Andrzej Smolik o projekcie "To Kraków tworzy metamorfozy": Kiedy zgasimy światło, zostanie tylko w sercach [WYWIAD]
10 listopada w krakowskiej Tauron Arenie odbędzie się niezapomniany koncert "To Kraków tworzy metamorfozy". Dyrektorem artystycznym wydarzenia został Andrzej Smolik, a do współpracy zaprosił wokalistów takich jak Natalia Przybysz, Grzegorz Turnau czy Krzysztof Zalewski. W rozmowie z Interią opowiedział, jak pracowało mu się z kilkoma pokoleniami muzyków i co było największym wyzwaniem. Wyjawił także swoje nadzieje na to, co widzowie wyniosą z "jedynego w swoim rodzaju" koncertu.

Katarzyna Ulman, Interia: Panie Andrzeju, 10 listopada, "To Kraków tworzy metamorfozy" - czego możemy spodziewać się po tym wydarzeniu?
Andrzej Smolik: - Mam nadzieję, że wspaniałego, jedynego w swoim rodzaju koncertu. Bo to jest jedyne w swoim rodzaju i jednorazowe widowisko - kiedy zgasimy światło, zostanie tylko w sercach i w duszach, będzie można o tym tylko opowiadać. I to jest właśnie piękne. Ogromny zespół, ogromna ilość polskich gwiazd - młodych i tych starszych, z ogromnym dorobkiem - podana w sposób nieco inny. Piosenki zaaranżowane specjalnie na ten wieczór. I mam nadzieję, że będzie interaktywnie, czyli liczymy na publiczność, na wasz udział. Bo my to po prostu czujemy i wtedy ten margines, który sobie zostawimy na wariacje, zaczyna być potrzebny.
Opisywał pan to wydarzenie tak, że młodsi zagrają piosenki starszych, a starsi zagrają piosenki młodszych. Jakie były największe wyzwania, jakie pojawiły się przy realizacji takiego pomysłu?
- Wyzwania są takie, że trzeba w jakiś sposób przekonać artystów, którzy mają i tak bardzo dużo na głowie, żeby chcieli zmierzyć się z czymś, co jest troszeczkę spoza ich menu. Nie oznacza to, że oni tego nie potrafią. Chodzi o to, że wielu z nich nie chce sobie brać na głowę dodatkowego bagażu, uczyć się tekstu piosenki, myśleć: "a może nie wyjdzie". Mają swój ogromny dorobek i to wystarcza, żeby nie mieli czasu, a tutaj jeszcze ktoś im rzuca coś ekstra. Do tego potrzebne jest zaufanie i chęć wspólnej zabawy formą, wejścia na jakąś platformę, która ma wspólny mianownik oraz zbierania doświadczeń. Jednak to są doświadczenia.
Co było najbardziej fascynujące w tej wymianie międzypokoleniowej - szukanie wspólnego mianownika czy znalezienie różnic między podejściem młodszego wykonawcy a tego starszego?
- Gdy odkrywamy podejście młodych do starszej muzyki i starszych do młodej, to jest czysta nauka, forma zbierania informacji dla nas wszystkich - bardzo cenna. Ale bardziej cenne jest to, że uświadamiamy sobie, że jesteśmy jedną wielką rodziną, przynajmniej w ten jeden wieczór. To jest jednak praca stadna, powstaje wspólnota z publiką, ale też na scenie - to jest najpiękniejsze, co może się wydarzyć.
Muzyka łączy pokolenia?
- Oczywiście, że tak.
Jak wyglądał proces kształtowania się całej imprezy? Jeszcze w marcu organizatorzy zapowiadali, że nie są pewni, jak będzie wyglądał finalny efekt.
- Development w przypadku tak wielkiej imprezy trwa długo. Zanim pojawią się plakaty, zanim pojawią się nazwiska, repertuar, będziemy o tym mówić... Nawet dziś, rozmawiając o tym, jeszcze do końca nie możemy być wszystkiego pewni. To jest proces, a proces trwa do samego końca. I świetnie, że tak jest, bo to musi żyć. Jest mnóstwo spotkań, mnóstwo telefonów, mnóstwo bookingów, mnóstwo logistyki. Bardzo złożona rzecz. Może niektórym się wydawać, że "e tam, przyszli, zagrali piosenki i wyszli". Niestety nie - to trwa miesiącami.
Co chciałby pan, aby widzowie wynieśli z tej imprezy?
- Ja nie mam jakiegoś uniwersalnego oczekiwania wobec widzów... Nawet powiem, że nie mam w ogóle żadnego oczekiwania. Mam tylko nadzieję i życzyłbym sobie, żeby każdy coś pięknego poczuł - pięknego dla siebie, bo każdy jest inny. Po prostu to wyniósł i podał dalej.


![The Rumjacks: "Zakochaliśmy się w podejściu Polaków do muzyki" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MJJ4WC9AM9HLM-C401.webp)




![Wojtek Mazolewski Quintet: Zabrakło wody, nie zabrakło energii [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000LYP8B36J9NKTG-C401.webp)