Łona o Festiwalu Korelacje: Warto oglądać "Klątwę Doliny Węży" nie raz, nie dziesięć, tylko ileśdziesiąt [WYWIAD]
W dniach 20-23 listopada we wrocławskim kinie DCF trwa kolejna edycja Festiwalu Korelacje, podczas którego widzowie mają okazję obejrzeć klasyki polskiego kina ze specjalnie przygotowanymi autorskimi narracjami. Komentarzami do filmu "Klątwa Doliny Węży" w reżyserii Marka Piestraka zajął się Łona. W rozmowie z Interią raper opowiedział o swoich prywatnych doświadczeniach związanych z tym dziełem, o tym, jak wyglądały kulisy powstawania narracji, a także o tym, kogo chciałby usłyszeć w kolejnej edycji festiwalu.

Weronika Figiel, Interia: Witamy się z Festiwalu Korelacje. W ramach tej imprezy wziąłeś na warsztat film "Klątwa Doliny Węży". Jak pracowało ci się z tak kultowym dziełem?
Łona: - Byłem bardzo przejęty, tak samo jak teraz jestem bardzo przejęty - przed premierą tego "połączonego" dzieła. "Klątwa Doliny Węży" to megafilm, to wszechfilm, to arcyfilm, to jest po prostu zjawiskowe dzieło! Dostarczyło mi bardzo dużo uciechy i rozrywki, bo widziałem go paręnaście razy. Sam chyba nigdy, ale zwykle ze znajomymi, wieczorem, przy rozrywkowych sytuacjach. Bardzo dobrze znam ten film. Podchodziłem do niego z takim założeniem, że na pewno nie chcę tego spieprzyć - i to nie było łatwe zadanie, zrobić coś takiego.
Pamiętasz swoje pierwsze zetknięcie z tym filmem?
- Nie, to pierwsze zetknięcie mi się zlewa. To jest jeden, wielki, połączony łańcuch "Klątw". Pamiętam tylko poszczególnych znajomych, a co więcej - wydaje mi się, że pamiętam niektóre ich komentarze. Część z nich przedostała się do tej narracji.
Wspominałeś, że znasz w tym momencie film scena po scenie. Jaka jest więc twoja ulubiona?
- Wydaje mi się, że ten wąż, gdy wyskakuje i jest "uuu". Ale nie chodzi o samego węża, bynajmniej chodzi o reakcje wszystkich poszczególnych postaci. To jest moja ulubiona scena, to jak oni reagują... Ale właściwie, to nie! Przepraszam, wysoki sądzie, cofam to, co powiedziałem, prostuję swoją wypowiedź. Ta ostatnia scena, kiedy wąsacz, którego nazwałem sobie ważniakiem, zmienia się w postać z kosmosu. Tam jest taki moment, kiedy Krzysztof Kolberger reaguje na niego - to jest takie wspaniałe, za każdym razem mnie to cieszy. A odkryłem tę reakcję Kolbergera dopiero za czterdziestym razem. Więc warto oglądać "Klątwę Doliny Węży" nie raz, nie dziesięć, tylko ileśdziesiąt.
Jak myślisz, kto teraz obejrzy ten film - czy będą to osoby, które już go widziały, czy raczej widzowie, których zachęci twoja narracja?
- Wszystkie odpowiedzi są prawidłowe. Osoby, które chciałyby poznać "Klątwę", zachęcone jej niewypowiedzianym czarem, ale też znawcy "Klątwy", takie osoby, które widziały to dzieło i wiedzą, z czym obcują. Znajdą się pewnie wśród widowni też tacy jak ja, którzy widzieli klątwę bardzo wiele razy i za każdym razem się cieszą z tej okazji. Umówmy się - narracja narracją, ale tak naprawdę to jest jeszcze jedna okazja, żeby poobcować z najlepszymi wężami w polskim kinie. Nie ma lepszych węży, nie ma lepszego filmu niż "Klątwa Doliny Węży".
Bycie raperem pomogło ci w tworzeniu tej narracji czy przeszkadzało?
- Zapewne nie przeszkadzało. To była praca z mikrofonem, nagrywanie tych voiceover'ów. Ale samo pisanie prozą było dla mnie pewną nowością. Też dbanie o to, żeby nie zagadać tego filmu. Tam było parę wyzwań. To było dla mnie nowe, ale ciekawe. I wcale nie robi się tego w kilka dni, to jest długi proces.
Masz za sobą także inne doświadczenie kinowe - stworzyłeś film. Opowiedz nam o tym.
- Przede wszystkim współtworzyłem, po drugie - trzeba dodać, że był krótkometrażowy, bo to ma 14 minut. Bardzo ciekawe doświadczenie. Rezultat wieloletniej pracy paru zajaranych osób, które miały więcej zajawki niż zdrowego rozsądku. My to zrobiliśmy poza systemem, w Szczecinie, gdzieś na krańcu Polski - albo na początku Polski właśnie - w każdym razie, daleko od centrum. To nie było łatwe zadanie. Nam chodziło o to, żeby zrobić coś na własną rękę w miarę możliwości, w tym oddalonym od centrum Szczecinie, i żeby nie było wstydu przy oglądaniu. I wydaje mi się, że te dwie rzeczy nam się udały - zrobienie czegoś i brak wstydu. Jestem bardzo zadowolony z całej tej ekipy, z tego, że udało się stworzyć grupę ludzi, która pracowała nad jednym zadaniem, mając na horyzoncie dosyć daleko osadzony punkt. Udało nam się dotrzeć do tego punktu.
Przechodząc do tematu muzyki - jesteś teraz w trakcie trasy jesienno-zimowej z projektem "Taxi" razem z Koniecznym i Krupą. Jakie masz dalsze artystyczne plany?
- Mam cały szereg ambitnych planów - jedne w takim stopniu realizacji, inne w innym. Ale oczywiście o żadnym z nich ci nie opowiem.
Podsumowując - jakbyś miał w kilku słowach opisać Festiwal Korelacje, co byś o nim powiedział?
- Jestem tu pierwszy raz, ale widzę, że to jest znakomicie zorganizowana maszyna - ja patrzę na to od tej strony powstawania. Są tu naprawdę zajarani ludzie, zakochani w kinie, zakochani - i słusznie - w swoim pomyśle dodawania narracji, którzy wiedzą, że to jest doskonały sposób na to, żeby przywoływać filmy, które już są nieco zapomniane. Jak wypadły tegoroczne Korelacje opowiem, gdy się skończą, ale na razie wygląda to dobrze.
Na koniec jeszcze wyzwanie - jakbyś miał wskazać, kto powinien stworzyć narrację w przyszłej edycji, to kogo byś wybrał?
- Ja sobie pomyślałem, i chyba gdzieś już o tym mówiłem, że najlepsza byłaby Kasia Nosowska robiąca narrację do "Młodych wilków". Ale pomyślałem też, że "Miasto prywatne" byłoby dobrym filmem do tego, żeby zbudować do niego narrację. Ale nie mam zielonego pojęcia, kto mógłby to wziąć... Rzucam ten pomysł, "Miasto prywatne", człowieku!








