Reklama

Reklama

Tak wyglądała Amy Winehouse przed śmiercią. To było jej ostatnie zdjęcie?

Amy Winehouse zmarła 23 lipca 2011 roku, w wieku zaledwie 27 lat. W sieci pojawiło się zdjęcie, które - jak wiele wskazuje - było ostatnim zdjęciem wokalistki przed śmiercią.

Amy Winehouse zmarła 23 lipca 2011 roku, w wieku zaledwie 27 lat. W sieci pojawiło się zdjęcie, które - jak wiele wskazuje - było ostatnim zdjęciem wokalistki przed śmiercią.
Amy Winehouse zmarła w wieku 27 lat /Daniel Boczarski/Redferns /Getty Images

Pierwsza płyta Amy, "Frank", cieszyła się dużym zainteresowaniem. W 2004 roku zajęła ostatecznie 13. miejsce na brytyjskiej liście najlepiej sprzedających się albumów. Jednak dopiero słynne słowa "They tried to make me go to rehab but I said no no no" (słowa piosenki "Rehab" z drugiej płyty "Back to Black" - red.) okazały się przepustką do wielkiej sławy i ostatecznie smutnym podsumowaniem życia artystki.

"Moje piosenki są autobiograficzne i to dla mnie muszą coś oznaczać" - Amy przyznała w jednej rozmowie z ojcem. Jednak pisząc utwory na swoją drugą płytę "Back to Black", musiała sięgnąć do najciemniejszych zakamarków swojej duszy. Niemałe znaczenie w tej podróży miał były mąż Amy, Blake Fielder-Civil. Paradoksalnie przed poznaniem Blake'a, Amy była zagorzałą przeciwniczką twardych narkotyków, co demonstrowała na swoich koncertach.

Reklama

Jak zauważa wieloletni przyjaciel i współlokator piosenkarki, Tyler James, ten ogromny rozgłos jaki przyniosła jej wspomniana płyta, okazał się również przekleństwem. "Myślę, że Amy w końcu pragnęła normalności. Była bliska wyzdrowienia i odstawienia alkoholu. Była dwudziestokilkuletnią dziewczyną cierpiącą z powodu uzależnienia i wszyscy byli tego częścią. Wszyscy na to patrzyli" - wspomina w rozmowie z "The Times". 

Dodał, że kilka lat wcześniej udało się jej pokonać uzależnienie od narkotyków, ale "nikt o tym nie wspomniał". "Amy wiele przeszła" - mówił o konsekwencjach sławy swojej przyjaciółki. "To było dla niej trudne. Gdy byłeś sławny, byłeś niemal ścigany. Nie obchodziło ich, jak to wpłynie na twoje zdrowie psychiczne, czy pogorszy twoje uzależnienie, czy doprowadzi do szaleństwa" - dodał, wspominając czasy, gdy Amy była pożywką dla prasy brukowej, która tak chętnie relacjonowała upadek gwiazdy.

Tym większą radość budziły zdjęcia uśmiechniętej, zdrowiej wyglądającej Amy, które zwiastowały jej powrót do formy. Wszystko wskazywało na to, że złą passę ma już za sobą. Sama chętnie mówiła o planach na przyszłość, z ogromną ekscytacją opowiadała o współpracy z Tonym Bennettem.

"Przytul mnie, tato", "Ja ciebie też kocham, mamo" - tak brzmiały ostatnie słowa, które zapamiętali jej najbliżsi, potraktowali je normalnie, jako coś oczywistego, bez żadnego zaniepokojenia czy przeczucia, że będą ostatnimi, które usłyszą (przeczytaj więcej). Amy zmarła 23 lipca w swoim domu w Camden Square z powodu zatrucia alkoholowego, po okresie odstawienia. Miała 27 lat.

W ostatnim tygodniu życia piosenkarki spotkała ją 16-letnia wówczas fanka Hannah Hardman. Poprosiła Amy o autograf i fotografię, później wspomniała, że wokalistka była wtedy trzeźwa i chętnie pozowała do zdjęć. Fotografię wykonano 20 lipca 2011 roku, wiele więc wskazuje na to - jak podaje m.in. "The Sun" - że była to ostatnia fotografia wykonana przed śmiercią piosenkarki. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL