Reklama

Fisz: Zawsze starsze pokolenia miały problem z tymi młodszymi [WYWIAD]

Fisz Emade Tworzywo prezentują nową płytę pt. "Ballady i protesty" /Karol Makurat /Reporter

"Sam już nie wiem, czy ja się starzeję, czy kultura robi się coraz bardziej infantylna?" - zastanawia się Fisz, który z Tworzywem wydał właśnie dwupłytowy album "Ballady i protesty". O Warszawie lat 90., o "Dresiarzach w garniturach" i o ważnych pytaniach swoich dzieci opowiedział Adamowi Drygalskiemu.

Adam Drygalski, Interia: Warszawa z lat 90. i obecna Warszawa to jeszcze jest to samo miejsce? Czegoś ci w nim brakuje?

Fisz: - Podoba mi się to miasto. Lubię w nim być, chociaż oczywiście powstaje tu dużo koszmarków architektonicznych i z tym stolica ma problem. Co z tego, że wszystko jest teraz  na siłę nowoczesne, jak często zupełnie nie współgra z otaczającą przestrzenią. Często też same wykończenie budowli jest koszmarne - kolorystyka, złocenia, marmury. Do tego te wszystkie kolorowe billboardy, które szpecą. Warszawa ma kłopot ze spójnością. Ze spójną opowieścią o sobie.

Reklama

W latach 90. była jednym wielkim bałaganem. Dziurawe drogi, Jarmark Europa i młodzieńcy w dresach.

- Nie jest tak, że ja wspominając lata 90. widzę je wyłącznie cukierkowo. Jest sporo spraw, o których często zapominamy, bo pamięć tak działa, że wyrzuca często to, co nam nie pasuje. Śmierdzące dworce, pierwsi skinheadzi... Dla mnie urodziny Hitlera pokazane w TVN to nie był żaden szok, bo miałem w szkole "zuch-chłopaków", którzy też je obchodzili.

Taki typowy skin z łysą glacą we fleku i w glanach to se ne vrati.

- Naziole w Polsce to w ogóle wybryk i wynaturzenie niemieszczące się przynajmniej w mojej głowie. Ale wracając do lat 90. Był to ferment, którego dziś już aż tak bardzo nie czuję. I sam już nie wiem, czy ja się starzeję, czy kultura robi się coraz bardziej infantylna? Bo wiesz, zawsze starsze pokolenia miały problem z tymi młodszymi, bo zazdrościły im popularności, powodzenia i energii..

Trafiliśmy wtedy na transformację. Nie mieliśmy na to żadnego wpływu. To odróżnia pokolenie urodzonych w okolicach 1980 roku od innych.

- Z jednej strony przemiany gospodarcze i ustrojowe, z drugiej zachłyśnięcie się wszystkim tym co kolorowe. To, co kiedyś mogłeś zobaczyć tylko przez szybę, nagle miałeś na wyciągnięcie ręki. Polska wersja "Bravo", pierwszy "Metal Hammer", "Ślizg", "Klan". Buzowała jakaś nowa myśl, czuło się taki intelektualny ferment.. Hip hop i muzyka klubowa była dla mnie totalną rewolucją. Miało się kumpli z różnych subkultur, chodzących w tych swoich - patrząc na to z perspektywy czasu - zapewne infantylnych mundurach. To były nowe narzędzia, może jeszcze wtedy naiwne i niedoskonałe. To wszystko powodowało, że ta Warszawa była poraniona, ale i kolorowa i szumiąca.

Pewnie dalej jest szumiąca tylko w inny sposób, a my mniej ten szum słyszymy.

- Nasze roczniki często zwracają uwagę na fakt, że chodząc po osiedlu spotykało się wszędzie ekipy przesiadujące na ławkach. Raz trzeba było uciekać a innym razem przybijać piątki. Działo się dużo rzeczy związanych z ulicą, podwórkiem - czy to deskorolka, czy to heavy metal. Spędzaliśmy tam połowę swojego życia. Trudno powiedzieć, żebym za tym tęsknił, ale chciałbym żeby moje dzieciaki miały możliwość spotykania się z bardzo różnymi ludźmi. Znało się osiedlowych profesorów, ale i dresiarzy. Znałem osoby, które miały bardzo ciężko w domu. Mieszkaliśmy w tych samych blokach, to uczyło pokory i empatii...

Pogadajmy o tych dresiarzach. Kiedyś każdy z nich ubierał prawilne ciuchy zakupione pod patykiem. A teraz? Mam dla ciebie nie za miłe wiadomości - oni nie chodzą już w dresach.

- To jest jeszcze chyba nie do końca zbadane zjawisko, bo w sumie nigdy nie chodziło o te błyszczące dresy. Tylko o poczucie siły, kiedy jesteś w większej grupie. Bo na osobności przeważnie z dresiarzem można było pogadać. Ale kiedy oni łapali się w te swoje watahy, to z łatwością szło im poniżanie ludzi słabszych. Czy to w szkole, czy na ulicy. Dresiarstwo to nie ciuchy.

Styl bycia?

- Kojarzy mi się z głębieniem mniejszości. Inności. Z nakładaniem bardzo grubych masek i przykrywaniem własnych kompleksów. Nawet ten szeroki chód był po prostu nienaturalny, bo przecież nikt tak nie chodzi po bułki do sklepu. Ale koniec końców, dostawaliśmy od tych ludzi w kość. Wszystko jedno czy kroili nas z deskorolek czy zegarków. Czy dostawaliśmy za długie włosy, czy za spodnie z niskim krokiem. Wszystkie te przemocowe historie, które kiedyś funkcjonowały na ulicy, dziś odnalazły się chociażby w języku nienawiści i wszelkich przemocowych akcjach, które wylewają się wiadrami na portalach społecznościowych.

Dresiarze chodzą w garniturach, jeżdżą drogimi Suvami, bawią się w swoje słabe gierki na Twitterze i Fejsie. A co się stało ze skinheadami?

- Skini to jest ciekawe zjawisko, które u nas złapało wyłącznie negatywne konotacje. A my w sumie nie mówimy o ogolonych na łyso facetach, ale o naziolach. Ten sposób myślenia szybko się niestety rozprzestrzenia nawet wśród ludzi takich jak my, których na pierwszy rzut oka byś nawet o to nie podejrzewał. Nie jest to polskie zjawisko, bo wpływ mają na to przemiany na świecie. Fala nietolerancji wzbiera, bo sytuacja związana z kryzysem migracyjnym się komplikuje, rosną nierówności społeczne. I nic nie wskazuje na to, że ten problem zniknie, bo pewnie w niedługim czasie dojdzie też do głosu emigracja klimatyczna. To powoduje, że tymi dresiarzami, a czasami wręcz naziolami stają się ludzie, których byś nigdy o to nie podejrzewał. Trochę jak ten pan, co przedstawiał niedawno w Sejmie swoją wizje "ideologii LGBT". Nie przeklinał, miał marynareczkę i twarz ogolona, jak należy, a to co mówił to kompletny odlot.

"Kurz". Dla mnie najważniejszy utwór na "Balladach i protestach". Zastanawiasz się o czym za pięć lat będziesz rozmawiał ze swoimi dzieciakami. Co zrobić żeby były tu lub gdziekolwiek indziej szczęśliwe?

- Gdy dzieciaki były małe, to rapowanie o naszym wspólnym życiu i zmianie pieluszek nie miało żadnego sensu. Ale teraz weszliśmy w taki okres, w którym padają już bardzo trudne pytania. Moje dzieci chodzą do szkół publicznych i zaczynają się pytać, dlaczego muszą siedzieć w szatni, kiedy jest lekcja religii. Moja córka chodząc z tęczową torbą na ramieniu dziwi się, że komuś może to się nie spodobać w miejskim autobusie. My spoglądamy na to wszystko z perspektywy Warszawy, najbardziej liberalnego miasta w Polsce, a i tak bywa tu czasami niebezpiecznie.

Z jednej strony ta szkoła i tak światopoglądowo nic do życia naszych dzieci nie wniesie, ale z drugiej strony jest w niej indoktrynacja i uzurpacja. I związane z tym poczucie obciachu.

- Żyjemy w czasach, w których sami możemy z łatwością dochodzić do przeróżnych treści. Mając telefon i laptop możemy szybko sprawdzić, co się dzieje na świecie. Ta indoktrynacja nie uda się, nie ma szans. Tylko szkoda tych ambitnych dzieciaków, bo potrzebujemy prawdziwej reformy edukacji. Pod tym względem to zupełnie stracony czas. Brakuje nam nowoczesnych komputerów i oprogramowań, za to mamy dwie godziny tygodniowo religię. Gdy moje dzieciaki muszą czekać na lekcje etyki, bo ta odbywa się godzinę po zakończeniu innych zajęć i jednocześnie słyszę o prześladowaniu katolików w Polsce, to coś tutaj zwyczajnie nie gra. Etyka powinna być poważnie brana pod uwagę w szkołach, jeżeli oczywiście mamy do czynienia z etykiem a nie z katechetą.

Rok 2020 pożegnałeś środkowym palcem. Jak pożegnasz rok 2021?

- To rok dysonansów, bo prywatnie jest w porządku, ale to co się dzieje wokół mnie jest przerażające. Tamten rok był bardzo trudny ze względu na COVID i rozgrywanie go w tak sarkastyczny i cyniczny sposób. Tworzenie tych wszystkich teorii spiskowych, pseudonaukowych wywodów. Sianie nienawiści. Wydawać by się mogło, że w sytuacji zagrożenia potrafiliśmy się zjednoczyć a tu, zdziwienie. Wyszło inaczej. Byłem naiwny.

Bo w sytuacji zagrożenia przeważnie się jednoczyliśmy i - uwaga - przegrywaliśmy.

- No tak, w sumie często dostawaliśmy w dupę. Ten rok ma już za to jakąś nutkę optymizmu. Że ten chwiejący się świat jakoś znalazł sposób na życie z chorobą. Ale może ja już też się uodporniłem i wyłączyłem telewizor, choć to żadne wyjście z sytuacji. Głupota i ignorancja niestety od tego nie znikną. Możesz ich co najwyżej nie wpuścić do mieszkania. Tylko że te slajdy z filmu porno ze zwierzętami na konferencji prasowej o kryzysie migracyjnym i tak powstaną. Zastanawiasz się tylko, co głupiego i niedorzecznego jesteś w stanie jeszcze napotkać. Ja przyznam się już nie mogę, zamykam komputer, wyłączam telefon. Uciekam i popadam coraz częściej w jakiś  totalny defetyzm. I myślę, że albo się wszyscy zmęczymy butą, kłamstwem, infantylizmem i ruszymy aby to zmienić...

Albo?

- ...albo spora część się zaaklimatyzuje. Bo przecież wielu osobom taki stan rzeczy odpowiada.

No dobra, jak ktoś już doczytał do tego miejsca, niech ma coś więcej od życia. Ten kurier o którym jest mowa w "OK Boomer" jak wpada do ciebie z przesyłkami, to naprawdę pyta o Wąglewskiego?

- No tak. Zawsze byłem Wąglewski albo Wadlewski. Moje dzieci też są w szkole Wadlewskimi, więc przeszło to dalej. Pewnie to trochę trudne nazwisko.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Fisz | Fisz Emade Tworzywo | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje