Reklama

Jimmy Smith (Foals): Zapomnieliśmy już, jak to jest być znowu w trasie

- Nasza muzyka zawsze ma taki emocjonalny element. Może nowa płyta większy. Trudno mi powiedzieć, bo moja odczucia podczas słuchania muzyki są inne niż u reszty. Słyszę bardzo dużo innych rzeczy, nie potrafię słuchać muzyki w sposób czysty, zawsze jest jakieś połączenie, zawsze widzę jakieś związki - mówi Interii Jimmy Smith z Foals. Zespół w marcu wydał nowy album, jesienią wypuści kolejny krążek, a w międzyczasie wystąpi w Polsce na OFF Festivalu.

Jimmy Smith (na zdjęciu w towarzystwie Yannisa Philippakisa) opowiedział o nowej płycie Foals

2019 to pracowity rok dla zespołu Foals (jakby do tej pory mieli mało zajęć). Brytyjczycy zaprezentowali właśnie swój najnowszy album, "Everything Not Saved Will Be Lost - Part 1", zaś w drodze jest już jego druga część. Premiera planowana jest na wrzesień.

Reklama

Pierwszym numerem, który zapowiedział piątą płytę w dyskografii zespołu, był singel "Exits". W warstwie muzycznej gęsty i melodyjny, w warstwie tekstowej kipiący od metafor. Te można odczytać wielorako, zaś jednym z pierwszych skojarzeń jest trudna sytuacja obywateli Wysp w obliczu politycznych zmian. O pracy nad nowym albumem opowiedział nam Jimmy Smith z zespołu Foals.

Anna Nicz, Interia: W którym momencie postanowiliście, że podzielicie nowy album na dwa wydawnictwa?

Jimmy Smith, Foals: - Skończyliśmy nagrywać pod koniec zeszłego roku, plan był taki, żeby od razu wypuścić całość. Ale mieliśmy tego więcej niż zwykle. Normalnie skończyłoby się na jednym albumie z 10 piosenkami, to zakładaliśmy trzy lata temu. W międzyczasie pojawił się pomysł zrobienia dwóch albumów, co rozwiązało nasz problem z nadmiarem utworów. Krążek składający się z 17 utworów byłby zbyt długi. Trochę za dużo do słuchania na raz. Zdecydowaliśmy się na wydanie dwóch płyt w tym samym roku.

Podzielenie materiału i decyzja, które numery pójdą na pierwszy ogień, nie sprawiły wam trudności?

- Nie, wydawało nam się, że będzie to trudne, ale okazało się całkiem proste. Niektóre piosenki po prostu do siebie należą. Inne wydawały się dobrym początkiem i końcem danego albumu. Do środka dołożyliśmy resztę piosenek i myślę, że wyszło całkiem dobrze.

Klip do pierwszego singla z nowego albumu, piosenki "Exits", wyreżyserował piekielnie zdolny Albert Moya. Jak doszło do tej współpracy?

- Zdecydowaliśmy się na współpracę z firmą producencką Canada. Bardzo lubimy klip, który nakręcili do piosenki Tame Impala, ten, w którym występuje goryl ("The Less I Know the Better" - przyp. red.). Szukaliśmy fajnych ludzi do zrobienia wideo, a każdy teledysk zrobiony przez to studio był oryginalny i interesujący. Myślę, że wyszło całkiem dobrze. Ludzie ze studia porozmawiali z Yannisem, narodziło się kilka pomysłów, a potem po prosto pozwoliliśmy Albertowi zaszaleć.

Zdjęcia do teledysku powstały w Budapeszcie?

- Tak, tam jest mnóstwo różnych miejsc, w których mogliśmy kręcić, choćby w samym centrum Budapesztu. Bardzo fajne stare budynki, interesujące pomieszczenia. Np. to w którym kręcili nasz teledysk. Wydaje mi się, że to stara elektrownia. Albert i jego ekipa to świetni ludzie. To była bardzo dobra decyzja.

"Exits" to piosenka, która oddaje najlepiej nastrój reszty albumu? Dlaczego akurat ten numer stał się pierwszym singlem?

- To raczej decyzja wytwórni. Szczerze mówiąc ja nigdy nie myślałem o tym, że to może być singel. Nie myślałem o tej piosence w ten sposób. Wytwórni bardzo się ona spodobała i stwierdzili, że to powinna być pierwsza rzecz z nowego albumu, którą usłyszą ludzie. Powiedzieliśmy: czemu nie!

Tekst w "Exits" niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny.

- Tak, Yannis włożył dużo emocji w pisanie tekstów.

Jak wyglądała praca nad tym albumem?

- Zaczęliśmy w Oxfordzie w 2017 roku. Pracowaliśmy w starym studiu, byliśmy tam przez miesiąc. Potem przenieśliśmy się do Londynu, do małego studia w południowej części miasta. Pracowaliśmy tam z Brettem Shawem. Był z nami cały czas, przez cały proces. Potem w 2018 roku byliśmy w Stanach Zjednoczonych. Większość muzyki była gotowa do lipca. Yannis robił jeszcze wokale. W sumie zajęło to nam jakiś rok.

Mam wrażenie, że teksty na "Everything Not Saved Will Be Lost - Part 1" niosą ze sobą jeszcze więcej emocji, niż miało to miejsce przy poprzednich wydawnictwach Foals.

- Nie jestem pewien, być może. Poprzednia płyta również miała dużo emocji. Nasza muzyka zawsze ma taki emocjonalny element. Może nowa płyta większy. Trudno mi powiedzieć, bo moja odczucia podczas słuchania muzyki są inne niż u reszty. Słyszę bardzo dużo innych rzeczy, nie potrafię słuchać muzyki w sposób czysty, zawsze jest jakieś połączenie, zawsze widzę jakieś związki.

Jakiej muzyki słuchasz, gdy nie jesteś w studiu?

- Mnóstwo różnych rzeczy. Ciągle słucham amerykańskich zespołów, a także sporo ambientu. To muzyka dobra w podróży, np. pociągiem. Zawsze uwielbiałem Boba Dylana.

Przed wami etap, który wasi fani uwielbiają najbardziej - trasa koncertowa.

- Trasa pewnie potrwa jeszcze w przyszłym roku. Plusem wydania dwóch albumów jest to, że możesz więcej koncertować. W pewnym momencie musieliśmy zrobić trochę przerwy, po "Holy Fire" koncertowaliśmy trochę za dużo. Teraz jesteśmy gotowi. Zapomnieliśmy już, jak to jest być znowu w trasie. Wizja grania nowej muzyki na scenie bardzo mnie ekscytuje. Dawno tego nie robiliśmy.



INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Foals

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje