bardzo się cieszę, że słuchając go, człowiek może oderwać się od rzeczywistości, od swojej rutyny, i wejść ze mną do tego mojego świata.

Do świata dojrzałego jak na osobę w twoim wieku. Tomson powiedział kiedyś, że masz wszystko - charyzmę, wygląd, wrażliwość, głos. Zastanawiam się, skąd w tobie taka pewność jeśli chodzi o twój wizerunek i zachowanie na scenie?

- Jeśli chodzi o dojrzałość, to w dużej mierze zaszczepiła ją we mnie moja prababcia. Często opowiadała mi historie o wojnach. Bardzo ciekawi mnie ten temat, który na dodatek uwrażliwił mnie na temat przemocy wśród ludzi. Dużo dała mi pewnie także muzyka, której słuchałem. Od dziecka najczęściej z moich głośników leciała muzyka Anny German i Violetty Villas. Moje początki jeśli chodzi o śpiewanie też wiązały się z tego typu repertuarem. Wiele osób mi to zarzucało, ludzie głowili się dlaczego jako sześciolatek śpiewam tak poważne utwory. Nigdy nie wiedziałem, z czego to wynika, chyba od zawsze inaczej patrzyłem na świat.

Patrząc tylko i wyłącznie na twój wygląd, sposób ubierania się, widzę trochę Harry'ego Stylesa, trochę Olly'ego Alexandra z Years & Years. Ubrania to też dla ciebie sposób na wyrażanie siebie?

- Tak, to bardzo widoczny sposób na wyrażanie siebie. Nie wiem, skąd wzięła się u mnie taka odwaga jeśli chodzi o ubrania. Wiem natomiast, że chciałbym przecierać szlaki dla moich rówieśników, żeby nie wstydzili się tego, jak wyglądają. W naszym kraju dosyć często osoby, które ubierają się w taki, a nie inny sposób, spotykają się nawet z przemocą. Pewnie trochę na przekór temu chodzę do szkoły ubrany tak, jak chcę. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś na mnie spojrzy i pomyśli sobie, że też by tak chciał, i też będzie się wyróżniać. Nie można się przejmować żadnymi uwagami na temat swojego wyglądu. Trzeba być sobą.

Jak się czujesz przed premierą "Tamtych dni"? Jest stres, presja, radość?

- Jestem bardzo podekscytowany, szczęśliwy, że płyta zaraz wychodzi. Ale jest to dziwne, bo ja już dobrze zapoznałem się z tą płytą. Zresztą, często do niej wracam, a za kilka godzin będę mógł posłuchać jej na przykład na Spotify. Bardzo mnie to cieszy, że album wychodzi na świat i wszystkie piosenki będą dla ludzi czymś nowym.

Wiele piosenek na twojej płycie pozwala przenieść się do miejsc opisywanych przez ciebie. Myślę, że duży wpływ mają na to szczegóły, opisy zapachów, obrazów, uczuć, przemyśleń. Można poczuć na sobie deszcz, wiatr, posmakować za mocnej kawy, wyczuć w powietrzu zapach bzu. Zależało ci na takich detalach?

- Chciałem pokazać mój świat od strony wizualnej, ale też tekstowej. Moim marzeniem było to, żeby słuchając tych piosenek odbiorca zamknął oczy i czuł ten bez, deszcz, żeby teksty go wręcz dotykały. Dlatego bardzo mnie cieszy, że to zauważyłaś, że ta płyta to przepustka do mojej głowy i mojego świata.

Trzeba tutaj zaznaczyć, że wszystkie teksty są mocno poetyckie. To na co dzień twoja estetyka?

- Piszę wiersze z nadzieją, że kiedyś zamienią się w piosenki. W ogóle moim marzeniem jest napisanie w przyszłości całego tekstu samodzielnie. Na razie przy pierwszej płycie pisali dla mnie inni utalentowani twórcy - ja raczej dostarczałem pomysły i informacje, o czym dana piosenka powinna być. Dużo czytam i bardzo sobie cenię, gdy coś jest opisane tak, że mnie to dotyka. Chciałem wykorzystać to na płycie. Na albumie jest też wiele baśniowych motywów. Piosenka "Kaj" to interpretacja baśni "Królowa śniegu". Jestem w klasie o profilu humanistycznym, więc poezja cały czas ze mną płynie.

Poruszasz na tej płycie wiele trudnych tematów. "Niosę w dłoni mój świat - powiedz, ile jest wart" - samoakceptacja, zależność od drugiej osoby. "Chcę już łapać dni, żeby świat nie uciekł mi przez palce" - przemijanie, ulotność wszystkich chwil. "Czasem, gdy jest mi ciężko, to nie wiem już sam, czy kiedykolwiek choć trochę zrozumiem nasz świat/(...)Wielki i piękny, a tyle w nim zła" - niezrozumienie, wrażliwość, empatia. "Nie wiem sam, gdzie jestem ja" - tożsamość. To bardzo mocne słowa jak na tak młodą osobę. Czy to są tematy, które są ci bliskie, na które chcesz zwrócić uwagę swoich rówieśników? Myślisz, że są też dla nich ważne w czasach, kiedy wiele osób martwi się jedynie, czy znajdzie w sklepie lody Ekipy?

- Chcę pokazywać ludziom, że tego typu wartości są najważniejsze. Mówię na przykład o tym, że czasami znajdujemy sobie przyjaciela i nie możemy się od niego oderwać, chcemy, żeby był obok nas. Czasami nie jesteśmy w stanie określić pewnych relacji, wiemy, że jesteśmy z kimś blisko, ale też boimy się tej bliskości. Moi rówieśnicy często mają do czynienia z takimi relacjami. Wielu z nich to też dojrzałe osoby, dla których relacje to poważna sprawa. Trudno pogodzić się z odejściem ważnej dla nas osoby.

Na płycie są takie piosenki, które nie są śpiewane z twojej perspektywy, tylko jakiejś fikcyjnej postaci?

- Chyba nie. Na tym albumie wszystko dotyczy moich przeżyć. Na przykład "W sercu żal" to moja odpowiedź na falę hejtu, z którą się spotkałem przy programie "The Voice Kids". Czytałem wtedy dużo opinii na swój temat. Ludzie mnie opisywali, nie mając pojęcia, jaką jestem osobą. Ten utwór opowiada o tym, że ja sam wiem najlepiej, jaki jestem, więc inni ludzie mogą mówić, co chcą ale to nic nie znaczy. Znajduje się w nim dość przerażający z punktu widzenia młodego człowieka fragment: "Próbuję już nie słuchać słów, co sączą jad i trapią mnie". Zastanawialiśmy się, czy to dobry krok, bo to mocne słowa, ale bardzo mi się podobają.

Też zwróciłam uwagę na ten fragment. Jak ewoluowało twoje podejście do hejtu?

- Na początku, kiedy to było nowe dla mnie zjawisko, było trudno, dziwnie. Czytałem nawet opinie o mojej rodzinie! Mega mnie to raniło, ale starałem się myśleć pozytywnie. Widziałem, że moja mama lubi sobie poczytać, co ktoś o mnie pisze, więc zabroniłem jej tego. Z kolei bardzo lubię czytać opinie na temat mojej muzyki, bo chcę wiedzieć, jakie reakcje wzbudza. Hejt znajduję wszędzie, ale większość osób, które obserwują mnie na przykład na Instagramie, już się do tego przyzwyczaiły i wiedzą, jaki jestem naprawdę. Z drugiej strony muszę przyznać, że obserwuję większy hejt wobec innych artystów, niż wobec siebie.

Dzięki takim sytuacjom pewnie bardziej doceniasz swoich fanów?

- Myślę, że jesteśmy ze sobą blisko. Lubię czytać, co myślą o mojej muzyce, robić im niespodzianki - na przykład zdradzam gdzieś tytuły swoich piosenek, żeby mogli sobie je wyobrazić, a później zderzyć z utworem, który rzeczywiście powstał. Moi fani są w różnym wieku, co trochę mnie szokuje, ale też bardzo cieszy. Słuchają mnie nawet ludzie w wieku mojej mamy, czy starsi. Czekam na koncert premierowy 29 czerwca w Pradze Centrum w Warszawie, bo wtedy ich zobaczę. Piszą mi, że mają bilety na ten występ. Czytam ich komentarze, odpisuję im. Lubię pozostawać z nimi w kontakcie i być z nimi blisko. Bardzo ich kocham.

Większość z nich pewnie odkryła cię dzięki "The Voice Kids". Opowiesz mi o tej przygodzie?

- To była dla mnie właśnie wspaniała przygoda. Mega wspominam ten czas. Poznałem wtedy super ludzi. Chociaż nie mamy już tak częstego kontaktu, jak w programie, to nadal trzymamy się razem, bo łączy nas pasja. Wymieniamy się muzyką, której słuchamy, możemy na sobie polegać. Program nauczył mnie przede wszystkim profesjonalizmu. Nigdy tego nie zapomnę.

"Nie proszę o więcej" to duet z Luną, a "Ciepły front" - z Natalią Nykiel. Dlaczego chciałeś z nimi pracować?

- Kiedy powstały te dwie piosenki, stwierdziłem, że nie mogą być solowe. Brakowało mi tam dodatkowych głosów. Trafiło na te dwie panie. Jeśli chodzi o Lunę, to stałem się jej fanem, często słuchałem jej muzyki, ale nie spodziewałem się, że zgodzi się na udział w tym duecie. Bardzo mnie cieszy, że tak się jednak stało, bo wzbogaciła "Nie proszę o więcej" swoim eterycznym głosem, który dodał piosence magii.

Co do "Ciepłego frontu", ten utwór był trochę inspirowany "Atlantykiem" Natalii Nykiel. Odkąd pamiętam, jestem jej fanem. Nie wiem, jakim cudem zgodziła się na współpracę ze mną, ale się zgodziła (śmiech). Poznaliśmy się dopiero podczas sesji okładkowej do tego singla bo ze względu na pandemię musieliśmy nagrywać osobno. Natalia jest wspaniałym człowiekiem. Bije od niej pozytywna energia. Widzę, że chociaż zyskała ogromną sławę, grała na wielkich scenach, to wciąż jest normalną osobą. Postrzegam ją jako ikonę, wzór do naśladowania.

"Jak gdyby nic" to absolutnie poruszająca piosenka. To też odważny wybór jak na singel promujący płytę, a jednak się opłaciło. Jak myślisz, co takiego jest w tym utworze, że tak dobrze sobie poradził?

- Ta piosenka jest dość bezpośrednia. Wydaje mi się, że ludzie lubią takie utwory, w których od razu wiadomo, o czym ktoś śpiewa. To też bardzo nostalgiczny utwór, prawdziwy. Opowiada o sytuacji, z którą każdy może się utożsamić, więc chyba dlatego ten singiel został tak dobrze przyjęty.

Pamiętasz może taki moment związany z "Jak gdyby nic", kiedy pomyślałeś sobie, że odniosłeś ogromny sukces? Jakie to było uczucie?

- Każda moja piosenka to dla mnie sukces. Na pewno wielkim szokiem był dla mnie moment, w którym w szybkim tempie pod teledyskiem zebrało się 10 milionów wyświetleń. Jestem szczęśliwy, że ktokolwiek mnie słucha. Pamiętam też, jak pierwszy raz usłyszałem ten utwór w radiu. Byłem wtedy na wywiadzie w Radiu ZET. Wyobrażałem sobie, że ktoś teraz słucha tej piosenki jadąc w aucie... To był mój debiutancki singel. Nie posiadałem się z radości, bo zawsze wydawało mi się, że w radio lecą piosenki wielkich gwiazd, a nagle pojawił się tam mój utwór.

Co chciałbyś, żeby ludzie wzięli z płyty "Tamte dni"?

- Chciałbym, żeby po przesłuchaniu tej płyty ktoś przypomniał sobie jakiś szczęśliwy moment ze swojego życia i żeby na jego twarzy pojawił się uśmiech. Mam nadzieję, że każdemu spodoba się choć jeden utwór, chociaż wiadomo, że chciałbym, żeby cała płyta została przesłuchana od początku do końca, bo to idealnie ułożona historia. Fajnie byłoby, gdyby słuchacz oderwał się na chwilę od prawdziwego świata, przysiadł ze mną na kamieniu, odpoczął, wspominając piękne chwile.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Marcin Maciejczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje