Reklama

Reklama

"Płyta na kaca, nie na melanże"

Blef i Mes, czyli dwaj młodzi chłopcy z Warszawy, tworzą skład grupy Flexxip. Zaprezentowali się na kilku znanych legalnych projektach (Pezet/Neon - "Muzyka klasyczna", Junoumi vol. 1 i 2, Red - "Al-Hub", Whitehouse - "Kodex", Dizkret/Praktyk - "IQ", czy 600V - "600C"), a jesienią 2003 roku wydali swój pierwszy album "Ten Typ Mes i E.Blef: Fach", który promowany był singlem i wideoklipem "Oszuści". Na płycie znalazł się bit, który wygrał konkurs producencki Studia 33 Obroty, zorganizowany w 2002 roku przez Noona, autorstwa młodego producenta Dominika Łebka. Autorem części podkładów jest Mes. Producentem wykonawczym całego materiału został Noon, a poszczególne utwory wyprodukowali: Mes, Webber (stały współpracownik Łony), Dominik Łebek, Joter oraz Bartek. Z okazji premiery albumu, z członkami Flexxip rozmawiał Marcin Samborski(mhh.pl).

Za wydanie waszej debiutanckiej płyty odpowiedzialna jest wytwórnia T1. Jednak jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie było to takie oczywiste. Z kim jeszcze prowadziliście negocjacje i czemu zdecydowaliście się właśnie na T1?

Mes: Kontrakt z T1 podpisaliśmy jakiś rok temu i przez ten czas spokojnie nagrywaliśmy sobie płytę, dokładnie od listopada 2002 do maja 2003 roku. Czekaliśmy trochę na ukończenie studia S33, więc kiedy pierwszy raz Noon włączył mikrofon, było do zarapowania już z 5 numerów. Przetrwał do dziś tylko jeden z nich. Przez ten czas wiedzieliśmy już, że będzie to materiał dla T1, inne wytwórnie pojawiły się wcześniej...

Reklama

Emil: Pierwsze rozmowy prowadziliśmy z wytwórnią mia-100, którą reprezentuje Matyah. Wtedy chcieliśmy rozprowadzić nasze demo. Potem do rozmów dołączył Tytus, Blend i T1. Wybór już znasz..

Termin wydania płyty co jakiś czas ulegał zmianie. Co jeszcze oprócz wyboru wytwórni wpłynęło na taką sytuację?

Mes: Głównie ustalenia wydawca/dystrybutor. Mieliśmy dużo gotowych numerów, więc kiedy zobaczyliśmy, że daty się zmieniają, odrzuciliśmy kilka starszych numerów, dodaliśmy nowe.

Emil: Jesteśmy raperami, którzy nagrywają cały czas. Przed wejściem do studia Noona, co tydzień nagrywaliśmy tzw. spontany, żeby trzymać formę i mieć kontakt z mikrofonem. Kiedy terminy się przesuwały, po prostu nagrywaliśmy dalej..

Kiedy zobaczyłem waszą płytę po raz pierwszy, stwierdziłem, że jest to swego rodzaju ewenement pod względem wizualnym. Standardem stało się umieszczanie na okładce zdjęcia, u was jest rysunek jak z dobrego komiksu. Skąd taki pomysł i kto jest odpowiedzialny za jego wykonanie?

Mes: Pomysł taki miałem już od dawna, odkąd w ogóle pomyślałem o okładce, a projekty w głowie tworzyłem sobie już kilka lat temu. Miałem kilka komiksów z lat 70., polskie klasyki i te mniej znane - sensacyjne, z jakimiś nieznanymi postaciami, typu "Czarna róża" czy coś takiego. Te samochody, panienki, główni bohaterowie i ich akcesoria - zawsze się tym jarałem. Dużo wcześniej niż GTA III, jak niektórzy sugerują, wcześniej nawet niż pierwszy Bobby Digital. To zajawka z dzieciństwa.

Emil: Mateusz Konkret znalazł człowieka, którego rysunek Mes wypatrzył w "Gazecie Stołecznej" - spotkaliśmy się z nim, Adler odzwierciedlił wizje okładki tak, jak tego chcieliśmy i efekt jest widoczny. Jesteśmy bardzo zadowoleni i mam nadzieje, że okładka wyróżnia się na sklepowej półce, a to też jest ważne.

Mes: Nie jesteśmy jakoś idealnie podobni do siebie na tych rysunkach, ale wiesz... przytyramy trochę, opalimy się i będziemy jak z komiksu. (śmiech)

To wasza debiutancka płyta, ale prawda jest taka, że nie jesteście amatorami, którzy nagle pojawili się na polskiej scenie. Czy to znaczy, że do wydania płyty musieliście dojrzeć?

Mes: Tak uważam. Przede wszystkim chcieliśmy dać ludziom czas, by zrozumieli nasz styl, albo raczej by oswoili się z nami. To była właśnie nasza droga - podziemne wydawnictwa, typu nasze demo czy Junoumi, koncerty w małych i dużych miastach, kilka bitew na wolno, kilka audycji radiowych i w TV. Chciałbym zobaczyć teraz taki debiut, a nie - klip na Vivie i od razu kontrakt. Czekam na podziemny hit, który mnie rozpier**li i jakiegoś nowego rapera. Ostatnim był na pewno HST. No i Sistars, rapują lepiej niż połowa koleżków, nie mówiąc o śpiewaniu.

Emil: Zanim dotarliśmy do naszej wytwórni, było kilka dróg "na skróty". Bardzo kuszące, takie, na które wiele osób by poszło. Odrzuciliśmy je, bo wierzyliśmy w siebie i w to, co tworzyliśmy. Chcieliśmy iść stricte rapową ścieżką, nagraliśmy demo, które ludzie przyjęli z entuzjazmem, graliśmy koncerty i "przepychaliśmy" się naszą muzyką.

Jak w ogóle doszło do współpracy dwóch tak różnych charakterów. Z jednej strony szalony Mes, o którym po mieście krążą już legendy, z drugiej Emil, który sprawia wrażenie osoby trzymającej się z boku i podchodzącej do wielu spraw z dystansem...

Mes: Blef to mój człowiek! Wiele mi już zdążył przekazać przez 6 lat naszej znajomości. A o te legendy jeszcze cię spytam, chętnie posłucham!

Emil: Jestem bezdomny i Mes mnie przygarnął, kiedy potknął się o mnie wychodząc z siłowni, podniosłem jego sztangę, zaimponowała mu moja siła, a potem okazało się, że fascynuje nas rap.

Kiedy rozpoczęła się praca nad tym albumem, bo wiem, że w międzyczasie na waszym koncie pojawiła się demówka?

Mes: No mówię ci, to był koniec października 2002. A demówka... najmłodszy kawałek z niej ma chyba 2 lata. Bardzo lubię nasze demo, to było 17 kawałków, całkiem sporo. Gościnnie były tam jeszcze pozostałe dwa ex-Flexxipy - nasi ludzie, Fauosz i Maciek, był Dizkret, wnikliwy słuchacz dostrzeże nawet Pezeta. Było parę szlagierów... "Lejdis", mój numer życia, w mojej opinii, czyli "El-ej"...

Emil: Człowieku, mamy obszerne archiwum, które czasami puszczamy ludziom w drodze na koncerty czy przy innych okazjach. Jest ich dużo, ale to ostanie demo było dopiero na tyle reprezentatywne, żeby wypuścić je do ludzi. Nie rapowałem tam najlepiej, ale "Paralela", skit o papierosie, czy "Milcz ze mną" to numery, które mają swój klimat i pokazałem, że mam swój pomysł na rap. Cieszę się, że nagrałem takie rzeczy, bo różni ludzie mogą do nich wrócić i zobaczyć, że wyrosłem w undergroundzie.

Wróćmy jednak do tematu samej płyty - kto zajął się nią od strony muzycznej i dlaczego wybór padł właśnie na te osoby?

Mes: Jest Bartek G., mamy Dominika Łebka, Jotera, Andrzeja Szajewskiego z jego organami Rhodesa, Webbera i jego doje**ne bębny, Kociołka z fantastycznym bitem a la LLCoolJ '95... Miało być jeszcze kilku producentów, ale ich bity wybieraliśmy na początku i nagraliśmy do nich najstarsze teksty, które potem wyleciały. Potem zainspirowali nas młodzi producenci - Bartek, który przyszedł do studia i rozje**ł swoim stylem wszystkich tam zebranych, łącznie z Noonem. Dominik zrobił jazzowy podkład, który wygrał konkurs S33, Joter ma niepowtarzalne brzmienie, te jego werble...

Nie baliście się, że biorąc bity od tylu różnych producentów, płyta zatraci pewnego rodzaju spójność od strony muzycznej?

Mes: Było takie ryzyko, ale myślę, że wszystko trzyma się kupy, wiem to! Miał to być klasyczny nowojorski klimat, mocne bębny, sample, żadnych cykaczy. Taki album pewnie jeszcze nagramy, nowe brzmienia są fajne, ale do nich nie da się za bardzo przewinąć tych wszystkich historii, które mamy na płycie.

Emil: Mieliśmy koncepcję co do warstwy brzmieniowej i wybierając bity od tak wielu osób trzymaliśmy się jej, więc album zachowuje spójność. Miał to być klasyczny Nowy Jork z jego najlepszych lat i to jest elementem spajającym.

Zatrzymajmy się jeszcze przy muzyce. Płyta utrzymana jest w bardzo spokojnym klimacie. Nie myśleliście, że ludzie mogą powiedzieć: kurcze, gdzie są mocne kawałki na melanże?

Mes: No, to nie jest płyta na melanże, bardziej na kaca. I naprawdę pomaga. Na melanże jest tylko jeden numer - bonus. To jedyny kawałek, który nagrywałem, kiedy byłem wstawiony. Teksty natomiast zawsze piszę będąc trzeźwym. Zawsze. Powstało wiele płyt imprezowych, wiele kawałków o melanżach - sam nagrałem ich sporo. Myślę, że do picia wódki najlepsze są kawałki z prostym tekstem, które nie zatrzymują zbyt długo twoich myśli, a nie taka miała być ta płyta.

Kto pojawił się gościnnie na płycie?

Emil: Na płytę zaprosiliśmy ludzi, którzy wiedzą co powiedzieć i robią to mistrzowsko do kawałków, w które wpasowują się idealnie. To ich tematy, po prostu świetnie dopełnili numery, w których rapują. Małolat i Ciech tworzący formację Żądło (czekam na ich płytę), 2cztery7 czyli Pius i Stasiak, jest Fu i DJ'e: Panda i Twister. Wszycy ci ludzie zrobili taki magiczny zabieg, że płyta przez to jest lepsza.

Obok Noona producentem jest także Mes. Jak odnalazłeś się w tej roli?

Mes: Obaj jesteśmy producentami wykonawczymi. Dobierałem bity na tę płytę, dogadywałem się z producentami i sam odpowiadam za kilka. Noon zadbał o kwestię techniczną, miks i mastering. Jedyny bit, który przeforsował Emil i koniecznie chciał go mieć, to podkład do "Mam wiadomość", jego solówki. Dopiero usłyszałem całość, zorientowałem się, że to mistrzostwo.

Inspirowałeś się czymś z Zachodu pracując nad tą płytą?

Mes: Tak, ale te inspiracje są złożone. Nie opierałem się na aranżach zachodnich numerów, ich brzmieniu czy bębnach. Bębny w moich bitach są tylko samplami z jakichś funkowych winyli, nie mam cudzych brzmień. Gdyby było inaczej, Noon pewnie wyrzuciłby to do kosza i powiedział, że "samo się skasowało". Chcieliśmy osiągnąć klasyczne nowojorskie brzmienie, bo kalkulacja jest prosta - jeżeli najchętniej wracamy do takich płyt, z połowy lat 90. i to brzmienie dalej jest obecne w naszym życiu, to czemu mamy robić nowoczesną płytę? Nawet jedyny wyjątek - trochę G-funkowy bit do numeru z Lerkiem - jest powrotem do dawnych czasów, do starego brzmienia westcoastu.

Wracając jeszcze do Noona, który na płycie widnieje jako producent wykonawczy. Czemu nie wykorzystaliście współpracy z nim, aby nagrać coś do jego muzyki?

Mes: Nagraliśmy jeden numer do jego bitu, ale nie wszedł na płytę. Noon stwierdził, że to stary bit i nie chce mu się go aranżować. Poza tym bity Noona kosztują w ch** hajsu, a założenie było takie, że i tak nie będziemy brać tego bitu na singel, bo nie chcieliśmy się "podpierać" jego muzyką przy debiucie. Nagrywamy w jego studiu i pewnie wyciągniemy od niego jakiś mistrzowski podkład, ale po pierwszej płycie.

Kiedy przesłuchałem waszą płytę miałem wrażenie, że w większości jest to biografia na dobrym podkładzie. Mylę się?

Mes: Nie! Nasza płyta miała być i jest autobiograficzna.

Emil: Jesteśmy ludźmi, którzy są bardzo krytyczni w stosunku do siebie. Ci co nas znają, wiedzą jak często śmiejemy się z samych siebie. Znamy się doskonale i wystarczy mi mina Mesa rano w pociągu, żeby wiedzieć, co robił i odwrotnie. Zawsze dużo koncentrowaliśmy się na naszym "życiu wewnętrznym" i stąd taki autobiograficzny wydźwięk na naszym albumie. Opowiadamy jednak historie z naszego życia, unikając moralizatorstwa i w taki sposób, żeby dalej był to kawałek hiphopowy, bez ciężkiego ładunku, jakim często jest np. poezja zakompleksionego gimnazjalisty o "złamanym sercu". Jeżeli ktoś nie chce słuchać o naszych błędach, to zostaje mu mistrzowski bit i fajnie zarapowany tekst.

Numer "Szukam tego $" porusza jeden z bardziej uniwersalnych tematów, czyli pieniądze. Jestem ciekawy waszego podejścia: uważacie, że to właśnie z rapu będziecie godziwie żyć, czy w Polsce trzeba mieć dodatkową alternatywę na zarabianie pieniędzy?

Mes: Nie uważam, że z rapu będę godziwie żyć. To jest teraźniejszość - w tym kawałku i w moich poglądach. Nie mam żadnej pewności, że w następnym miesiącu ktoś nie odwoła dwóch koncertów i obsram się z wszystkimi długami i opłatami - właśnie o tym jest ten numer! Dodatkowa alternatywa to piękna sprawa... ale nic o tym nie wiem.

Emil: Zależy czego oczekujesz od życia, niektórzy raperzy wynajmują jakieś skromne mieszkania, mają na szamę i wódkę przy kartach. Mistrzostwo!

W tym kawałku można usłyszeć Magdę Polańską. Jak doszło do waszej współpracy? Wybraliście ją z wielu kandydatek, czy mieliście ją już wcześniej upatrzoną pod kątem płyty?

Mes: Zawsze się nią jarałem. Jeszcze z dwa lata temu można ją było zobaczyć i usłyszeć na Vivie. Potem była na płycie Reda i śpiewała tam naprawdę dobrze. Nie było castingu - wiedziałem po prostu, że muszę mieć jej głos na naszej płycie, zanim ją poznałem.

Emil: Jest profesjonalistką - zanim weszła do kabiny, posłuchała linii melodycznej i zaśpiewała to. Bez gadek w stylu: "No weź, nie wstydź się, przecież są tu sami obcy".

Emil, możesz powiedzieć coś więcej na temat "Mam wiadomość"? Skąd w ogóle inspiracja do napisania tego tekstu?

Emil: Mes wpadł i powiedział - nagraj najbardziej poje**ny utwór jaki słyszał świat. No więc zaje**łem połówkę kwarnika, doprawiłem absyntem i poprawiłem jeszcze uchem cracka, a dokładniej... chciałem nagrać solówkę, która pokazałaby, że jeszcze dużo zostało z Emila Blefa z demówki. Nie ma inspiracji, położyłem się któregoś razu i przyszedł mi pomysł do głowy: przychodzi ktoś obcy i ma coś do powiedzenia, ale co? Aaa, będzie miał wiadomość, będzie strasznie ważna, więc jacyś "inni" będą mu chcieli przeszkodzić w przekazaniu jej. Tak, będzie ich trzech. W czasie pisania chciałem oddać napięcie towarzyszące bohaterowi i poczucie, jakby były to sceny teatralne. Trzymająca w napięciu historia. Kiedy już wszystko to ustaliłem, poczekałem i którejś nocy napisałem naraz, żeby brzmiało to swobodnie. Jaram się efektem!

Mes, pogadajmy chwilę o bonusie. Jak go usłyszałem, to nieźle się uśmiałem z twojej bezpośredniości. Specjalnie takie rozluźnienie zachowane na koniec? On pokazuje twój stosunek do płci pięknej ?

Mes: Naprawdę je uwielbiam. Bez dziewczyn moje życie nie miałoby sensu. Ciągle o nich myślę, wierz mi. Po prostu miałem kilka rozmów z klasycznymi feministkami - wszystkie mówiły to samo, co w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Szkoda, że tak rzadko są oryginalne, że są takie spięte. Chciałbym poznać wyluzowaną feministkę. Nagrałem więc typowo szowinistyczny numer - jeśli podk**wi je tak samo, jak mnie czasami felietony w cosmoporadnikach, to dobrze. Może złapią o co chodzi.

Pamiętaj, że "to tylko ta ciemna z kilku stron Mesa" oraz, że naprawdę "kocham wszystkie, pogłośnij to w swoim audio". Poza tym pierwsza zwrotka to nawiązanie, przypomnienie kilku klasyków tego tematu. Takie hity, jak "Sztuki" czy "Raz biorą a raz dają" - znam je na pamięć!

Emil, nie chciałeś nic dodać od siebie do bonusa? Bo ja przyznam się szczerze, że gdyby Mes zaproponował mi dogranie się, to przewinąłbym zwrotkę życia, tak lubię ten temat.

Emil: To było jego solo. Zresztą jakbym zaczął "wytykać", to naprawdę żadna by ze mną nie gadała. Są takie panny, że podchodzą na metr i bierze mnie kur**ca, a jak coś jeszcze palnie, to już tylko się napić.

Graliście już koncerty promocyjne w Warszawie, Szczecinie, Kołobrzegu i w kilku innych miastach. Czy w tych wszystkich miejscach odbierani jesteście tak samo? Czy ludzie w różnych miastach mają różne mentalności i inaczej reagują na wasz występ?

Mes: Koncertów graliśmy dużo więcej, ale z nowym materiałem... tak, to chyba te miasta, które wymieniłeś. Poza Berlinem, ale oni i tak nie wiedzą o czym nawijamy.

Emil: Każda publika jest inna, za każdym razem trzeba inaczej dotrzeć do ludzi. To zawsze zbiór poszczególnych osób, więc i kontakt jest inny.

Emil, widziałem cię na scenie i w pierwszym momencie byłem zszokowany. Podczas koncertu jesteś cholernie żywiołowy, totalne zaprzeczenie spokojnego człowieka. Czy scena to miejsce, na którym się wyładowujesz?

Emil: Koncerty... Znam teatralnego aktora, czasem go spotykam w najmniej spodziewanych momentach. Dziwny człowiek, zawsze jest niesamowicie spokojny, kumuluje energię do pracy przy tworzeniu postaci. A w teatrze jest mistrzem. Nie mówię, że tak często gramy, że jestem spokojny cały czas, ale w dniu koncertu, nie wiem, to trzecia część, pisanie kawałków, studio, a potem koncerty. Jeśli ludzie żywiołowo reagują, dają mi energię, taki handel wymienny. Piona dla tych co się bawią, po to są koncerty!

Singel promujący to "Oszuści", a nagrany został z Ciechem. Do niego powstał klip, który już od dłuższego czasu "lata" w TV. Kto był pomysłodawcą tak oryginalnego teledysku?

Emil: Pomysłodawcą była nasza reżyserka Kamelka. Odbyło się spotkanie, na którym wnieśliśmy swoje pomysły i nakręciliśmy go. Jak sama mówiła, kawałek otworzył jej głowę, a my się zajaraliśmy, że nie nakręciła dokładnie tego co rapujemy, miała swoją koncepcję, której mocno się trzymała, kolejna profesjonalistka na naszej drodze. Pozdrawiam cała ekipę filmową!

Komu powierzyliście nagranie i końcowy montaż?

Emil: Skład to Kamelka, zdjęcia robił Mikołaj Łebkowski, montażem zajął się Waldek Więcek, a alkohol na planie wyrywali nam Qla (Lezbend) i Tomasz Gaj.

W polskim hip hopie skończył się czas, kiedy ludzie czekają na jakikolwiek teledysk, byle by coś zobaczyć. Teraz obraz do kawałka stał się oddzielną sztuką. Zdradzicie, jaki był budżet "Oszustów"?

Mes: To było 15 tysięcy zlotych. Nasza wytwórnia i MOROwe chłopaki wsparli nas tutaj konkretnie. Bez nich nie byłoby to możliwe. Taśma kosztuje...

Ile w ogóle planujecie nagrać teledysków do tej płyty?

Mes: Teraz obmyślamy już konkretnie plan drugiego, a trzeci to jeszcze wielki znak zapytania. Ja bym chciał np. cztery klipy, ale to raczej niemożliwe. Ale fajnie by było.

Czy gdyby płyta miała ukazać się jeszcze raz, poprawilibyście coś, czy też to, co dostali słuchacze, idealnie pokrywa się z waszymi założeniami?

Mes: Mieliśmy sporo czasu, żeby wszystko popoprawiać. Emil wymienił zwrotki w dwóch numerach, ja wymieniłem cały kawałek. Myślę, że ta płyta jest aktualna, że nie byłoby wiele zmian.

Emil: Jest już zamkniętą formułą. Jak będziemy robić winyl nagramy jakieś nowe numery, żeby pojawiło się coś nowego, ale winyl ma trochę inne przeznaczenie.

Jakie macie plany? Robicie sobie teraz jakiś duży odpoczynek od studia czy rozpoczynacie nagrywanie nowego materiału?

Mes: Na pewno potrzebuję trochę oddechu, trochę odpoczynku. Ale to nie potrwa długo. Już myślimy o winylu, o składankach, na które damy nowe numery, o featuringach...

Emil: Nagrałem już u ziomka Mikołaja Świętego kilka numerów, w takim domowym studiu, żeby trzymać formę, a przy okazji on też się ćwiczy. "Tu wolno palić studio" - wiesz, trzymasz kabel od słuchawek, żeby nie uderzał o statyw podczas nagrywania, powrót do starych czasów, uczy pokory.

Mes: Ostatnio nagraliśmy tam z Blefem przeróbkę Lenny'ego Kravitza "'Til it's over żołądkowa rmx". Dobrze jest wrócić do czasów, kiedy na mikrofon składa się kilka osób, a teksty pisze się na spontanie.

Czym oprócz rapu zajmujecie się na co dzień?

Mes: Czytam książki, piję, piszę, dupczę i rozmyślam. Codziennie w innej kolejności. Dobrze się wysypiam. Szukam nowej drogi.

Emil: Jak tylko mogę spotykam się ze swoją dziewczyną, rozśmieszam ją i dbam jak mogę najlepiej, melanżuję, biję pionę z moim staruszkiem, czytam, staram się utrzymywać kontakty ze znajomymi, bo był czas, kiedy nie mogłem o to zadbać, ale przyjęli mnie! A, jeszcze oglądam taki serial o rodzinie głuchoniemych, jest tam taki młody koleżka, mówi jak największy gangsta madafaka ubaf. Ostatnio powiedział, że nie chciałby być pedałem, bo by się z niego w szkole śmiali, kiedyś kupi sobie broń, w szoku, jest rano.

Od momentu pojawienia się materiału w sklepach, zrobił się spory szum wokół waszej płyty. W dobie piractwa i Internetu na jaką liczbę sprzedanych legalnie kopii liczycie?

Mes: W kraju, w którym Edyta sprzedaje 2 tysiące swojej ostatniej płyty, a koleżka, który jedzie po stylu ś.p. Magika jak po burej suce, dobija do 7 tysięcy wszystko jest możliwe.

Mam nadzieję, że więcej waszych płyt pójdzie w sklepach niż na stadionie.

My też. (śmiech)

Dzięki za rozmowę.

Zdjęcia: Marcin Samborski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne